poniedziałek, 16 lutego 2015

sińce szkieletu

Elias Köhler

Powtarza sobie, że nie powinien był tak bardzo ufać ojcu przez większość swojego życia bo, niestety, udało mu się upodobnić do własnego wzorca. Dużo ambicji i paradoksalny brak motywacji nie zdają się chcieć go gdziekolwiek zaprowadzić jeśli nie do zapomnienia, zatracenia się, ślepoty po części chcianej. Egoizm wrodzony i twardy charakter, trudność w okazywaniu uczuć lub nieprawidłowa ich ekspresja, kłótnie rodzinne. Zagubienie życiowe mimo tych dwudziestu-dwóch lat, które powinny obdarzyć go jakimkolwiek doświadczeniem czy wiedzą; młode i zmęczone już plecy noszące obowiązki rodzicielskie, mimo nieadekwatności tego zawodu i mimo szeptów w głowie. Syn, brat, ojciec, mąż, przyjaciel, wróg i niechciany ciężar zarazem; naturalna potrzeba ochrony jedynych dwóch kobiet obecnych w jego życiu walczy z potrzebą igły w żyle, ekonomiczna potrzeba pieniędzy walczy z potrzebą własnych przyjemności, a on sam nielegalnie walczy na pięści, zarabia obitą twarzą i knykciami. Ucieczkę dzięki rodzicielowi ma we krwi; ucieka od spojrzenia matki bojąc się, że ta pozna prawdę; ucieka od oczu szesnastoletniej siostry wiedząc, że ta nie powinna zobaczyć kolejnych sińców na jego żebrach. Staranie się o poprawę, jakąś zmianę, jakąkolwiek, bo ma dość rzygania własnymi wnętrznościami, dopytywania się dlaczego i następnie ponownego wpychania sobie palców do gardła. Chce wyleczyć matkę, chce wyrwać siostrę z branży sprzedaży własnego ciała, chce nowego towaru, chce zasnąć i się nie obudzić, może chce zbyt wiele rzeczy, a żadnej nie potrafi otrzymać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.