czwartek, 19 lutego 2015
poniedziałek, 16 lutego 2015
nieskazitelnie
A N T H O N Y R O L E Y W A R T
Skarb samotnej matki, syn idealny, duma długich lat ciężkiej walki z biologicznym ojcem, któremu nie udało się zasiać w nim swojego nasienia nieczystości. Silna męska dłoń tej małej rodziny, posiadacz własnego zdania i jego obrońca, serce otwarte na ludzi i rzadko widywany uśmiech. Waleczność odziedziczona po matce, gamma uczuć także, stąd momenty załamania i haiku pisane na okienkach kalendarza co do swojej samotności. Z jednej strony zbyt zapracowany i zajęty dziennikarstwem, z drugiej skłonny do rzucenia tego wszystkiego i ruszenia w świat w poszukiwaniu szczęścia. Według matki odpowiednio wrażliwy, według własnego siebie zbyt kochliwy, zbyt dominujący, zbyt pragnący, zbyt porywczy, zbyt uparty, zbyt. Według matki obiekt westchnień wszystkich kobiet dookoła, według samego siebie posiadacz zbyt wielkiego szacunku do nich, aby móc się z jakąkolwiek związać. Matka może wychowała go aż za dobrze.
you have to die a few times
before you can really live
CH. BUKOWSKI
BLAISE BOSSO
Czegoś szuka, choć wciąż nie ma pojęcia czego. Zapisuje kolejne wyświechtane zeszyty, by dać ujście swoim emocjom. Wypija hektolitry kawy niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania jego organizmu. Pali papierosa za papierosem, na widok mięsa odwraca z obrzydzeniem głowę i nieustannie czuje na sobie karcący wzrok rodzica. Doskonale wie, że nigdy nie będzie w stanie sprostać oczekiwaniom swojego ojca. Ma krowi kolczyk w nosie i ten pedalski w języku, kaleczy się coraz to nowymi tatuażami, a kiedy się pochyla spodnie spadają mu z tyłka, bo nie lubi nosić paska. Artysta. Oczywiście niezrozumiały. Prawdopodobne rozchwianie emocjonalne. Raz za dużo mówi, innym razem potrafi milczeć przez kilka dni z rzędu. Trochę krzyczy, kiedy ma zły humor. Trochę nawet bardzo. I pali, pali jeszcze więcej. A potem zamyka się i bazgrze coś, co tylko sam potrafi odczytać. Albo i nie.
sińce szkieletu
Elias
Köhler
Powtarza sobie, że nie
powinien był tak bardzo ufać ojcu przez większość
swojego życia bo, niestety, udało mu się upodobnić do własnego
wzorca. Dużo ambicji i paradoksalny brak motywacji nie zdają się
chcieć go gdziekolwiek zaprowadzić jeśli nie do
zapomnienia, zatracenia się, ślepoty po części chcianej.
Egoizm wrodzony i twardy charakter, trudność w okazywaniu uczuć
lub nieprawidłowa ich ekspresja, kłótnie rodzinne.
Zagubienie życiowe mimo tych dwudziestu-dwóch lat, które powinny
obdarzyć go jakimkolwiek doświadczeniem czy wiedzą; młode i zmęczone już plecy noszące obowiązki rodzicielskie, mimo nieadekwatności tego
zawodu i mimo szeptów w głowie. Syn, brat, ojciec, mąż,
przyjaciel, wróg i niechciany ciężar zarazem; naturalna potrzeba ochrony
jedynych dwóch kobiet obecnych w jego życiu walczy z potrzebą igły w żyle,
ekonomiczna potrzeba pieniędzy walczy z potrzebą własnych
przyjemności, a on sam nielegalnie walczy na pięści, zarabia obitą
twarzą i knykciami. Ucieczkę dzięki rodzicielowi ma we krwi; ucieka od spojrzenia
matki bojąc się, że ta pozna prawdę; ucieka od oczu
szesnastoletniej siostry wiedząc, że ta nie powinna zobaczyć
kolejnych sińców na jego żebrach. Staranie się o poprawę, jakąś
zmianę, jakąkolwiek, bo ma dość rzygania własnymi
wnętrznościami, dopytywania się dlaczego i następnie ponownego
wpychania sobie palców do gardła. Chce wyleczyć matkę, chce wyrwać siostrę z branży sprzedaży własnego ciała,
chce nowego towaru, chce zasnąć i się nie obudzić, może chce
zbyt wiele rzeczy, a żadnej nie potrafi otrzymać.
beznadziejny przypadek
BLUE DARLING
Lista wykroczeń jest długa i nużąca. Zostaje przerzucany z jednego do drugiego zakładu, bo w każdym po trzech miesiącach mają go serdecznie dość. Ma dziewiętnaście lat i stu procentową pewność, że umrze na raka płuc bądź marskość wątroby. Obija pysk za krzywe spojrzenie. Nie mówi nikomu, że czyta Bukowskiego i sam skrobie gówniane wiersze w rozpadającym się zeszycie. Mówi natomiast, że masz brzydką mordę, że cię zniszczy i że lepiej jak nigdy więcej nie staniesz mu na drodze. Dotrzymuje obietnic, zwłaszcza tych związanych z groźbami. Koniec końców zawsze dostaje to, czego chce.
tak, to prawdziwe imię
tak, moja matka to dziwka
i nie, nie nazywam jej tak z powodu kretyńskiego imienia
to naprawdę dziwka
za parę funtów rozłoży przed tobą nogi
Evan Morley to dupek, podobno
Dziewiętnastolatek zamknięty w miejscu, dzięki któremu czuje się wyjątkowy bo opluje cię sarkazmem, da w pysk, poniży przed resztą zgniłych dzieci, powali na ziemię ruchem muay thai lub jiu jitsu w naprawdę wyjątkowy sposób. Dba o to abyś usłyszał o nim przynajmniej trzy razy w tygodniu; nigdy nie da o sobie zapomnieć i jeśli wasze spojrzenia spotkają się na korytarzu, zachęci cwanym półuśmiechem do dołączenia do jego gry - w której możesz wygrać, jednak w każdym wypadku prędzej czy później się poddasz. Wysysa energię oczami, hipnotyzuje palcami, namawia uwodzącymi szeptami, dominuje nad każdym i nikt nie wypowiada słowa sprzeciwu. Został sierotą na własne życzenie i jeśli spojrzysz na jego zakrwawione dłonie zrozumiesz już, że tu nie ma przyjaźni, są tylko pakty i ich konsekwencje.
wtorek, 10 lutego 2015
183 dni rozłąki
IDA CICHOWSKA
│ 23 LATA │ FILMY NAJWIĘKSZĄ PASJĄ, NA DRUGIM MIEJSCU KONTRABAS
PÓŁ ROKU W WIEDNIU │ POWRÓT DO INNEGO, ZAPOMNIANEGO ŚWIATA │
Pół roku to tylko sześć miesięcy, 183 dni i noce, i milion godzin samotności. W pół roku można zapomnieć jak niewygodne są fotele w starym kinie, jak to jest budzić się w swoim łóżku i jak wygląda najlepsza przyjaciółka. Można jednak znaleźć nowego psa przewodnika, czyli właściwie chłopaka Sebastiana, poprawić swój niemiecki i obejrzeć niezliczoną ilość filmów, głowę trzymając na innym, męskim a nie przyjaciółkowym, ramieniu. A po powrocie można czuć się całkowicie zagubionym, jak to właściwie było jeszcze przed wyjazdem.
zakochana we własnych grzechach
C A M
Weź
to ramię sprzed mojej twarzy i się usuń, bezmózga istoto. Jebnij
się parę razy w ten pusty pojemnik i może zrozumiesz, że nie
pociąga mnie wiszące urządzenie między twoimi nogami. Chyba
właśnie tym rozumujesz, prawda? Co? To coś podpowiada ci, że
kiedyś taka nie byłam? Jak mi przykro. Niestety, formy życia
posiadające cerebrum
zmieniają
się, taka kolej rzeczy, powinniście wszyscy się tego spodziewać.
Miałam całe życie rzucać w żaby kamieniami z naiwnymi chłopcami
wierzącymi, że jeśli będą mili dla urokliwej piętnastolatki ta
wyruszy z nimi na koniu w stronę zachodzącego słońca aby dać się
zerżnąć? Teraz rzucam w nich. Nie, wcale nie dlatego, że jestem
zła bo najlepsza przyjaciółka ruszyła w świat i zaczęła mieć
mnie w dupie. Dlatego, że nie mam najmniejszego zamiaru przespać
się z żadnym z nich - zdążyłam już wypełnić kimś innym brak
w moim życiu, a mężczyźni mogliby wszyscy zdechnąć na miejscu,
może wtedy zrobiliby coś dobrego dla tego świata.
poniedziałek, 9 lutego 2015
czarny wróbel
S N O W P I X I E
wróbel bojący się latać pokryty piórami kruka
Zapoznała
się z realiami życia w cyrku gdy zaczęła uważać, że sprzątanie
po występach jest lepszym losem od mieszkania z wykorzystującym ją,
niechcianym mężem; dziś nic nie łączy dwudziesto-sześcio letnią
kobietę z tamtym życiem, nawet nazwisko. Dostała szansę swojego
życia i przestrogę, że w tym miejscu nikt nie ma czasu na
jakiekolwiek błędy; powtarzano jej to wielokrotnie, uważając
młodą za nieodpowiedzialną, ale filigranowa figura pięknie
prezentowała się w powietrzu, pokryta obcisłym przebraniem
scenicznym, i pewnie trzymała się wiszącego sznurka, bez żadnych
gwarancji bezpieczeństwa pod sobą. Wróbel wypadł z gniazda i
uznał, że latanie jest dla niego zbyt niebezpieczne, więc odział
się w znalezione gdzieś krucze pióra i zaczął udawać kogoś
innego. Pixie spadła raz i nigdy więcej nie odważyła się
powrócić na górę. Cyrk stracił jedną z najpopularniejszych
atrakcji, lecz w tym samym czasie przybyło ich nowych; dziewczyna
straciła uznanie w oczach niektórych członków swojej nowej,
lepszej rodziny, jednak zaczęła wykonywać idealnie pracę na innym
stanowisku udając, że to miejsce było od dawna jej przeznaczone i
że jako stylistka czuje się kompletnie spełniona.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)