Na Erasmusa wysłał ją ojciec. Może nie na tyle dosłownie, że spakował jej ubrania do walizki i zawiózł je do Wiednia, ale naciskał tak długo dopóki nie złożyła wszystkich dokumentów i nie poszła na rozmowę kwalifikacyjną, na którą osobiście ją zawiózł. Kiedy już się dostała nie mogła nie pojechać. Pan Cichowski zdecydowanie by na to nie pozwolił. Nie rozumiał, że może nie chcieć (przecież to niepowtarzalna szansa poznać język i kulturę tak dobrze!), nie rozumiał, że można się bać i wymiotować ze strachu już miesiąc przed wyjazdem. P r z y g o d a. Właśnie takim mianem określał ten wyjazd, nie chcąc dopuścić do siebie wiadomości, że jego jedyna rodzona córka wcale nie lubi przygód. Woli stałość i boi się nowego a już z pewnością nie chce poznawać ludzi z każdego zakątka Europy, woląc zostać tutaj, w Polsce, wśród swoich przyjaciół. Trochę jednak nie umiała stawiać na swoim, czego najlepszym przykładem było spakowanie wszystkiego co najważniejsze i wyjechanie do Wiednia aż na pół roku. Wierzyła jednak uparcia, że będzie miała do czego i kogo wracać. Teraz już nie była tego taka pewna. Pierwszego wieczoru w Wiedniu, od razu po przybyciu, poznała Sebastiana. Był o rok starszym studentem architektury, pochodzenia polsko-austriackiego i tak samo jak Ida przyjechał w ramach programu. Grał na skrzypcach i to właśnie muzyka ich połączyła. Ida nigdy nie była duszą towarzystwa, było wręcz przeciwnie, trzymała się na uboczu, jednak nie znaczyło to, że chciała być sama i lubiła samotność. Wbrew pozorom chciała jak najmocniej jej uniknąć, ale w gronie przyjaciół, których tam nie miała. Nie potrzebowali dużo czasu aby się polubić, a później jakoś tak samo z siebie wyszło, że zostali parą. Ot, stało się i tym sposobem Idusia już całkowicie przepadła, zapominając nawet o najlepszej przyjaciółce, którą zostawiła podobno tylko na pół roku. A teraz stała w swoim pokoju, tym samym, jeszcze z czasów dzieciństwa, opierając się biodrami o zimny parapet i wypatrując nie wiadomo czego za oknem. Może jakiegoś znaku, który powiedziałby co ma zrobić, ale jednak świat milczał, dając jej do zrozumienia, że sama powinna zdecydować jak się zachowa. Walizki wciąż stały nierozpakowane, puszysta wykładzina dalej była idealnie odkurzona na jej przyjazd i wszystko stało dokładnie tak jak to zostawiła pół roku temu przed wyjazdem. Syrenka Arielka, która widniała na tarczy ściennego zegara uśmiechała się do niej a wskazówka zasłaniająca Arielce oko przypominała Idzie, że stoi już tak czterdzieści minut odkąd wstała po nieprzespanej nocy w swoim dawnym łóżku, które teraz wydawało jej się dziwnie obce. Chwyciła za telefon, za który chwytała już niezliczoną ilość razy dzisiejszego poranka i popatrzyła na numer, który znała na pamięć i na zdjęcie przyjaciółki, które widniało przy owym numerze. Nacisnęła. Dzwoniła. Przestała dzwonić. Odrzuciła połączenie od razu, zaledwie po pierwszym sygnale, bojąc się sama nie wiedząc czego. Wróciłam. napisała w końcu po tych kilku kolejnych minutach przemyśleń a później westchnęła głośno. Naprawdę musiała być taka upośledzona społecznie? Właściwie to po kim? Może jednak rzeczywiście ją adoptowali. I tym sposobem napisała jeszcze jednego smsa Po śniadaniu wpadnę się przywitać , ale już teraz wiedziała, że nic nie tknie. Czas na wzięcie prysznica w obcej łazience, aby porozmyślać nad tym co właściwie na to przywitanie powie obcej przyjaciółce.
Nie była gorsza od otaczających ją ludzi i z pewnością nie pozwoliłaby na to, aby ktokolwiek tak o niej pomyślał. Nie znaczyło to jednak, że starała się wszystkim upodobać i tańczyć jak jej zagrano: wręcz przeciwnie. Podczas tych stu-osiemdziesięciu-dwóch dni odkryła, że Kamila nigdy tak naprawdę nie była prawdziwa. Kamila lubiła wszystkich bez wyjątków co oznaczało, że tak naprawdę nie lubiła nikogo szczególnie; Kamila była zawsze chętna na wszystko co oznaczało, że nie potrafiła odmawiać; Kamila uwielbiała śmiać się z żartów każdego, aby nikomu nie było smutno co oznaczało, że śmiech stał się już jedynie przymusem. Na szczęście otworzono jej oczy i udowodniono, że Cam była rozwiązaniem na wszystkie jej problemy. Faworyzując, skrupulatnie wybierając i utrzymując kamienną maskę na twarzy odkryła prawdziwą siebie, która jej kompletnie pasowała. Zakochana we własnych grzechach, zaczęła uwielbiać lubić, akceptować i śmiać się jedynie dla samej siebie. Odrzucenie zaczęło równać się dla niej z odrzuceniem. Gdy Ida zaczęła ewidentnie mieć ją w dupie, wcale nie zatrzymała się aby pomyśleć nad tym dwa razy i postarać się dowiedzieć dlaczego. Uważając to nie za swoją stratę, lecz stratę Cichowskiej, podczas gdy ta zapewne znajdowała sobie lepsze towarzystwo z wyższych sfer Wiednia, Cam także się nie leniła: w ten sposób w rutynę jej życia weszła Roksana, upiększając ją i fantastycznie malując, tak samo jak jej włosy czy części bladej i pustej do tej pory skóry na ramionach, udach i piersiach. Podczas gdy Kamila postarałaby się powrócić do łask swojej "najlepszej przyjaciółki", Cam zaczęła kompletnie ignorować jej egzystencję oraz fakt, że pewnego dnia wróciłaby do ich małego miasteczka, zaledwie parę domów od niej. Sobotni poranek nie był zdecydowanie od wstawania wcześnie, więc dźwięk nachodzącego smsa niesamowicie podrażnił uszy białowłosej. Mruknęła gdzieś niewyraźnie pomiędzy poduszką, a ramieniem drugiej dziewczyny, po czym sięgnęła na oślep w stronę swojej komórki - nie podniosła jej jednak aby przeczytać wiadomość, po prostu odwróciła ją na drugą stronę, aby światło wyświetlacza nie zakłócało ciemnego spokoju pokoju z zasłoniętymi przez firanki oknami. Gdyby nie fakt, że jej ojczym przebywał w innym mieście przez jakąś sprawę związaną z jego cholerną pracą, Cam nie tylko nie mogłaby spać w łóżku ze swoją najlepszą przyjaciółką - musiałaby także wstać równo o siódmej, aby pomóc matce w porannych porządkach i następującym gotowaniu. Na szczęście kobieta z ogromną łatwością dawała się omamić i podczas nieuwagi policjanta dziewczyna wychodziła na dwór aby zapalić i spotkać się z Roksaną pod pretekstem wyprowadzenia psa na spacer. Tym razem nie potężny głos mężczyzny, a dzwonek do drzwi pochodzący z piętra poniżej sprawił, że dwudziesto-trzylatka otworzyła pierw jedno, następnie równie leniwie drugie oko. Zerknęła na wyświetlacz telefonu i burknęła niezadowolona pod nosem gdy dowiedziała się, że była dopiero dziewiąta - może matka po raz kolejny wychodząc na zakupy zapomniała klucza. Starając się nie zbudzić śpiącej królewny, zeszła z łóżka i nawet nie przebierając się, szybkim krokiem zeszła ze schodów i skierowała w stronę drzwi wejściowych. Zanim położyła dłoń na klamce zorientowała się, że jej mamy faktycznie nie było w domu oraz przygotowała się psychicznie na podmuch zimna, który z pewnością powiałby po jej gołych, wytatuowanych udach z zewnątrz. Wychodzenie z pokoju w samej koszulce z zasady nie było dobrym pomysłem, jednak Cam miała zamiar szybko do niego powrócić. Miała już zacząć wypominać matce to, że ciągle coś gubiła i że powinna zacząć brać jakieś leki na tą swoją starość, jednak twarz, z którą się spotkała nie była wcale tak zaznaczona zmarszczkami, jak się spodziewała. Przed nią stała zagubiona Cichowska, a po chwili na twarzy Cam zamiast zaskoczenia pojawił się ironiczny uśmieszek. - Och, księżniczka Wiednia się zjawiła. Z jakimś półrocznym spóźnieniem.
Nie umiała stać długo pod prysznicem, ponieważ jej nogi wydawały się zadziwiająco ciężkie, kiedy tak drżały pod wpływem każdego ciepłego strumienia. Trochę czuła się jak bohaterka jednego z wielu tych filmów, które tak lubi, która z jednej strony chce i się niecierpliwy, a z drugiej zwleka i boi się. To o tej dziwnej ekscytacji połączonej ze strachem powstają jedne z najpiękniejszych poematów z tym, że zazwyczaj dotyczą miłości. Tutaj chodziło przyjaźń. O przyjaźń, która nie wiadomo czy będzie jeszcze przyjaźnią. Kiedy nakładała jedne z tych swoich najzwyklejszych dżinsów myślała o tym w jaki sposób Kamila ją powita, co powie, jak zareaguje. Narzucając na siebie szarą bluzkę widziała jej pełne usta, które wyginają się w szerokim uśmiechu. Później rzucą się sobie w ramiona, zapominając o tych sześciu miesiącach. To śmieszne, że dostawała gęsiej skórki, kiedy myślała o jej cieple i o tym jak będą leżeć razem pod kocem z kubkami kakaa, opowiadając sobie wszystkie wydarzenia ze stu osiemdziesięciu trzech dni, chcąc zapomnieć, że w ogóle się rozstały. I kiedy o tym wszystkim myślała, przestawała się bać, czekała coraz bardziej na chwilę ich spotkania, więc nie dosuszając włosów, malując się tylko pobieżnie, tak aby zakryć cienie pod oczyma, spieszyła się na spotkanie z Kamilą. Swoją Kamilą. - Biegnę do Kamili. - Oznajmiła jedynie, szybko zbiegając na dół i w biegu nakładając kurtkę, tak aby żaden z rodziców nie zdążył jej zatrzymać. Przecież miało być ich to pierwsze wspólne śniadanie od pół roku, tak jakby nie mogli zaczekać do jutra lub do przyszłego tygodnia, do kiedykolwiek. Za nim więc ojciec zlecił jej aby zasiadła przy dębowym stole i chociaż napiła się herbaty ze swoimi starymi i dobrymi rodzicami, otworzyła drzwi na oścież, opuszczając dom najszybciej jak tylko umiała. Pobieżnie otuliła się grubym i przedługim szalem, chcąc jak najszybciej wrócić do siebie, czyli spotkać się z najlepszą przyjaciółką, tą dzięki której było jej tutaj przed wyjazdem tam dobrze. Pospiesznie zapukała do dobrze jej znanych drzwi, tych do których pukała już tyle razy, tych do których z biegiem czasu już nie pukała, po prostu wchodząc jak do siebie. Spodziewała się, że zapewne otworzy jej pani Wrzostek, że nim uściska się z Kamilą będzie musiała mówić, że tak, bardzo jej się podobało, tak, wiele się nauczyła i mnóstwo zobaczyła. Wszystko jednak było inaczej niż miało być. Otworzyła jej białowłosa dziewczyna, niemalże cała pokryta w tatuażach. Ida otworzyła szeroko oczy, rozchylając usta w dziecięcym zdziwieniu. To nie może być ona powtarza sobie w myśli, widząc przed sobą zupełnie obcą kobietę, jednak jej głos upewnia ją, że to właśnie ona . Płacz. Tylko na to miała teraz ochotę i tylko to musiała teraz ukrywać, chociaż kobieta znała ją przecież na wylot. Przecież ona, wciąż trochę niedojrzała Idusia wcale się nie zmieniła w porównaniu do przyjaciółki. - Nie mów tak. - Powiedziała w końcu oburzona, udając, że wcale nie jest jej smutno, chociaż głos już niemalże jej się łamał. - Jaka księżniczka, jakie pół roku, mogłaś zadzwonić. - Nawet zdania nie umiała sklecić, tylko rzucała jakimiś hasłami, dziwiąc się, że jej głos w ogóle brzmi, że jeszcze nie zanikł pod wrażeniem lub raczej pod wpływem zdziwienia tego co zobaczyła. Chyba wolała tamtą Kamilę, tamtą, która rzuciłaby jej się na szyję.
Zdziwienie wymalowane na twarzy księżniczki Wiednia przyniosło Cam ogromną satysfakcję. Uwielbiała robić to wrażenie na ludziach, uwielbiała słyszeć pytania dotyczące tego, co jej się stało, czy przeżyła jakąś traumę, czy jakiś mężczyzna ją skrzywdził, uwielbiała gdy koleżanki mówiły, że tęskniły za jej długimi kasztanowymi lokami, które zawsze same chciały mieć, uwielbiała szokować będąc po prostu sobą, uwielbiała czasem nawet na chwilę poudawać Kamilę, aby następnie odgryźć się jakimś jadowitym sposobem, którego jedynie Cam mogłaby użyć. Co tu kryć - naprawdę się zmieniła i wcale się tego nie wstydziła. Czuła się teraz bardziej szczęśliwa, wolna, atrakcyjna. Białe, wyprostowane włosy, liczne tatuaże, tunele, nieco chudsza sylwetka... Lubiła siebie taką i twierdziła, że to było najważniejsze, bo przecież żyła głównie dla samej siebie. Może i była arogancka, ironiczna i wyzywająca, ale nie przepadała za byciem wrednym bez powodu. Koniec końców, nie miała tego wszystkiego tak bardzo za złe Idze: prawdopodobnie na jej miejscu gdyby tylko poznała się z nowym i lepszym światem zrobiłaby to samo. Wszyscy w swoich egzystencjach chcieli dla siebie jak najlepiej, czemu ona nie miałaby? Blondynka chciała tylko, aby Cichowska była teraz świadoma swojego wyboru i nawet nie próbowała wracać do niej na kolanach. Zdecydowała, zignorowała ją przez pół roku, więc niech zaakceptuje tego konsekwencje. Nie stała się automatycznie wrogiem politycznym numer jeden, ale zdecydowanie ich przyjaźń nie była już tą samą, co sto-osiemdziesiąt-dwa dni temu. Mogła przyjść do niej na śniadanie, ale nie rzucałyby w siebie mąką przy stole, jak dawne nastolatki. - Dzwoniłam, ale nie do końca zdawałaś się mieć dla mnie czas - odezwała się mimo tego, że wyczuwała iż głos niebieskookiej dziewczyny był bliski załamania. Czy naprawdę byłaby w stanie rozpłakać się przed nią, tu i teraz? Czy to możliwe, że podczas sześciu miesięcy w innym mieście, innym kraju z innym językiem i innymi ludźmi ani trochę się nie zmieniła, nie wydoroślała? Kamila uważała nieśmiałość przyjaciółki za coś uroczego i cennego, bo przez to była cała dla niej, jednak Cam widziała to jako słabość i nie rozumiała, dlaczego ludzie nie potrafili się po prostu za siebie wziąć. - Lepiej dla ciebie, żebyś miała ku temu dobre powody - mruknęła następnie. - Idusia znalazła sobie towarzystwo z wyższych sfer? Niech Pani wybaczy, jednakże w tym domu nie podajemy kawioru na śniadanie. Można znaleźć chleb z Nutellą, lecz nie chciałabym tym urazić Waszej godności.
Kiedy Ida pogodziła się w końcu z wyjazdem, czyli zrozumiała, że nie ma już odwrotu i będzie musiała pojechać do tego cholernego Wiednia, na którego to ojciec zawiezie ją osobiście, próbowała się przekonać, że może wcale nie jest to najgorsza rzecz jaka mogła ją spotkać w jej życiu. Zaczęła nawet myśleć, że jest to idealny moment aby nieco wydorośleć, dojrzeć, poznać życie i przestać się jego bać. Los jednak najwidoczniej chciał inaczej (tak, wolała zrzucać to wszystko na los a nie na siebie samą) i kiedy poznała Sebstiana, rewelacyjnie znającego Wiedeń, Ida nie miała już potrzeby wkraczać na nieznany teren całkowicie sama. Mógł to za nią zrobić jej nowy przyjaciel, z którym nie opuszczali się na krok. Nie musiała już poznawać życia ani uczyć się żyć sama, skoro już sama nie była. A skoro jej nowy przyjaciel pomagał jej zaaklimatyzować się w nowym miejscu to zwyczajnie nie miała czasu aby dzwonić do Kamili, która tysiąc kilometrów dalej przebywała w domu. Przecież to pół roku miały spędzić osobno. - Kamila, przecież wiesz jaka jestem. – Zaczęła, nie do końca jeszcze będąc pewna czy to rzeczywiście przyjaciółka przed nią stoi. Może ktoś się jedynie pod nią podszywał? Może był to jedynie głupi żart, którego ona jak zwykle nie rozumiała? – Wiesz jak bardzo bałam się tam jechać i wiesz jak bardzo boję się nowych miejsc. – Wszystkiego się bała i o tym Kamila też wiedziała, jednak nie trzeba było o tym mówić na głos. Jak się o czymś nie mówiło, to nie istniało. Tak było najłatwiej. Spuściła wzrok bawiąc się materiałem czarnej, bawełnianej sukienki, bojąc się spojrzeć w obce oczy obcej dziewczyny. To nie ją opuszczała pół roku temu. To nie do niej teraz wracała. – Poznałam Sebastiana, po prostu nie miałam czasu. – Wyznała cicho, wciąż nie podnosząc wzroku. – Przepraszam, ja wiem, że powinnam częściej się odzywać, ale tylko pomyśl jak ciężko mi tam było. – Wiedziała, że zawiniła i nie chciała się usprawiedliwiać, a jednak inaczej nie umiała. Chciała jej dotknąć, zbliżyć się chociaż o krok a nawet patrzeć na nią nie umiała po tym w jaki sposób Kamila ją powitała. Chciała krzyknąć, żeby nie kpiła, ale na to nie było jej stać tym bardziej. Stała po prostu po drugiej stronie progu czekając na jakikolwiek znak, że jeszcze będzie jak dawniej, ale im dłużej nie otrzymywała żadnego znaku, tym bardziej chciało jej się płakać, wiedząc, że wszystko to jej i tylko wyłącznie jej wina.
Stała oparta o framugę drzwi ze skrzyżowanymi na piersi ramionami, czując się dominantką tej sytuacji i pobierając z tego ogromną przyjemność. Wprawdzie nigdy nie rozmyślała o dniu, w którym Ida znów pojawiłaby się w jej życiu - a przynajmniej próbowałaby - jednak gdyby to zrobiła, zapewne nawet w jej głowie rozwinęłoby się to mniej więcej w ten sposób. Cam po prostu wiedziała że miała rację w tej sytuacji i gdy tak było, nigdy nie dawała sobie umknąć okazji do triumfu. Cichowska miała po prostu zrozumieć swój błąd i przyznać się do niego przed jej oczami - czy to naprawdę były aż tak wielkie wymagania? Później mogła sobie do woli myśleć, że uda jej się ich relację odbudować, bo tego przecież blondynka nie mogła jej zabronić. Wyobrażając sobie tę sytuację z punktu widzenia osoby trzeciej, zauważyła jak bardzo różnice między nimi były teraz widoczne. Oczywiście istniały także wcześnie, jednak teraz dwie dziewczyny stojące naprzeciwko siebie zdawały się być niemalże karykaturą pojęcia przyjaźni. Ida miała na sobie czarną sukienkę, w której w sumie dość dobrze wyglądała, podczas gdy blondynka z gołymi nogami była ubrana jedynie w zbyt dużą koszulę, która okazywała się dobrym wyborem na ciepłe letnie noce; Cam wydziarana, mocna w wyglądzie i z pewną siebie pozycją, Cichowska zamknięta, onieśmielona, dziewczęca i prawie że bliska płaczu lub krzyku, chociaż znając ją bliżej jej było do pierwszej opcji. Czy tak bardzo różniące się istoty mogły w ogóle egzystować u swojego boku bez niebezpiecznego kolidowania? Cam przewróciła teatralnie oczyma, chociaż na jej pełnych ustach wciąż widniał ten sam uśmiech, który niemalże kpił - nie z Idy dokładnie, lecz ogółem z całego świata. Po słowach, które usłyszała mogła z łatwością wywnioskować parę rzeczy: między innymi to, że po raz kolejny się nie myliła. Niebieskooka znalazła sobie po prostu lepsze towarzystwo, dzięki któremu zapomnieć o Polsce na pół roku przyszło jej z o wiele większą łatwością. Blondynka nie była zazdrosna, ani nie nienawidziła dziewczyny przez to: skoro tak się stało, widocznie losem ich przyjaźni nigdy nie było życie wieczne; Cichowska dokonała swojego wyboru i wybrała Sebastiana. Kimkolwiek on nie był, Cam krzywiła się na sam dźwięk męskiego imienia. - C A M - poprawiła dziewczynę nie znosząc dźwięku słowa, którym wcześniej wołano na dziewczynkę przebywającą zdecydowanie zbyt często z chłopcami w jej wieku. - No już, nie maż sobie mejkapu, księżniczko, i wchodź do środka. Tak mówiąc, uwolniła przejście do domu po prostu wchodząc w jego głąb i kierując się w stronę kuchni, teoretycznie zaprowadzając tam Idę, praktycznie nawet nie spoglądając do tyłu aby sprawdzić, czy faktycznie za nią idzie. - Na co masz ochotę?
Już wcześniej, właściwie od zawsze to Kamila była tą dominującą a Ida całkowicie jej się podporządkowywała, po prostu ciesząc się, że może mieć taką właśnie przyjaciółkę. Czuła się przy niej bezpiecznie i wierzyła, że nic jej nie grozi dopóki przyjaźń ta będzie trwać. To nie do końca tak, że Cichowska nie miała własnego zdania i nie umiała go wyrażać, w końcu robiła to przy najlepszej przyjaciółce. Umiała się przy niej głośno śmiać, umiała dyskutować i mówić, że coś jej się nie podoba, jednak tylko przy niej. Przy innych, obcych już nie była taka pewna, wolała się nie wychylać, wstydziła się i nie chciała rzucać się oczy. - Cam. – Powtórzyła po kobiecie (bo przecież nie była już tą dziewczyną co jeszcze w styczniu), podnosząc w końcu na nią wzrok. Wszystko już przeminęło, ponieważ teraz nawet przy niej nie umiała zachowywać się tak jak kiedyś. Nie umiała się jej przeciwstawić i zamiast czuć się pewnie jak dotychczas przy boku najlepszej przyjaciółki, zwyczajnie bała się i nie wiedziała czego ma się spodziewać. Ruszyła za nią w kierunku kuchni, doskonale pamiętając gdzie pomieszczenie się znajduje, jednak mimo to pozwoliła się poprowadzić tak, jakby odwiedziła dom Wrzostków pierwszy raz w życiu. Czuła się onieśmielona i skrępowana, dlatego kiedy dotarły już do pomieszczenia, nie wiedząc jak dalej się zachować, co zrobić i gdzie stanąć, oparła się w końcu o jeden z kuchennych blatów , ręce krzyżując na piersiach, tak jakby chciała się cała zakryć najlepiej cała, najlepiej tak, żeby w ogóle nie była widoczna. - Woda wystarczy. – Odparła jedynie, dalej zdziwiona, że blondynka w ogóle wpuściła ją do mieszkania. Szczerze mówiąc to była przekonana, że Cam prędzej zatrzaśnie jej drzwi przed nosem niż zapyta na co ma ochotę. – Widzę, że dużo się zmieniło. – Rzuciła w końcu przed siebie, dalej stojąc przy blacie jakby była do niego przyklejona. – Ty się zmieniłaś. – Dodała nieco śmielej, chociaż na twarzy już miała delikatne rumieńce, które niemal krzyczały, że wcale nie czuje się komfortowo w tej całej sytuacji. W sumie widoczne to było na pierwszy rzut oka.
Nie miała głowy do tego, aby nawet spojrzeć na kontynuujące onieśmielenie Idy, bo gdy tylko weszła do kuchni zaczęła szukać po wszystkich szafkach czegoś do zjedzenia. Oczywiście nie była wielbicielką wczesnego wstawania, ale jeśli już była do tego zmuszana, starała się wypełnić pierwszy kwadrans swojego nowego dnia czymś smakowitym; w pewnym sensie, poprawiało jej to humor i pomagało otrząsnąć się z horroru pobudki o dziewiątej w weekend. Jej matka chyba jednak jeszcze nie wróciła z zakupów, gdyż dziewczyna znalazła ostatnie dwa ciastka w paczce i pustą butelkę mleka w śmietniku, którą zapewne wrzuciła tam kobieta po zaparzeniu swojej porannej kawy. Cóż, musiała zadowolić się tym co miała, a przynajmniej dopóki pani Wrzostek nie wróciłaby do domu i znalazła dwie niespodzianki, jedną przyjemną, drugą mniej: księżniczkę Wiednia oraz Roksanę, która nadal zapewne spała w pokoju jej córki i która czysto teoretycznie miała wrócić do siebie porankiem. Blondynka położyła paczkę na stole, po czym wypełniła szklankę wodą i postawiła ją przed nosem Cichowskiej. Poszperała jeszcze trochę i wyciągnęła dla siebie jedną kromkę, dżem i sok ananasowy, który stał na jednej z półek już od dłuższego czasu, bo tylko jej ojczym go lubił, a i tak rzadko kiedy bywał w domu. Wszystko wskazywało na to, że nadeszła sytuacja awaryjna, gdyż zazwyczaj Cam swoje kromki wolała z masłem orzechowym. - Tak - przytaknęła zwyczajnie i z naturalnością, która nie należała do Kamili. Chrupiąc jedno z ciastek i opierając się jednym łokciem o stół, dziewczyna spojrzała na swoją rozmówczyni. Widać było, że czuła się kompletnie nie na miejscu, jakby nie spodziewała się że zostałaby już kiedykolwiek wpuszczona do tego domu: lecz Cam nie była wredna bez powodu, ona po prostu mówiła na głos to, co myślała i nie brała niczego zbyt na poważnie. Dla niej obecność dziewczyny, którą zaledwie przed chwilą oskarżyła o pół roku ciszy, wcale nie była krępująca. Nawet odsunęła jedno z krzeseł przy stole i wskazała na nie ruchem dłoni, aby Ida usiadła wygodniej. Podsunęła jej paczkę z ostatnim ciastkiem. - To naturalna kolej rzeczy, wiesz o tym? Myślałam, że z tobą też coś się stanie.
Nie usiadła od razu na odsuniętym krześle, tak jakby chciała się upewnić, że ono rzeczywiście jest dla niej, tak jakby dalej unikała kontaktu z obcymi, jak to wszyscy rodzice uczą swoje dzieci. Bardziej przypominała naiwną siedmiolatkę niż niejedna trzynastolatka, która uciekała z domu, paliła za szkołą i ustawicznie się buntowała. Ida nigdy nie przechodziła takiego okresu. Nigdy nie powiedziała zdecydowanego nie, nigdy też nie chciała się wyrwać z rodzicielskich represji mimo swojego wieku. Usiadła w końcu obok blondynki nienaturalnie wręcz wręcz wyprostowana, poprawiając dłońmi materiał sukienki tak aby nie marszczył się w żadnym miejscu. Dopiero wtedy mogła zabrać się za ciastko, którego głupio było jej odmawiać. Nie lubiła rano jeść, chociaż rodzice zawsze w weekendy oczekiwali wspólnych śniadań, z kolei w tygodniu zawsze przed jej wyjściem pytali się czy coś zjadła. Może to też teraz się zmieni? Może już przestaną pytać skoro tak długo była daleko. Na tyle daleko, że nie mogli jej przecież kontrolować. Wzruszyła w końcu ramionami, znów uciekając wzrokiem, który jeszcze chwilę wcześniej był skupiony na Kamili. Znaczy się, na Cam. Peszyła się przy niej niesamowicie, czuła lęk związany z patrzeniem na nią a z drugiej strony chciała to robić i momentami po prostu nie mgła się oprzeć aby nie zawiesić wzroku na licznych tatuażach, które pojawiły się na jej ciele. W jakiś dziwny sposób zaczynała czuć coraz większe zainteresowanie nową Wrzostek i chyba spokojnie można było nazwać to fascynacją. - Ja chyba też trochę się zmieniłam. - Stwierdziła tylko, zawstydzona, ponieważ nawet jeśli się zmieniła to nie mogła przecież sama tego oceniać. Co jednak najważniejsze jej zmiana (jeśli w ogóle zaszła) nie była tak spektakularna i widoczna jak najlepszej przyjaciółki. Co się właściwie u niej zmieniło? Miała pierwszy raz chłopaka od czasów liceum, polubiła czekoladę i miała nowy ulubiony film. Coś jeszcze? Jakby już nie było tego wystarczająco dużo. Ach, zmieniła też kejsa na telefon, leki na astmę i szampon. - Przestałam jeść kurczaki i trochę przytyłam. - Dodała, jakby musiała potwierdzić, że jednak coś się zmieniło, mimo że Kamila, czyli Cam, nie widziała tego na pierwszy rzut oka.
Widziała, jak Ida co jakiś czas na nią zerkała lecz prędko zaraz po tym odwracała wzrok, jakby bała się skaleczenia. Większość otoczenia Cam zareagowała w podobny sposób na zmiany, które w niej zaszły i wiele ludzi okazało się być niesamowicie przez nie zawiedzionymi, ale czy ją miało to obchodzić? Były oczywiście także te wyjątki, które niemalże szalały za jej nowym wyglądem i wcześniej ukrytym charakterem i to właśnie z nimi dziewczyna spędzała najwięcej swojego czasu. Do nich należała także Roksana. Co do niej, dziewczyna chyba właśnie obudziła się, gdyż z dołu blondynka usłyszała głośno grającą muzykę pochodzącą z jej pokoju i po prostu nie mogła powstrzymać się przed szerokim uśmiechem. Jej przyjaciółka miała charakter całkiem podobny do niej, jednak miejscami bardziej cichy i tajemniczy. Mimo tego, dogadywały się idealnie i okazało się, że nawet gust muzyczny miały taki sam, bo właśnie czerwonowłosa puściła jedną z jej ulubionych płyt jakiegoś punkowego zespołu lat 90-tych. Gdyby była tu pani Wrzostek, prędko zaczęłaby marszczyć nos i starać się znaleźć zajęcie, które odwróciłoby jej uwagę od tego dźwięku. Prawdopodobnie zaczęłaby zmywać naczynia. Cam powierciła się trochę na swoim krześle, wreszcie na nim klęcząc i opierając jeden łokieć tak, aby podpierać dwoma palcami brodę i wychylać się w stronę Cichowskiej. Nadal chrupała swoje jedyne ciastko, podczas gdy duża koszula wisiała na jej wieszakowatym ciele i w tej pozycji odkrywała zarówno piersi, jak i nieco brzucha, ale dziewczyna się tym nie przejmowała. Była u siebie, czuła się swobodnie. Zaśmiała się krótko słysząc słowa niebieskookiej, zupełnie nie złośliwie. - To chyba dobrze - stwierdziła, gdy już przeżuła i połknęła swoje małe śniadanie. Sięgnęła po szklankę i nalała do niego soku, chociaż jeszcze nie miała chyba wystarczająco dużo odwagi, aby to wypić. - To oznacza, że też jesteś całkowicie normalna. Coś jeszcze się zmieniło? Pozbyłaś się ze swoim księciem błony dziewiczej? - w tym momencie ton jej głosu stał się zdecydowanie bardziej zadziorny, a i brwi uniosły się ku górze wyczekująco.
Siedziała z tym swoim ciastkiem jak ostatnia ciamajda, dzieląc je na niezliczoną ilość minimalnych kawałków (tak, jakby to groziło jej zadławienie się. Tak, z pewnością był to mały zamach Cam na jej osobę!), uważając przy tym aby żaden, nawet najmniejszy okruszek, nie pojawił się na blacie stołu, czarnej sukience i co najważniejsze, na podłodze, tak jakby naświenienie przy jedzeniu było największą zbrodnią na całym tym nieszczęsnym świecie. Podskoczyła na krześle, kiedy usłyszała głośną muzykę, automatycznie patrząc na górę. Czyżby podczas jej nieobecności Cam dorobiła się jakiegoś brata bliźniaka? A może wcale nie był to brat, tylko chłopak, który właśnie obudził się po upojnej nocy spędzonej ze swoją wytatuowaną dziewczyną. Zaraz, o czym ona myślała? Na jej policzkach pojawiły się purpurowe rumieńce, ponieważ obraz wytatuowanego typa, posuwającego Kamilę od tyłu na pieska sam wkradł jej się do wyobraźni a pozycja jasnowłosej wcale nie sprawiła, że Ida pomyślała o jednorożcach na polanie z tęczą w tle, było wręcz przeciwnie. Oczy same kazały jej zatrzymać wzrok na wytatuowanych piersiach. Rozchyliła usta przez ten jeden moment zapominając o tym, że powinna każdy swój ruch kontrolować. Wbicie paznokci w aktualnie odsłonięte do połowy uda, jednak zawsze pomagało. - Jest ktoś na górze? - Zapytała głupio, palcem wskazując na sufit. To było jedyne co przyszło jej do głowy. Cóż, uchodziła trochę za staromodną, woląc słuchać Vivaldiego i Mozarta, chociaż nieraz udawała też, że słucha zupełnie innej muzyki aby nie musieć z nikim na ten temat polemizować. Lepiej było się dostosować. Naprawdę o to zapytała? Naprawdę poruszała kwestię jej dziewictwa przy sobotnim śniadaniu? Czy naprawdę to było teraz najważniejsze. - Kamila. - Powiedziała tylko, wzrok zatrzymując na czarnych butach. - Cam. - Poprawiła się, wciąż się rumieniąc chyba z każdą chwilą coraz mocniej. Z jaką chwilą, z każdą sekundą! Uśmiechała się przy tym delikatnie, całkowicie speszona. - Lepiej opowiedz mi co jeszcze się u ciebie zmieniło. - Zachęciła, twarz wciąż ukrywając w ciemnych włosach.
Niemalże z satysfakcją zauważyła jak oczy Idy automatycznie pędziły w stronę jej piersi, z których była tak samo zadowolona, jak z tatuaży które je zdobiły. Cóż, nie zawsze była wyzywająca z wyboru, czasami zdarzało jej się to całkowicie przypadkiem! Nie była to przecież jej wina, że ludzie lubili komentować jej wygląd zawsze i wszędzie, a mężczyźni odwracali się gdy przechodziła obok nawet gdy nosiła właśnie coś szerokiego, oczywiście będąc kompletnie przez nią ignorowani. Nie robiła niczego na pokaz czy dla kogoś innego, lecz dla własnej satysfakcji, która często była dość złośliwa. - Tak - odpowiedziała zwyczajnie i nie chcąc dodać nic więcej, gdy już skonsumowała swoje ciastko. Nie miała zamiaru jeszcze tłumaczyć obecności osoby trzeciej w domu starej przyjaciółce, która miała wszystkiego dowiedzieć się na własną rękę nieco później, tak było zabawniej. Zaskoczenie i zszokowanie wymalowane na twarzach osób były przecież takie ciekawe. Poczekała cierpliwie na odpowiedź na zadane przez nią pytanie, chociaż tak naprawdę nie spodziewała się żadnej konkretnej odpowiedzi. Z tego, co zdążyła zaobserwować, Cichowska nie zmieniła się ani trochę, a przytycie nie było zmianą, która by ją interesowała. Nadal była tą skrytą i cichą dziewczynką, która odnalazła w swojej koleżance od piaskownicy sposób na wdrążenie się w życie klasowe i na nie pozostanie kompletnie samą. Rumieńce na nieśmiałych policzkach wywołały szeroki uśmiech Cam, która pokręciła się chwilę na swoim krześle zanim wyciągnęła swoją dłoń aby uścisnąć między palcem środkowym a wskazującym jedno z nich. Pochyliła się przy tym na nią znacznie, pociągając raz po raz nieco skórę w swoją stronę. - No weź, przecież mi możesz powiedzieć! - odezwała się wesoło. - Nie wyjdzie to poza te ściany, obiecuję.
Idę takie rzeczy, jak łatwo można było się domyśleć, peszyły. Nie lubiła jak ktokolwiek zwracał na nią uwagę, nie znosiła kiedy jacyś faceci próbowali ją podrywać (uparcie twierdząc, że wcale tego nie robią. - Ona naprawdę nie wierzyła, że ktokolwiek może chcieć to robić. Owszem, kobiety się podrywało, ale nie ją) i miała ochotę zapaść się pod ziemię za każdym razem kiedy tylko orientowała się, że ktoś na nią patrzy dłużej niż powinien. Zawsze wtedy skupiała się na wszystkich aspektach samej siebie, które jej się nie podobały, uznając, że ta osoba również w tym momencie się na nich skupia. I żyła tak już niezmiernie długo, codziennie żałując, że jest taka jaka jest. Co prawda trochę się zmieniło do kiedy miała Sebastiana. On ją komplementował (co sprawiało, że była zawstydzona i nie wiedziała jak powinna się zachować) i powtarzał, że jest piękna a ona uparcie w to nie wierzyła. Sama nie wiedziała czemu. Po prostu czuła, że tak nie jest. Trochę poczuła się jak dawniej, poczuła, że dalej są przyjaciółkami, które mówią sobie o wszystkim i mają mnóstwo sekretów, które znają tylko one. Spojrzała w końcu na twarz blondynki, znów dziwiąc się, że wygląda tak a nie jak pół roku temu. Zapewne trochę czasu jeszcze jej zajmie póki przywyknie do Cam . W końcu pokiwała przecząco głową, znów kryjąc głowę, przyciskając ją niemalże do swoich piersi. A później wyprostowała się po niezbyt długiej chwili i nachyliła nad kobietą. - Robiliśmy już kilka rzeczy, ale nigdy.. no wiesz. - Powiedziała w końcu szeptem, rozglądając się wciąż na boki, jakby chciała upewnić się, że rzeczywiście z pewnością są same. A kiedy już powiedziała to znów spojrzała na przyjaciółkę dalej oblana tym samym rumieńcem, chociaż na tę jedną chwilę poczuła się pewniej niż dotychczas, tak jakby wróciło to co miały jeszcze te sto osiemdziesiąt trzy dni temu.
Po tych sześciu miesiącach różnice, które już wcześniej istniały między nimi jedynie się powiększyły. Karolina wprawdzie była o wiele bardziej pewna siebie od przyjaciółki, jednak nadal nie w pełni; Cam nadrabiała to na całej linii, ubierając się i zachowując wyzywająco może głównie dlatego, że teraz miała na to wystarczająco dużo odwagi. Karolina zapewne nawet nie umiałaby siedzieć w samej koszuli obok dawnej przyjaciółki, chociaż nie dawałaby tego po sobie poznać. Blondynka utrzymywała dłoń pod brodą, ciągle wpatrując się w zawstydzoną twarz Idy. Słysząc jej słowa zaśmiała się cicho bo mimo tego, że nie miała nigdy bliższych zbliżeń z istotą płci brzydkiej, miała wystarczająco dużo informacji pochodzących ze świata zewnętrznego, które absolutnie jej wystarczyły aby pozwolić sobie na wyrobienie własnego zdania. Zasłoniła usta dłonią jakby to, co chciała właśnie powiedzieć było ogromnym sekretem, którego nikt nie mógł usłyszeć mimo tego, że nikogo innego w pomieszczeniu nie było. - Zapewne kazał ci mu obciągnąć i sam jeszcze nie zrobił ci dobrze, co?
- To nie tak. - Zaprzeczyła piskliwie, nagle czując się winna wszystkiemu, tak bardzo wszystkiemu, że nawet nie umiałaby sprecyzować czemu właściwie. W końcu Sebastian niczego jej nie kazał, niczego nie wymuszał, taka była jej powinność. Była kobietą a właśnie taka jest ich rola, czyż nie? Po za tym on akurat był bardzo chętny aby włożyć jej głowę między uda, to Ida czuła się z tym głupio i nieswojo i znacznie bardziej wolała kiedy kończyło się jedynie na stęknięciach chłopaka. - A ty, masz chłopaka? - Zapytała szybko, czując się w jakiś sposób dumna, że ona go ma. Bo przecież był to prawdziwy powód do dumy, był to dowód na to, że dorosła, co tam, że jeszcze pisała pamiętnik, tylko ona o tym wiedziała. I rzecz jasna Kamila. Cam jednak nie musiała wiedzieć. Może kiedy pomyśli, że Cichowska już z tym skończyła to momentalnie stanie się lepszym materiałem na przyjaciółkę. Bo tak właśnie czuła, czuła, że czeka ją pasmo zadań do wykonania aby pokazać Cam, że już wcale nie jest ta samą Idą co przed wyjazdem. Chociaż była. Szczegół.
Cam zaśmiała się cicho pod nosem, nie do końca wierząc wszelkim zaprzeczeniom Cichowskiej. Oczywiście, miała nadzieję na jakieś zmiany od strony swojej dawnej przyjaciółki - nie mogła zrozumieć, jak ktoś mógł wrócić z tak długiego pobytu w innym miejscu i być ciągle tą samą osobą - ale szczerze powiedziawszy, nie spodziewała się zbyt wiele. Już nawet pierwsze wrażenie podpowiadało jej, że nie powinna przygotowywać się na nie wiadomo jak wielkie różnice. Gdyby Cam usłyszała myśli na temat "roli kobiety w tym świecie", spoliczkowałaby ją bez litości, wyrzuciła z tego domu i następnie zapytała się, dlaczego tak źle dla samej siebie chce. Tu już nie chodziło nawet o orientację blondynki: była pewną siebie feministką gotową na każdym kroku na to, aby pokazać że kobiety nie były wcale gorsze od jakiegokolwiek mężczyzny oddychającego na tej planecie i że wcale nie potrzebowały ich do życia ani uczuciowego, ani finansowego. Istoty ludzkie płci żeńskiej które myślały inaczej były dla niej zarazą tego świata, bardzo zagubioną zarazą którą trzeba było nakierować, jeśli jeszcze była nadzieja. Na dźwięk pytania, Cam jedynie spojrzała na Idę zagadkowo. Nie mogła się doczekać aż brunetka odkryłaby prawdę bo nie miała pojęcia, jaką mogła być jej reakcja - i to właśnie było najlepsze. Przed chwilą słyszała na górze otwierające się i następnie zamykające drzwi od łazienki, więc za chwilę po schodach powinna zejść... Roksana, tak. Pojawiła się w otwartych drzwiach do kuchni zdecydowanie w mniejszym ataku przyjemności niż wtedy, gdy ostatnio Cam ją widziała. Jej przefarbowane na ciemny fiolet włosy dochodzące do wysokości uszu nadal przypominały ten sam kształt, jak gdy były mocno przyciskane do poduszki łóżka tej nocy; poprzez lekką bluzeczkę przebijały sutki a zarówno na obojczyku, jak i na wewnętrznej stronie ud widniało parę malinek. Cam uśmiechnęła się do samej siebie na widok swojego dzieła, a Roksana po przeczesaniu włosów dłonią skierowała ją automatycznie w stronę pośladków blondynki. Ta podniosła się nieco ze swojej niemalże leżącej połową ciała na stole pozycji po to, aby złożyć na ustach dziewczyny słodki pocałunek, który Roksana jednak znacznie przedłużyła. Cam wykorzystała to aby zaczepić zębami o kolczyk na wardzę dziewczyny, która gdy tylko się odsunęła skierowała się w stronę lodówki. - Nic specjalnego nie ma - mruknęła do niej blondynka, powracając do swojej poprzedniej pozycji. Fioletowowłosa opuściła więc wszelkie poszukiwania i usiadła na blacie kuchennym wiedząc, że patrząc tak na nią Cam z chęcią zrobiłaby jej wiele rzeczy, ale niestety miała gościa. - To Ida - odezwała się wreszcie po tym, jak po raz pierwszy od dłuższego czasu spojrzała na brunetkę. - Ida, to Roksana.
Ida była zwyczajnie naiwna. Była głupią Idusią, wierzącą, że jeśli ktoś mówi, że w prawdziwym świecie tak właśnie jest, to z pewnością tak jest. Dlatego, wiedząc, że Sebastian nie będzie się jej trzymał jeśli będzie wobec niego zimna (dokładnie tak to określał), dowiedziała się, że dziewczyny to właśnie robią swoim chłopakom, chcąc okazać im czułość. Oni całowali je w czółka, one im obciągały, kiedy tylko oni mieli na to ochotę. Tak mówił Sebastian, więc tak było. I Idusia wcale a wcale nie czuła się w tej sytuacji poszkodowana, ona otrzymywała swoje porcje czułości, więc dlaczego to niby miała pozbawiać tego Sebastiana, który był przecież dla niej bardzo dobry. Wszystkim, dosłownie wszystkim się różniły, począwszy od koloru włosów, poprzez charakter i sposób bycia, a zakończyć właśnie można było na tej różnicy, że Cam nie potrzebowała nikogo, a już szczególnie faceta, do bycia szczęśliwą i pewną siebie a Ida potrzebowała kogokolwiek oby tylko nie być skazaną na siebie samą. Ciężko było stwierdzić, czy Cichowska była bardziej zdziwiona kiedy po raz pierwszy po tej przerwie zobaczyła Kamilę, czy teraz, kiedy siedząc w jej kuchni zobaczyła fioletowowłosą kobietę, która właściwie niemalże stała przed nią naga. W automatycznym odruchu szatynka złapała bawełniany materiał sukienki aby naciągnąć go trochę bardziej na uda i poprawiła (już i tak jak na nią to wyzywający bo minimalnie odsłaniający) dekolt. Sam widok kobiety w domu Wrzostków był jednak pestką w porównaniu do tego co wydarzyło się dosłownie dwie sekundy później. Ida chciała krzyczeć, chciała uderzyć mocno pięściami o stół i chciała mocno zamknąć oczy, ale widok całujących się dziewczyn w jakiś niewyjaśniony dla Cichowskiej sposób, hipnotyzował. Nie mogła oderwać wzroku od drażniących się języków. Czuła też coraz większe ciepło w podbrzuszu i nie pozostało jej nic innego jak westchnąć głośno aby przypomnieć o swojej obecności i aby się samej ocknąć. To nie tak, że ona miała cokolwiek takim związkom. W Austrii to nawet normalnie i pary homoseksualne spotykała na ulicy przynajmniej kilka razy dziennie, ale to była Kamila! Jej Kamila, która wcale nie była taka przed wyjazdem. Setki pytań, zero odpowiedzi i coraz bardziej zaciskający się żołądek. Tylko zostało biednej Idusi w tym momencie. I wstyd. Wstyd, że nie umiała oderwać wzroku, że wcale jej to nie gorszyło. Wstyd, że w całej tej sytuacji krążyła wzrokiem jedynie między ustami a piersiami Cam. Chyba powinna już wychodzić. Powiodła spojrzenie w stronę przedstawionej Roksany i uniosła w nieśmiałym geście rękę do góry, trochę tak jakby chciała pomachać. To ona zajęła jej miejsce? To jej teraz była poświęcana cała uwaga Cam? - Chyba nie najlepiej się czuję. - Stwierdziła, opadając na krzesło. Zapominając o tym, że powinna się prostować a nogi trzymać ładnie złączone aby przypadkiem nie było widoczne nic spod sukienki.
Niemalże z rozbawieniem obserwowała wszystkie zmiany zachodzące na twarzy Idy, jej zaskoczenie i wszelkie reakcje. Ewidentnie czuła się niekomfortowo w tej sytuacji i Cam wcale nie czuła się za to winna - wręcz przeciwnie, była niemalże z siebie zadowolona. Miała nawet ochotę na pozwolenie sobie na więcej ale w ostatniej sekundzie stwierdziła, że może nie warto było spalać całego potencjału pierwszego dnia. Skoro Cichowska tak bardzo chciała odzyskać jej przyjaźń, przede wszystkim zapoznałaby się z jej nowym sposobem życia i kto wie, może wniknęłaby w to wszystko głębiej? Cam nie miałaby nic przeciwko temu, lubiła dobrą zabawę. Oparła się łokciami o blat stołu, z szerokim uśmiechem patrząc na brunetkę i na ogromne rumieńce na tych jej smukłych policzkach. Blondynka dałaby wiele, aby móc w tym momencie przeczytać jej myśli i dowiedzieć się dokładnie, co dziewczyna w tym wszystkim myślała - obrzydzało ją to, podniecało, gubiło dlatego, że wcześniej zapewne nie pomyślałaby że Karolina byłaby w stanie zrobić coś takiego? Znając myśli, wiedziałaby także jak najlepiej zareagować... Oczywiście nie aby uspokoić. - Chcesz szklankę wody? - zapytała się, chociaż jej ton głosu był niemalże żartobliwy i pełny kpiny. Dziewczyna na moment spojrzała na Roksanę obserwującą to wszystko z boku, której wysłała szeroki uśmiech.
Ida spojrzała na pustą szklankę po wodzie, którą wypiła raptem kilka chwil wcześniej a jednak teraz czuła w ustach wiór. Kołowało się w niej wszystko, począwszy od lęku, poprzez zawstydzenie a kończąc na przeświadczeniu, że jest głupia, najgłupsza na świecie, że w ogóle tu przyszła, że w ogóle zapragnęła Cam. Znaczy się Kamili. W ogóle zapragnęła , to złe słowo, zganiła się w myśli, jakoś w głębi siebie (chyba szczególnie w głębi swojego podbrzusza), czując, że wcale nie jest to takie złe i nieodpowiednie słowo. Zacisnęła mocno uda, jakby miało to sprawić, że nad tym zahamuje, ale to w niczym nie pomogło. Czuła, że musi wracać do domu a jednocześnie bała się wstać, czując, że Cam wtedy po prostu wybuchnie jej śmiechem prosto w twarz. Domyśli się co się z nią dzieje. Ida nie była dobra w udawaniu, nie była dobra w kryciu emocji i zachowywaniu kamiennej twarzy. Z niej można było wszystko, dosłownie wszystko, wyczytać a przywołanie porównania otwartej księgi mogłoby idealnie zobrazować jej zachowanie. W tym momencie (chociaż sama sobie z tego nie zdawała sprawy) było nieco inaczej. Jej twarz bardziej wyrażała zmieszanie, które niekoniecznie Cam musiała uznać za reakcję na to o czym myślała, a raczej jako sprawkę widoku, na który to Ida była skazana jeszcze kilka sekund temu. - To wszystko przez tę podróż, musiałam się zaziębić. - Dodała w taki sposób jakby była to próba obrony. Cichowska nieustannie czuła się winna w związku ze wszystkim. W związku z tym,że wyjechała zostawiając Kamilę, w związku z tym, że się nie odzywała, dlatego, że była taka nieśmiała i nie umiała się odnaleźć w tej całej sytuacji i chyba przede wszystkim dlatego, że była jaka była, że była sobą. W jakiś sposób Cam zaczęła jej imponować. Cam wydawała się nie przejmować żadnymi granicami, być pewną siebie kobietą, która niczego ani nikogo się nie boi. Ida też tak chciała, chociaż nawet w najdalszych zakątkach swojej wyobraźni nie umiała wyobrazić sobie siebie, która byłaby przynajmniej w jednej trzeciej tak pewna siebie jak Cam lub jak jej przyjaciółka, która to zapewne była jednym z czynników całej tej zmiany. Ida nie miała nawet na tyle odwagi aby pomyśleć o takiej zmianie, a co dopiero dokonać jej w realnym życiu. Zamrugała jednak kilkakrotnie, dalej uparcie wpatrując się w szklankę i oprzytomniała. Po co jej taka zmiana? Przecież miała Sebastiana i była szczęśliwa, a to, że unikała teraz wzroku Kamili, to już inna sprawa.
Na Erasmusa wysłał ją ojciec. Może nie na tyle dosłownie, że spakował jej ubrania do walizki i zawiózł je do Wiednia, ale naciskał tak długo dopóki nie złożyła wszystkich dokumentów i nie poszła na rozmowę kwalifikacyjną, na którą osobiście ją zawiózł. Kiedy już się dostała nie mogła nie pojechać. Pan Cichowski zdecydowanie by na to nie pozwolił. Nie rozumiał, że może nie chcieć (przecież to niepowtarzalna szansa poznać język i kulturę tak dobrze!), nie rozumiał, że można się bać i wymiotować ze strachu już miesiąc przed wyjazdem. P r z y g o d a. Właśnie takim mianem określał ten wyjazd, nie chcąc dopuścić do siebie wiadomości, że jego jedyna rodzona córka wcale nie lubi przygód. Woli stałość i boi się nowego a już z pewnością nie chce poznawać ludzi z każdego zakątka Europy, woląc zostać tutaj, w Polsce, wśród swoich przyjaciół. Trochę jednak nie umiała stawiać na swoim, czego najlepszym przykładem było spakowanie wszystkiego co najważniejsze i wyjechanie do Wiednia aż na pół roku. Wierzyła jednak uparcia, że będzie miała do czego i kogo wracać. Teraz już nie była tego taka pewna.
OdpowiedzUsuńPierwszego wieczoru w Wiedniu, od razu po przybyciu, poznała Sebastiana. Był o rok starszym studentem architektury, pochodzenia polsko-austriackiego i tak samo jak Ida przyjechał w ramach programu. Grał na skrzypcach i to właśnie muzyka ich połączyła. Ida nigdy nie była duszą towarzystwa, było wręcz przeciwnie, trzymała się na uboczu, jednak nie znaczyło to, że chciała być sama i lubiła samotność. Wbrew pozorom chciała jak najmocniej jej uniknąć, ale w gronie przyjaciół, których tam nie miała. Nie potrzebowali dużo czasu aby się polubić, a później jakoś tak samo z siebie wyszło, że zostali parą. Ot, stało się i tym sposobem Idusia już całkowicie przepadła, zapominając nawet o najlepszej przyjaciółce, którą zostawiła podobno tylko na pół roku.
A teraz stała w swoim pokoju, tym samym, jeszcze z czasów dzieciństwa, opierając się biodrami o zimny parapet i wypatrując nie wiadomo czego za oknem. Może jakiegoś znaku, który powiedziałby co ma zrobić, ale jednak świat milczał, dając jej do zrozumienia, że sama powinna zdecydować jak się zachowa. Walizki wciąż stały nierozpakowane, puszysta wykładzina dalej była idealnie odkurzona na jej przyjazd i wszystko stało dokładnie tak jak to zostawiła pół roku temu przed wyjazdem. Syrenka Arielka, która widniała na tarczy ściennego zegara uśmiechała się do niej a wskazówka zasłaniająca Arielce oko przypominała Idzie, że stoi już tak czterdzieści minut odkąd wstała po nieprzespanej nocy w swoim dawnym łóżku, które teraz wydawało jej się dziwnie obce. Chwyciła za telefon, za który chwytała już niezliczoną ilość razy dzisiejszego poranka i popatrzyła na numer, który znała na pamięć i na zdjęcie przyjaciółki, które widniało przy owym numerze. Nacisnęła. Dzwoniła. Przestała dzwonić. Odrzuciła połączenie od razu, zaledwie po pierwszym sygnale, bojąc się sama nie wiedząc czego. Wróciłam. napisała w końcu po tych kilku kolejnych minutach przemyśleń a później westchnęła głośno. Naprawdę musiała być taka upośledzona społecznie? Właściwie to po kim? Może jednak rzeczywiście ją adoptowali. I tym sposobem napisała jeszcze jednego smsa Po śniadaniu wpadnę się przywitać , ale już teraz wiedziała, że nic nie tknie. Czas na wzięcie prysznica w obcej łazience, aby porozmyślać nad tym co właściwie na to przywitanie powie obcej przyjaciółce.
Nie była gorsza od otaczających ją ludzi i z pewnością nie pozwoliłaby na to, aby ktokolwiek tak o niej pomyślał. Nie znaczyło to jednak, że starała się wszystkim upodobać i tańczyć jak jej zagrano: wręcz przeciwnie. Podczas tych stu-osiemdziesięciu-dwóch dni odkryła, że Kamila nigdy tak naprawdę nie była prawdziwa. Kamila lubiła wszystkich bez wyjątków co oznaczało, że tak naprawdę nie lubiła nikogo szczególnie; Kamila była zawsze chętna na wszystko co oznaczało, że nie potrafiła odmawiać; Kamila uwielbiała śmiać się z żartów każdego, aby nikomu nie było smutno co oznaczało, że śmiech stał się już jedynie przymusem. Na szczęście otworzono jej oczy i udowodniono, że Cam była rozwiązaniem na wszystkie jej problemy. Faworyzując, skrupulatnie wybierając i utrzymując kamienną maskę na twarzy odkryła prawdziwą siebie, która jej kompletnie pasowała. Zakochana we własnych grzechach, zaczęła uwielbiać lubić, akceptować i śmiać się jedynie dla samej siebie.
OdpowiedzUsuńOdrzucenie zaczęło równać się dla niej z odrzuceniem. Gdy Ida zaczęła ewidentnie mieć ją w dupie, wcale nie zatrzymała się aby pomyśleć nad tym dwa razy i postarać się dowiedzieć dlaczego. Uważając to nie za swoją stratę, lecz stratę Cichowskiej, podczas gdy ta zapewne znajdowała sobie lepsze towarzystwo z wyższych sfer Wiednia, Cam także się nie leniła: w ten sposób w rutynę jej życia weszła Roksana, upiększając ją i fantastycznie malując, tak samo jak jej włosy czy części bladej i pustej do tej pory skóry na ramionach, udach i piersiach. Podczas gdy Kamila postarałaby się powrócić do łask swojej "najlepszej przyjaciółki", Cam zaczęła kompletnie ignorować jej egzystencję oraz fakt, że pewnego dnia wróciłaby do ich małego miasteczka, zaledwie parę domów od niej.
Sobotni poranek nie był zdecydowanie od wstawania wcześnie, więc dźwięk nachodzącego smsa niesamowicie podrażnił uszy białowłosej. Mruknęła gdzieś niewyraźnie pomiędzy poduszką, a ramieniem drugiej dziewczyny, po czym sięgnęła na oślep w stronę swojej komórki - nie podniosła jej jednak aby przeczytać wiadomość, po prostu odwróciła ją na drugą stronę, aby światło wyświetlacza nie zakłócało ciemnego spokoju pokoju z zasłoniętymi przez firanki oknami.
Gdyby nie fakt, że jej ojczym przebywał w innym mieście przez jakąś sprawę związaną z jego cholerną pracą, Cam nie tylko nie mogłaby spać w łóżku ze swoją najlepszą przyjaciółką - musiałaby także wstać równo o siódmej, aby pomóc matce w porannych porządkach i następującym gotowaniu. Na szczęście kobieta z ogromną łatwością dawała się omamić i podczas nieuwagi policjanta dziewczyna wychodziła na dwór aby zapalić i spotkać się z Roksaną pod pretekstem wyprowadzenia psa na spacer.
Tym razem nie potężny głos mężczyzny, a dzwonek do drzwi pochodzący z piętra poniżej sprawił, że dwudziesto-trzylatka otworzyła pierw jedno, następnie równie leniwie drugie oko. Zerknęła na wyświetlacz telefonu i burknęła niezadowolona pod nosem gdy dowiedziała się, że była dopiero dziewiąta - może matka po raz kolejny wychodząc na zakupy zapomniała klucza. Starając się nie zbudzić śpiącej królewny, zeszła z łóżka i nawet nie przebierając się, szybkim krokiem zeszła ze schodów i skierowała w stronę drzwi wejściowych. Zanim położyła dłoń na klamce zorientowała się, że jej mamy faktycznie nie było w domu oraz przygotowała się psychicznie na podmuch zimna, który z pewnością powiałby po jej gołych, wytatuowanych udach z zewnątrz. Wychodzenie z pokoju w samej koszulce z zasady nie było dobrym pomysłem, jednak Cam miała zamiar szybko do niego powrócić.
Miała już zacząć wypominać matce to, że ciągle coś gubiła i że powinna zacząć brać jakieś leki na tą swoją starość, jednak twarz, z którą się spotkała nie była wcale tak zaznaczona zmarszczkami, jak się spodziewała. Przed nią stała zagubiona Cichowska, a po chwili na twarzy Cam zamiast zaskoczenia pojawił się ironiczny uśmieszek.
- Och, księżniczka Wiednia się zjawiła. Z jakimś półrocznym spóźnieniem.
Nie umiała stać długo pod prysznicem, ponieważ jej nogi wydawały się zadziwiająco ciężkie, kiedy tak drżały pod wpływem każdego ciepłego strumienia. Trochę czuła się jak bohaterka jednego z wielu tych filmów, które tak lubi, która z jednej strony chce i się niecierpliwy, a z drugiej zwleka i boi się. To o tej dziwnej ekscytacji połączonej ze strachem powstają jedne z najpiękniejszych poematów z tym, że zazwyczaj dotyczą miłości. Tutaj chodziło przyjaźń. O przyjaźń, która nie wiadomo czy będzie jeszcze przyjaźnią. Kiedy nakładała jedne z tych swoich najzwyklejszych dżinsów myślała o tym w jaki sposób Kamila ją powita, co powie, jak zareaguje. Narzucając na siebie szarą bluzkę widziała jej pełne usta, które wyginają się w szerokim uśmiechu. Później rzucą się sobie w ramiona, zapominając o tych sześciu miesiącach. To śmieszne, że dostawała gęsiej skórki, kiedy myślała o jej cieple i o tym jak będą leżeć razem pod kocem z kubkami kakaa, opowiadając sobie wszystkie wydarzenia ze stu osiemdziesięciu trzech dni, chcąc zapomnieć, że w ogóle się rozstały. I kiedy o tym wszystkim myślała, przestawała się bać, czekała coraz bardziej na chwilę ich spotkania, więc nie dosuszając włosów, malując się tylko pobieżnie, tak aby zakryć cienie pod oczyma, spieszyła się na spotkanie z Kamilą. Swoją Kamilą.
OdpowiedzUsuń- Biegnę do Kamili. - Oznajmiła jedynie, szybko zbiegając na dół i w biegu nakładając kurtkę, tak aby żaden z rodziców nie zdążył jej zatrzymać. Przecież miało być ich to pierwsze wspólne śniadanie od pół roku, tak jakby nie mogli zaczekać do jutra lub do przyszłego tygodnia, do kiedykolwiek. Za nim więc ojciec zlecił jej aby zasiadła przy dębowym stole i chociaż napiła się herbaty ze swoimi starymi i dobrymi rodzicami, otworzyła drzwi na oścież, opuszczając dom najszybciej jak tylko umiała. Pobieżnie otuliła się grubym i przedługim szalem, chcąc jak najszybciej wrócić do siebie, czyli spotkać się z najlepszą przyjaciółką, tą dzięki której było jej tutaj przed wyjazdem tam dobrze.
Pospiesznie zapukała do dobrze jej znanych drzwi, tych do których pukała już tyle razy, tych do których z biegiem czasu już nie pukała, po prostu wchodząc jak do siebie. Spodziewała się, że zapewne otworzy jej pani Wrzostek, że nim uściska się z Kamilą będzie musiała mówić, że tak, bardzo jej się podobało, tak, wiele się nauczyła i mnóstwo zobaczyła. Wszystko jednak było inaczej niż miało być. Otworzyła jej białowłosa dziewczyna, niemalże cała pokryta w tatuażach. Ida otworzyła szeroko oczy, rozchylając usta w dziecięcym zdziwieniu. To nie może być ona powtarza sobie w myśli, widząc przed sobą zupełnie obcą kobietę, jednak jej głos upewnia ją, że to właśnie ona . Płacz. Tylko na to miała teraz ochotę i tylko to musiała teraz ukrywać, chociaż kobieta znała ją przecież na wylot. Przecież ona, wciąż trochę niedojrzała Idusia wcale się nie zmieniła w porównaniu do przyjaciółki.
- Nie mów tak. - Powiedziała w końcu oburzona, udając, że wcale nie jest jej smutno, chociaż głos już niemalże jej się łamał. - Jaka księżniczka, jakie pół roku, mogłaś zadzwonić. - Nawet zdania nie umiała sklecić, tylko rzucała jakimiś hasłami, dziwiąc się, że jej głos w ogóle brzmi, że jeszcze nie zanikł pod wrażeniem lub raczej pod wpływem zdziwienia tego co zobaczyła. Chyba wolała tamtą Kamilę, tamtą, która rzuciłaby jej się na szyję.
Zdziwienie wymalowane na twarzy księżniczki Wiednia przyniosło Cam ogromną satysfakcję. Uwielbiała robić to wrażenie na ludziach, uwielbiała słyszeć pytania dotyczące tego, co jej się stało, czy przeżyła jakąś traumę, czy jakiś mężczyzna ją skrzywdził, uwielbiała gdy koleżanki mówiły, że tęskniły za jej długimi kasztanowymi lokami, które zawsze same chciały mieć, uwielbiała szokować będąc po prostu sobą, uwielbiała czasem nawet na chwilę poudawać Kamilę, aby następnie odgryźć się jakimś jadowitym sposobem, którego jedynie Cam mogłaby użyć. Co tu kryć - naprawdę się zmieniła i wcale się tego nie wstydziła. Czuła się teraz bardziej szczęśliwa, wolna, atrakcyjna. Białe, wyprostowane włosy, liczne tatuaże, tunele, nieco chudsza sylwetka... Lubiła siebie taką i twierdziła, że to było najważniejsze, bo przecież żyła głównie dla samej siebie.
OdpowiedzUsuńMoże i była arogancka, ironiczna i wyzywająca, ale nie przepadała za byciem wrednym bez powodu. Koniec końców, nie miała tego wszystkiego tak bardzo za złe Idze: prawdopodobnie na jej miejscu gdyby tylko poznała się z nowym i lepszym światem zrobiłaby to samo. Wszyscy w swoich egzystencjach chcieli dla siebie jak najlepiej, czemu ona nie miałaby? Blondynka chciała tylko, aby Cichowska była teraz świadoma swojego wyboru i nawet nie próbowała wracać do niej na kolanach. Zdecydowała, zignorowała ją przez pół roku, więc niech zaakceptuje tego konsekwencje. Nie stała się automatycznie wrogiem politycznym numer jeden, ale zdecydowanie ich przyjaźń nie była już tą samą, co sto-osiemdziesiąt-dwa dni temu. Mogła przyjść do niej na śniadanie, ale nie rzucałyby w siebie mąką przy stole, jak dawne nastolatki.
- Dzwoniłam, ale nie do końca zdawałaś się mieć dla mnie czas - odezwała się mimo tego, że wyczuwała iż głos niebieskookiej dziewczyny był bliski załamania. Czy naprawdę byłaby w stanie rozpłakać się przed nią, tu i teraz? Czy to możliwe, że podczas sześciu miesięcy w innym mieście, innym kraju z innym językiem i innymi ludźmi ani trochę się nie zmieniła, nie wydoroślała? Kamila uważała nieśmiałość przyjaciółki za coś uroczego i cennego, bo przez to była cała dla niej, jednak Cam widziała to jako słabość i nie rozumiała, dlaczego ludzie nie potrafili się po prostu za siebie wziąć.
- Lepiej dla ciebie, żebyś miała ku temu dobre powody - mruknęła następnie. - Idusia znalazła sobie towarzystwo z wyższych sfer? Niech Pani wybaczy, jednakże w tym domu nie podajemy kawioru na śniadanie. Można znaleźć chleb z Nutellą, lecz nie chciałabym tym urazić Waszej godności.
Kiedy Ida pogodziła się w końcu z wyjazdem, czyli zrozumiała, że nie ma już odwrotu i będzie musiała pojechać do tego cholernego Wiednia, na którego to ojciec zawiezie ją osobiście, próbowała się przekonać, że może wcale nie jest to najgorsza rzecz jaka mogła ją spotkać w jej życiu. Zaczęła nawet myśleć, że jest to idealny moment aby nieco wydorośleć, dojrzeć, poznać życie i przestać się jego bać. Los jednak najwidoczniej chciał inaczej (tak, wolała zrzucać to wszystko na los a nie na siebie samą) i kiedy poznała Sebstiana, rewelacyjnie znającego Wiedeń, Ida nie miała już potrzeby wkraczać na nieznany teren całkowicie sama. Mógł to za nią zrobić jej nowy przyjaciel, z którym nie opuszczali się na krok. Nie musiała już poznawać życia ani uczyć się żyć sama, skoro już sama nie była. A skoro jej nowy przyjaciel pomagał jej zaaklimatyzować się w nowym miejscu to zwyczajnie nie miała czasu aby dzwonić do Kamili, która tysiąc kilometrów dalej przebywała w domu. Przecież to pół roku miały spędzić osobno.
OdpowiedzUsuń- Kamila, przecież wiesz jaka jestem. – Zaczęła, nie do końca jeszcze będąc pewna czy to rzeczywiście przyjaciółka przed nią stoi. Może ktoś się jedynie pod nią podszywał? Może był to jedynie głupi żart, którego ona jak zwykle nie rozumiała? – Wiesz jak bardzo bałam się tam jechać i wiesz jak bardzo boję się nowych miejsc. – Wszystkiego się bała i o tym Kamila też wiedziała, jednak nie trzeba było o tym mówić na głos. Jak się o czymś nie mówiło, to nie istniało. Tak było najłatwiej. Spuściła wzrok bawiąc się materiałem czarnej, bawełnianej sukienki, bojąc się spojrzeć w obce oczy obcej dziewczyny. To nie ją opuszczała pół roku temu. To nie do niej teraz wracała. – Poznałam Sebastiana, po prostu nie miałam czasu. – Wyznała cicho, wciąż nie podnosząc wzroku. – Przepraszam, ja wiem, że powinnam częściej się odzywać, ale tylko pomyśl jak ciężko mi tam było. – Wiedziała, że zawiniła i nie chciała się usprawiedliwiać, a jednak inaczej nie umiała. Chciała jej dotknąć, zbliżyć się chociaż o krok a nawet patrzeć na nią nie umiała po tym w jaki sposób Kamila ją powitała. Chciała krzyknąć, żeby nie kpiła, ale na to nie było jej stać tym bardziej. Stała po prostu po drugiej stronie progu czekając na jakikolwiek znak, że jeszcze będzie jak dawniej, ale im dłużej nie otrzymywała żadnego znaku, tym bardziej chciało jej się płakać, wiedząc, że wszystko to jej i tylko wyłącznie jej wina.
Stała oparta o framugę drzwi ze skrzyżowanymi na piersi ramionami, czując się dominantką tej sytuacji i pobierając z tego ogromną przyjemność. Wprawdzie nigdy nie rozmyślała o dniu, w którym Ida znów pojawiłaby się w jej życiu - a przynajmniej próbowałaby - jednak gdyby to zrobiła, zapewne nawet w jej głowie rozwinęłoby się to mniej więcej w ten sposób. Cam po prostu wiedziała że miała rację w tej sytuacji i gdy tak było, nigdy nie dawała sobie umknąć okazji do triumfu. Cichowska miała po prostu zrozumieć swój błąd i przyznać się do niego przed jej oczami - czy to naprawdę były aż tak wielkie wymagania? Później mogła sobie do woli myśleć, że uda jej się ich relację odbudować, bo tego przecież blondynka nie mogła jej zabronić.
OdpowiedzUsuńWyobrażając sobie tę sytuację z punktu widzenia osoby trzeciej, zauważyła jak bardzo różnice między nimi były teraz widoczne. Oczywiście istniały także wcześnie, jednak teraz dwie dziewczyny stojące naprzeciwko siebie zdawały się być niemalże karykaturą pojęcia przyjaźni. Ida miała na sobie czarną sukienkę, w której w sumie dość dobrze wyglądała, podczas gdy blondynka z gołymi nogami była ubrana jedynie w zbyt dużą koszulę, która okazywała się dobrym wyborem na ciepłe letnie noce; Cam wydziarana, mocna w wyglądzie i z pewną siebie pozycją, Cichowska zamknięta, onieśmielona, dziewczęca i prawie że bliska płaczu lub krzyku, chociaż znając ją bliżej jej było do pierwszej opcji. Czy tak bardzo różniące się istoty mogły w ogóle egzystować u swojego boku bez niebezpiecznego kolidowania?
Cam przewróciła teatralnie oczyma, chociaż na jej pełnych ustach wciąż widniał ten sam uśmiech, który niemalże kpił - nie z Idy dokładnie, lecz ogółem z całego świata. Po słowach, które usłyszała mogła z łatwością wywnioskować parę rzeczy: między innymi to, że po raz kolejny się nie myliła. Niebieskooka znalazła sobie po prostu lepsze towarzystwo, dzięki któremu zapomnieć o Polsce na pół roku przyszło jej z o wiele większą łatwością. Blondynka nie była zazdrosna, ani nie nienawidziła dziewczyny przez to: skoro tak się stało, widocznie losem ich przyjaźni nigdy nie było życie wieczne; Cichowska dokonała swojego wyboru i wybrała Sebastiana. Kimkolwiek on nie był, Cam krzywiła się na sam dźwięk męskiego imienia.
- C A M - poprawiła dziewczynę nie znosząc dźwięku słowa, którym wcześniej wołano na dziewczynkę przebywającą zdecydowanie zbyt często z chłopcami w jej wieku. - No już, nie maż sobie mejkapu, księżniczko, i wchodź do środka.
Tak mówiąc, uwolniła przejście do domu po prostu wchodząc w jego głąb i kierując się w stronę kuchni, teoretycznie zaprowadzając tam Idę, praktycznie nawet nie spoglądając do tyłu aby sprawdzić, czy faktycznie za nią idzie.
- Na co masz ochotę?
Już wcześniej, właściwie od zawsze to Kamila była tą dominującą a Ida całkowicie jej się podporządkowywała, po prostu ciesząc się, że może mieć taką właśnie przyjaciółkę. Czuła się przy niej bezpiecznie i wierzyła, że nic jej nie grozi dopóki przyjaźń ta będzie trwać. To nie do końca tak, że Cichowska nie miała własnego zdania i nie umiała go wyrażać, w końcu robiła to przy najlepszej przyjaciółce. Umiała się przy niej głośno śmiać, umiała dyskutować i mówić, że coś jej się nie podoba, jednak tylko przy niej. Przy innych, obcych już nie była taka pewna, wolała się nie wychylać, wstydziła się i nie chciała rzucać się oczy.
OdpowiedzUsuń- Cam. – Powtórzyła po kobiecie (bo przecież nie była już tą dziewczyną co jeszcze w styczniu), podnosząc w końcu na nią wzrok. Wszystko już przeminęło, ponieważ teraz nawet przy niej nie umiała zachowywać się tak jak kiedyś. Nie umiała się jej przeciwstawić i zamiast czuć się pewnie jak dotychczas przy boku najlepszej przyjaciółki, zwyczajnie bała się i nie wiedziała czego ma się spodziewać.
Ruszyła za nią w kierunku kuchni, doskonale pamiętając gdzie pomieszczenie się znajduje, jednak mimo to pozwoliła się poprowadzić tak, jakby odwiedziła dom Wrzostków pierwszy raz w życiu. Czuła się onieśmielona i skrępowana, dlatego kiedy dotarły już do pomieszczenia, nie wiedząc jak dalej się zachować, co zrobić i gdzie stanąć, oparła się w końcu o jeden z kuchennych blatów , ręce krzyżując na piersiach, tak jakby chciała się cała zakryć najlepiej cała, najlepiej tak, żeby w ogóle nie była widoczna.
- Woda wystarczy. – Odparła jedynie, dalej zdziwiona, że blondynka w ogóle wpuściła ją do mieszkania. Szczerze mówiąc to była przekonana, że Cam prędzej zatrzaśnie jej drzwi przed nosem niż zapyta na co ma ochotę. – Widzę, że dużo się zmieniło. – Rzuciła w końcu przed siebie, dalej stojąc przy blacie jakby była do niego przyklejona. – Ty się zmieniłaś. – Dodała nieco śmielej, chociaż na twarzy już miała delikatne rumieńce, które niemal krzyczały, że wcale nie czuje się komfortowo w tej całej sytuacji. W sumie widoczne to było na pierwszy rzut oka.
Nie miała głowy do tego, aby nawet spojrzeć na kontynuujące onieśmielenie Idy, bo gdy tylko weszła do kuchni zaczęła szukać po wszystkich szafkach czegoś do zjedzenia. Oczywiście nie była wielbicielką wczesnego wstawania, ale jeśli już była do tego zmuszana, starała się wypełnić pierwszy kwadrans swojego nowego dnia czymś smakowitym; w pewnym sensie, poprawiało jej to humor i pomagało otrząsnąć się z horroru pobudki o dziewiątej w weekend. Jej matka chyba jednak jeszcze nie wróciła z zakupów, gdyż dziewczyna znalazła ostatnie dwa ciastka w paczce i pustą butelkę mleka w śmietniku, którą zapewne wrzuciła tam kobieta po zaparzeniu swojej porannej kawy. Cóż, musiała zadowolić się tym co miała, a przynajmniej dopóki pani Wrzostek nie wróciłaby do domu i znalazła dwie niespodzianki, jedną przyjemną, drugą mniej: księżniczkę Wiednia oraz Roksanę, która nadal zapewne spała w pokoju jej córki i która czysto teoretycznie miała wrócić do siebie porankiem.
OdpowiedzUsuńBlondynka położyła paczkę na stole, po czym wypełniła szklankę wodą i postawiła ją przed nosem Cichowskiej. Poszperała jeszcze trochę i wyciągnęła dla siebie jedną kromkę, dżem i sok ananasowy, który stał na jednej z półek już od dłuższego czasu, bo tylko jej ojczym go lubił, a i tak rzadko kiedy bywał w domu. Wszystko wskazywało na to, że nadeszła sytuacja awaryjna, gdyż zazwyczaj Cam swoje kromki wolała z masłem orzechowym.
- Tak - przytaknęła zwyczajnie i z naturalnością, która nie należała do Kamili. Chrupiąc jedno z ciastek i opierając się jednym łokciem o stół, dziewczyna spojrzała na swoją rozmówczyni. Widać było, że czuła się kompletnie nie na miejscu, jakby nie spodziewała się że zostałaby już kiedykolwiek wpuszczona do tego domu: lecz Cam nie była wredna bez powodu, ona po prostu mówiła na głos to, co myślała i nie brała niczego zbyt na poważnie. Dla niej obecność dziewczyny, którą zaledwie przed chwilą oskarżyła o pół roku ciszy, wcale nie była krępująca. Nawet odsunęła jedno z krzeseł przy stole i wskazała na nie ruchem dłoni, aby Ida usiadła wygodniej. Podsunęła jej paczkę z ostatnim ciastkiem.
- To naturalna kolej rzeczy, wiesz o tym? Myślałam, że z tobą też coś się stanie.
Nie usiadła od razu na odsuniętym krześle, tak jakby chciała się upewnić, że ono rzeczywiście jest dla niej, tak jakby dalej unikała kontaktu z obcymi, jak to wszyscy rodzice uczą swoje dzieci. Bardziej przypominała naiwną siedmiolatkę niż niejedna trzynastolatka, która uciekała z domu, paliła za szkołą i ustawicznie się buntowała. Ida nigdy nie przechodziła takiego okresu. Nigdy nie powiedziała zdecydowanego nie, nigdy też nie chciała się wyrwać z rodzicielskich represji mimo swojego wieku.
OdpowiedzUsuńUsiadła w końcu obok blondynki nienaturalnie wręcz wręcz wyprostowana, poprawiając dłońmi materiał sukienki tak aby nie marszczył się w żadnym miejscu. Dopiero wtedy mogła zabrać się za ciastko, którego głupio było jej odmawiać. Nie lubiła rano jeść, chociaż rodzice zawsze w weekendy oczekiwali wspólnych śniadań, z kolei w tygodniu zawsze przed jej wyjściem pytali się czy coś zjadła. Może to też teraz się zmieni? Może już przestaną pytać skoro tak długo była daleko. Na tyle daleko, że nie mogli jej przecież kontrolować.
Wzruszyła w końcu ramionami, znów uciekając wzrokiem, który jeszcze chwilę wcześniej był skupiony na Kamili. Znaczy się, na Cam. Peszyła się przy niej niesamowicie, czuła lęk związany z patrzeniem na nią a z drugiej strony chciała to robić i momentami po prostu nie mgła się oprzeć aby nie zawiesić wzroku na licznych tatuażach, które pojawiły się na jej ciele. W jakiś dziwny sposób zaczynała czuć coraz większe zainteresowanie nową Wrzostek i chyba spokojnie można było nazwać to fascynacją.
- Ja chyba też trochę się zmieniłam. - Stwierdziła tylko, zawstydzona, ponieważ nawet jeśli się zmieniła to nie mogła przecież sama tego oceniać. Co jednak najważniejsze jej zmiana (jeśli w ogóle zaszła) nie była tak spektakularna i widoczna jak najlepszej przyjaciółki. Co się właściwie u niej zmieniło? Miała pierwszy raz chłopaka od czasów liceum, polubiła czekoladę i miała nowy ulubiony film. Coś jeszcze? Jakby już nie było tego wystarczająco dużo. Ach, zmieniła też kejsa na telefon, leki na astmę i szampon. - Przestałam jeść kurczaki i trochę przytyłam. - Dodała, jakby musiała potwierdzić, że jednak coś się zmieniło, mimo że Kamila, czyli Cam, nie widziała tego na pierwszy rzut oka.
Widziała, jak Ida co jakiś czas na nią zerkała lecz prędko zaraz po tym odwracała wzrok, jakby bała się skaleczenia. Większość otoczenia Cam zareagowała w podobny sposób na zmiany, które w niej zaszły i wiele ludzi okazało się być niesamowicie przez nie zawiedzionymi, ale czy ją miało to obchodzić? Były oczywiście także te wyjątki, które niemalże szalały za jej nowym wyglądem i wcześniej ukrytym charakterem i to właśnie z nimi dziewczyna spędzała najwięcej swojego czasu. Do nich należała także Roksana.
OdpowiedzUsuńCo do niej, dziewczyna chyba właśnie obudziła się, gdyż z dołu blondynka usłyszała głośno grającą muzykę pochodzącą z jej pokoju i po prostu nie mogła powstrzymać się przed szerokim uśmiechem. Jej przyjaciółka miała charakter całkiem podobny do niej, jednak miejscami bardziej cichy i tajemniczy. Mimo tego, dogadywały się idealnie i okazało się, że nawet gust muzyczny miały taki sam, bo właśnie czerwonowłosa puściła jedną z jej ulubionych płyt jakiegoś punkowego zespołu lat 90-tych. Gdyby była tu pani Wrzostek, prędko zaczęłaby marszczyć nos i starać się znaleźć zajęcie, które odwróciłoby jej uwagę od tego dźwięku. Prawdopodobnie zaczęłaby zmywać naczynia.
Cam powierciła się trochę na swoim krześle, wreszcie na nim klęcząc i opierając jeden łokieć tak, aby podpierać dwoma palcami brodę i wychylać się w stronę Cichowskiej. Nadal chrupała swoje jedyne ciastko, podczas gdy duża koszula wisiała na jej wieszakowatym ciele i w tej pozycji odkrywała zarówno piersi, jak i nieco brzucha, ale dziewczyna się tym nie przejmowała. Była u siebie, czuła się swobodnie. Zaśmiała się krótko słysząc słowa niebieskookiej, zupełnie nie złośliwie.
- To chyba dobrze - stwierdziła, gdy już przeżuła i połknęła swoje małe śniadanie. Sięgnęła po szklankę i nalała do niego soku, chociaż jeszcze nie miała chyba wystarczająco dużo odwagi, aby to wypić. - To oznacza, że też jesteś całkowicie normalna. Coś jeszcze się zmieniło? Pozbyłaś się ze swoim księciem błony dziewiczej? - w tym momencie ton jej głosu stał się zdecydowanie bardziej zadziorny, a i brwi uniosły się ku górze wyczekująco.
Siedziała z tym swoim ciastkiem jak ostatnia ciamajda, dzieląc je na niezliczoną ilość minimalnych kawałków (tak, jakby to groziło jej zadławienie się. Tak, z pewnością był to mały zamach Cam na jej osobę!), uważając przy tym aby żaden, nawet najmniejszy okruszek, nie pojawił się na blacie stołu, czarnej sukience i co najważniejsze, na podłodze, tak jakby naświenienie przy jedzeniu było największą zbrodnią na całym tym nieszczęsnym świecie. Podskoczyła na krześle, kiedy usłyszała głośną muzykę, automatycznie patrząc na górę. Czyżby podczas jej nieobecności Cam dorobiła się jakiegoś brata bliźniaka? A może wcale nie był to brat, tylko chłopak, który właśnie obudził się po upojnej nocy spędzonej ze swoją wytatuowaną dziewczyną. Zaraz, o czym ona myślała? Na jej policzkach pojawiły się purpurowe rumieńce, ponieważ obraz wytatuowanego typa, posuwającego Kamilę od tyłu na pieska sam wkradł jej się do wyobraźni a pozycja jasnowłosej wcale nie sprawiła, że Ida pomyślała o jednorożcach na polanie z tęczą w tle, było wręcz przeciwnie. Oczy same kazały jej zatrzymać wzrok na wytatuowanych piersiach. Rozchyliła usta przez ten jeden moment zapominając o tym, że powinna każdy swój ruch kontrolować. Wbicie paznokci w aktualnie odsłonięte do połowy uda, jednak zawsze pomagało.
OdpowiedzUsuń- Jest ktoś na górze? - Zapytała głupio, palcem wskazując na sufit. To było jedyne co przyszło jej do głowy. Cóż, uchodziła trochę za staromodną, woląc słuchać Vivaldiego i Mozarta, chociaż nieraz udawała też, że słucha zupełnie innej muzyki aby nie musieć z nikim na ten temat polemizować. Lepiej było się dostosować.
Naprawdę o to zapytała? Naprawdę poruszała kwestię jej dziewictwa przy sobotnim śniadaniu? Czy naprawdę to było teraz najważniejsze.
- Kamila. - Powiedziała tylko, wzrok zatrzymując na czarnych butach. - Cam. - Poprawiła się, wciąż się rumieniąc chyba z każdą chwilą coraz mocniej. Z jaką chwilą, z każdą sekundą! Uśmiechała się przy tym delikatnie, całkowicie speszona. - Lepiej opowiedz mi co jeszcze się u ciebie zmieniło. - Zachęciła, twarz wciąż ukrywając w ciemnych włosach.
Niemalże z satysfakcją zauważyła jak oczy Idy automatycznie pędziły w stronę jej piersi, z których była tak samo zadowolona, jak z tatuaży które je zdobiły. Cóż, nie zawsze była wyzywająca z wyboru, czasami zdarzało jej się to całkowicie przypadkiem! Nie była to przecież jej wina, że ludzie lubili komentować jej wygląd zawsze i wszędzie, a mężczyźni odwracali się gdy przechodziła obok nawet gdy nosiła właśnie coś szerokiego, oczywiście będąc kompletnie przez nią ignorowani. Nie robiła niczego na pokaz czy dla kogoś innego, lecz dla własnej satysfakcji, która często była dość złośliwa.
OdpowiedzUsuń- Tak - odpowiedziała zwyczajnie i nie chcąc dodać nic więcej, gdy już skonsumowała swoje ciastko. Nie miała zamiaru jeszcze tłumaczyć obecności osoby trzeciej w domu starej przyjaciółce, która miała wszystkiego dowiedzieć się na własną rękę nieco później, tak było zabawniej. Zaskoczenie i zszokowanie wymalowane na twarzach osób były przecież takie ciekawe.
Poczekała cierpliwie na odpowiedź na zadane przez nią pytanie, chociaż tak naprawdę nie spodziewała się żadnej konkretnej odpowiedzi. Z tego, co zdążyła zaobserwować, Cichowska nie zmieniła się ani trochę, a przytycie nie było zmianą, która by ją interesowała. Nadal była tą skrytą i cichą dziewczynką, która odnalazła w swojej koleżance od piaskownicy sposób na wdrążenie się w życie klasowe i na nie pozostanie kompletnie samą. Rumieńce na nieśmiałych policzkach wywołały szeroki uśmiech Cam, która pokręciła się chwilę na swoim krześle zanim wyciągnęła swoją dłoń aby uścisnąć między palcem środkowym a wskazującym jedno z nich. Pochyliła się przy tym na nią znacznie, pociągając raz po raz nieco skórę w swoją stronę.
- No weź, przecież mi możesz powiedzieć! - odezwała się wesoło. - Nie wyjdzie to poza te ściany, obiecuję.
Idę takie rzeczy, jak łatwo można było się domyśleć, peszyły. Nie lubiła jak ktokolwiek zwracał na nią uwagę, nie znosiła kiedy jacyś faceci próbowali ją podrywać (uparcie twierdząc, że wcale tego nie robią. - Ona naprawdę nie wierzyła, że ktokolwiek może chcieć to robić. Owszem, kobiety się podrywało, ale nie ją) i miała ochotę zapaść się pod ziemię za każdym razem kiedy tylko orientowała się, że ktoś na nią patrzy dłużej niż powinien. Zawsze wtedy skupiała się na wszystkich aspektach samej siebie, które jej się nie podobały, uznając, że ta osoba również w tym momencie się na nich skupia. I żyła tak już niezmiernie długo, codziennie żałując, że jest taka jaka jest. Co prawda trochę się zmieniło do kiedy miała Sebastiana. On ją komplementował (co sprawiało, że była zawstydzona i nie wiedziała jak powinna się zachować) i powtarzał, że jest piękna a ona uparcie w to nie wierzyła. Sama nie wiedziała czemu. Po prostu czuła, że tak nie jest.
OdpowiedzUsuńTrochę poczuła się jak dawniej, poczuła, że dalej są przyjaciółkami, które mówią sobie o wszystkim i mają mnóstwo sekretów, które znają tylko one. Spojrzała w końcu na twarz blondynki, znów dziwiąc się, że wygląda tak a nie jak pół roku temu. Zapewne trochę czasu jeszcze jej zajmie póki przywyknie do Cam . W końcu pokiwała przecząco głową, znów kryjąc głowę, przyciskając ją niemalże do swoich piersi. A później wyprostowała się po niezbyt długiej chwili i nachyliła nad kobietą.
- Robiliśmy już kilka rzeczy, ale nigdy.. no wiesz. - Powiedziała w końcu szeptem, rozglądając się wciąż na boki, jakby chciała upewnić się, że rzeczywiście z pewnością są same. A kiedy już powiedziała to znów spojrzała na przyjaciółkę dalej oblana tym samym rumieńcem, chociaż na tę jedną chwilę poczuła się pewniej niż dotychczas, tak jakby wróciło to co miały jeszcze te sto osiemdziesiąt trzy dni temu.
Po tych sześciu miesiącach różnice, które już wcześniej istniały między nimi jedynie się powiększyły. Karolina wprawdzie była o wiele bardziej pewna siebie od przyjaciółki, jednak nadal nie w pełni; Cam nadrabiała to na całej linii, ubierając się i zachowując wyzywająco może głównie dlatego, że teraz miała na to wystarczająco dużo odwagi. Karolina zapewne nawet nie umiałaby siedzieć w samej koszuli obok dawnej przyjaciółki, chociaż nie dawałaby tego po sobie poznać.
OdpowiedzUsuńBlondynka utrzymywała dłoń pod brodą, ciągle wpatrując się w zawstydzoną twarz Idy. Słysząc jej słowa zaśmiała się cicho bo mimo tego, że nie miała nigdy bliższych zbliżeń z istotą płci brzydkiej, miała wystarczająco dużo informacji pochodzących ze świata zewnętrznego, które absolutnie jej wystarczyły aby pozwolić sobie na wyrobienie własnego zdania. Zasłoniła usta dłonią jakby to, co chciała właśnie powiedzieć było ogromnym sekretem, którego nikt nie mógł usłyszeć mimo tego, że nikogo innego w pomieszczeniu nie było.
- Zapewne kazał ci mu obciągnąć i sam jeszcze nie zrobił ci dobrze, co?
- To nie tak. - Zaprzeczyła piskliwie, nagle czując się winna wszystkiemu, tak bardzo wszystkiemu, że nawet nie umiałaby sprecyzować czemu właściwie. W końcu Sebastian niczego jej nie kazał, niczego nie wymuszał, taka była jej powinność. Była kobietą a właśnie taka jest ich rola, czyż nie? Po za tym on akurat był bardzo chętny aby włożyć jej głowę między uda, to Ida czuła się z tym głupio i nieswojo i znacznie bardziej wolała kiedy kończyło się jedynie na stęknięciach chłopaka. - A ty, masz chłopaka? - Zapytała szybko, czując się w jakiś sposób dumna, że ona go ma. Bo przecież był to prawdziwy powód do dumy, był to dowód na to, że dorosła, co tam, że jeszcze pisała pamiętnik, tylko ona o tym wiedziała. I rzecz jasna Kamila. Cam jednak nie musiała wiedzieć. Może kiedy pomyśli, że Cichowska już z tym skończyła to momentalnie stanie się lepszym materiałem na przyjaciółkę. Bo tak właśnie czuła, czuła, że czeka ją pasmo zadań do wykonania aby pokazać Cam, że już wcale nie jest ta samą Idą co przed wyjazdem. Chociaż była. Szczegół.
OdpowiedzUsuńCam zaśmiała się cicho pod nosem, nie do końca wierząc wszelkim zaprzeczeniom Cichowskiej. Oczywiście, miała nadzieję na jakieś zmiany od strony swojej dawnej przyjaciółki - nie mogła zrozumieć, jak ktoś mógł wrócić z tak długiego pobytu w innym miejscu i być ciągle tą samą osobą - ale szczerze powiedziawszy, nie spodziewała się zbyt wiele. Już nawet pierwsze wrażenie podpowiadało jej, że nie powinna przygotowywać się na nie wiadomo jak wielkie różnice.
OdpowiedzUsuńGdyby Cam usłyszała myśli na temat "roli kobiety w tym świecie", spoliczkowałaby ją bez litości, wyrzuciła z tego domu i następnie zapytała się, dlaczego tak źle dla samej siebie chce. Tu już nie chodziło nawet o orientację blondynki: była pewną siebie feministką gotową na każdym kroku na to, aby pokazać że kobiety nie były wcale gorsze od jakiegokolwiek mężczyzny oddychającego na tej planecie i że wcale nie potrzebowały ich do życia ani uczuciowego, ani finansowego. Istoty ludzkie płci żeńskiej które myślały inaczej były dla niej zarazą tego świata, bardzo zagubioną zarazą którą trzeba było nakierować, jeśli jeszcze była nadzieja.
Na dźwięk pytania, Cam jedynie spojrzała na Idę zagadkowo. Nie mogła się doczekać aż brunetka odkryłaby prawdę bo nie miała pojęcia, jaką mogła być jej reakcja - i to właśnie było najlepsze. Przed chwilą słyszała na górze otwierające się i następnie zamykające drzwi od łazienki, więc za chwilę po schodach powinna zejść...
Roksana, tak. Pojawiła się w otwartych drzwiach do kuchni zdecydowanie w mniejszym ataku przyjemności niż wtedy, gdy ostatnio Cam ją widziała. Jej przefarbowane na ciemny fiolet włosy dochodzące do wysokości uszu nadal przypominały ten sam kształt, jak gdy były mocno przyciskane do poduszki łóżka tej nocy; poprzez lekką bluzeczkę przebijały sutki a zarówno na obojczyku, jak i na wewnętrznej stronie ud widniało parę malinek. Cam uśmiechnęła się do samej siebie na widok swojego dzieła, a Roksana po przeczesaniu włosów dłonią skierowała ją automatycznie w stronę pośladków blondynki. Ta podniosła się nieco ze swojej niemalże leżącej połową ciała na stole pozycji po to, aby złożyć na ustach dziewczyny słodki pocałunek, który Roksana jednak znacznie przedłużyła. Cam wykorzystała to aby zaczepić zębami o kolczyk na wardzę dziewczyny, która gdy tylko się odsunęła skierowała się w stronę lodówki.
- Nic specjalnego nie ma - mruknęła do niej blondynka, powracając do swojej poprzedniej pozycji. Fioletowowłosa opuściła więc wszelkie poszukiwania i usiadła na blacie kuchennym wiedząc, że patrząc tak na nią Cam z chęcią zrobiłaby jej wiele rzeczy, ale niestety miała gościa.
- To Ida - odezwała się wreszcie po tym, jak po raz pierwszy od dłuższego czasu spojrzała na brunetkę. - Ida, to Roksana.
Ida była zwyczajnie naiwna. Była głupią Idusią, wierzącą, że jeśli ktoś mówi, że w prawdziwym świecie tak właśnie jest, to z pewnością tak jest. Dlatego, wiedząc, że Sebastian nie będzie się jej trzymał jeśli będzie wobec niego zimna (dokładnie tak to określał), dowiedziała się, że dziewczyny to właśnie robią swoim chłopakom, chcąc okazać im czułość. Oni całowali je w czółka, one im obciągały, kiedy tylko oni mieli na to ochotę. Tak mówił Sebastian, więc tak było. I Idusia wcale a wcale nie czuła się w tej sytuacji poszkodowana, ona otrzymywała swoje porcje czułości, więc dlaczego to niby miała pozbawiać tego Sebastiana, który był przecież dla niej bardzo dobry.
OdpowiedzUsuńWszystkim, dosłownie wszystkim się różniły, począwszy od koloru włosów, poprzez charakter i sposób bycia, a zakończyć właśnie można było na tej różnicy, że Cam nie potrzebowała nikogo, a już szczególnie faceta, do bycia szczęśliwą i pewną siebie a Ida potrzebowała kogokolwiek oby tylko nie być skazaną na siebie samą.
Ciężko było stwierdzić, czy Cichowska była bardziej zdziwiona kiedy po raz pierwszy po tej przerwie zobaczyła Kamilę, czy teraz, kiedy siedząc w jej kuchni zobaczyła fioletowowłosą kobietę, która właściwie niemalże stała przed nią naga. W automatycznym odruchu szatynka złapała bawełniany materiał sukienki aby naciągnąć go trochę bardziej na uda i poprawiła (już i tak jak na nią to wyzywający bo minimalnie odsłaniający) dekolt. Sam widok kobiety w domu Wrzostków był jednak pestką w porównaniu do tego co wydarzyło się dosłownie dwie sekundy później. Ida chciała krzyczeć, chciała uderzyć mocno pięściami o stół i chciała mocno zamknąć oczy, ale widok całujących się dziewczyn w jakiś niewyjaśniony dla Cichowskiej sposób, hipnotyzował. Nie mogła oderwać wzroku od drażniących się języków. Czuła też coraz większe ciepło w podbrzuszu i nie pozostało jej nic innego jak westchnąć głośno aby przypomnieć o swojej obecności i aby się samej ocknąć.
To nie tak, że ona miała cokolwiek takim związkom. W Austrii to nawet normalnie i pary homoseksualne spotykała na ulicy przynajmniej kilka razy dziennie, ale to była Kamila! Jej Kamila, która wcale nie była taka przed wyjazdem. Setki pytań, zero odpowiedzi i coraz bardziej zaciskający się żołądek. Tylko zostało biednej Idusi w tym momencie. I wstyd. Wstyd, że nie umiała oderwać wzroku, że wcale jej to nie gorszyło. Wstyd, że w całej tej sytuacji krążyła wzrokiem jedynie między ustami a piersiami Cam. Chyba powinna już wychodzić.
Powiodła spojrzenie w stronę przedstawionej Roksany i uniosła w nieśmiałym geście rękę do góry, trochę tak jakby chciała pomachać. To ona zajęła jej miejsce? To jej teraz była poświęcana cała uwaga Cam?
- Chyba nie najlepiej się czuję. - Stwierdziła, opadając na krzesło. Zapominając o tym, że powinna się prostować a nogi trzymać ładnie złączone aby przypadkiem nie było widoczne nic spod sukienki.
Niemalże z rozbawieniem obserwowała wszystkie zmiany zachodzące na twarzy Idy, jej zaskoczenie i wszelkie reakcje. Ewidentnie czuła się niekomfortowo w tej sytuacji i Cam wcale nie czuła się za to winna - wręcz przeciwnie, była niemalże z siebie zadowolona. Miała nawet ochotę na pozwolenie sobie na więcej ale w ostatniej sekundzie stwierdziła, że może nie warto było spalać całego potencjału pierwszego dnia. Skoro Cichowska tak bardzo chciała odzyskać jej przyjaźń, przede wszystkim zapoznałaby się z jej nowym sposobem życia i kto wie, może wniknęłaby w to wszystko głębiej? Cam nie miałaby nic przeciwko temu, lubiła dobrą zabawę.
OdpowiedzUsuńOparła się łokciami o blat stołu, z szerokim uśmiechem patrząc na brunetkę i na ogromne rumieńce na tych jej smukłych policzkach. Blondynka dałaby wiele, aby móc w tym momencie przeczytać jej myśli i dowiedzieć się dokładnie, co dziewczyna w tym wszystkim myślała - obrzydzało ją to, podniecało, gubiło dlatego, że wcześniej zapewne nie pomyślałaby że Karolina byłaby w stanie zrobić coś takiego? Znając myśli, wiedziałaby także jak najlepiej zareagować... Oczywiście nie aby uspokoić.
- Chcesz szklankę wody? - zapytała się, chociaż jej ton głosu był niemalże żartobliwy i pełny kpiny. Dziewczyna na moment spojrzała na Roksanę obserwującą to wszystko z boku, której wysłała szeroki uśmiech.
Ida spojrzała na pustą szklankę po wodzie, którą wypiła raptem kilka chwil wcześniej a jednak teraz czuła w ustach wiór. Kołowało się w niej wszystko, począwszy od lęku, poprzez zawstydzenie a kończąc na przeświadczeniu, że jest głupia, najgłupsza na świecie, że w ogóle tu przyszła, że w ogóle zapragnęła Cam. Znaczy się Kamili. W ogóle zapragnęła , to złe słowo, zganiła się w myśli, jakoś w głębi siebie (chyba szczególnie w głębi swojego podbrzusza), czując, że wcale nie jest to takie złe i nieodpowiednie słowo. Zacisnęła mocno uda, jakby miało to sprawić, że nad tym zahamuje, ale to w niczym nie pomogło. Czuła, że musi wracać do domu a jednocześnie bała się wstać, czując, że Cam wtedy po prostu wybuchnie jej śmiechem prosto w twarz. Domyśli się co się z nią dzieje.
OdpowiedzUsuńIda nie była dobra w udawaniu, nie była dobra w kryciu emocji i zachowywaniu kamiennej twarzy. Z niej można było wszystko, dosłownie wszystko, wyczytać a przywołanie porównania otwartej księgi mogłoby idealnie zobrazować jej zachowanie. W tym momencie (chociaż sama sobie z tego nie zdawała sprawy) było nieco inaczej. Jej twarz bardziej wyrażała zmieszanie, które niekoniecznie Cam musiała uznać za reakcję na to o czym myślała, a raczej jako sprawkę widoku, na który to Ida była skazana jeszcze kilka sekund temu.
- To wszystko przez tę podróż, musiałam się zaziębić. - Dodała w taki sposób jakby była to próba obrony. Cichowska nieustannie czuła się winna w związku ze wszystkim. W związku z tym,że wyjechała zostawiając Kamilę, w związku z tym, że się nie odzywała, dlatego, że była taka nieśmiała i nie umiała się odnaleźć w tej całej sytuacji i chyba przede wszystkim dlatego, że była jaka była, że była sobą. W jakiś sposób Cam zaczęła jej imponować. Cam wydawała się nie przejmować żadnymi granicami, być pewną siebie kobietą, która niczego ani nikogo się nie boi. Ida też tak chciała, chociaż nawet w najdalszych zakątkach swojej wyobraźni nie umiała wyobrazić sobie siebie, która byłaby przynajmniej w jednej trzeciej tak pewna siebie jak Cam lub jak jej przyjaciółka, która to zapewne była jednym z czynników całej tej zmiany. Ida nie miała nawet na tyle odwagi aby pomyśleć o takiej zmianie, a co dopiero dokonać jej w realnym życiu. Zamrugała jednak kilkakrotnie, dalej uparcie wpatrując się w szklankę i oprzytomniała. Po co jej taka zmiana? Przecież miała Sebastiana i była szczęśliwa, a to, że unikała teraz wzroku Kamili, to już inna sprawa.