piątek, 6 marca 2015

brothers

37 komentarzy:

  1. Caroline do tej pory nigdy nie uważała swoich urodzin za coś godne zapamiętania, gdyż była to tylko okazja przy której przypominała sobie że była już jedną nogą w grobie, jak często powtarzała. Jednak tym razem liczba pięćdziesiąt sprawiała wrażenie tak miło okrągłej, że kobieta, za namową syna, zgodziła się na kupno jakiegoś zapewne niesmacznego tortu z pobliskiej cukierni i na wysłanie zaproszeń do tych paru osób, których widok nie przypominał jej czasów związku z Samuelem, biologicznym ojcem jej syna. Fakt, że jej siostra z mężem mieszkali po drugiej stronie kraju zmusił ją jednak do zadowolenia się obecnością dwójki młodych ludzi, którym była bardzo wdzięczna za znalezienie czasu dla takiej nudnej staruszki, jak ona, oraz godzinną rozmową na Skypie która zapewne jak zawsze zeszłaby na niechciane, otoczone mgłą tory.
    Anthony cieszył się z tego że posiadał kopię kluczy jego rodzinnego domu, gdyż w ten sposób z samego rana udało mu się wejść i schować w lodówce tort, który upiekł całkowicie sam - no, może z malutką pomocą przyjaciółki z branży. Przygotowując matce śniadanie i przypominając, że tego dnia wszyscy musieli jej służyć w absolutnie wszystkim, a ona popijać swoją zieloną herbatę i napawać się szczęściem jednej piątki i jednego zera, udało mu się utrzymać Caroline daleko od absolutnie nie ewidentnej kryjówki swojej małej niespodzianki. Nie mógł już się doczekać aż poszliby do zaprzyjaźnionej restauracji, która w rodzinie Roleywart była tłem wszystkich większych uroczystości, chociaż nielicznych.
    Na tle rozmowy matki z przyjaciółką od serca, która pojawiła się u niej całkiem niespodziewanie, blondyn latał z jednego pokoju do drugiego i starał się jak mógł aby wszystko było pięknie przygotowane. Panie miały swoje herbatki i herbatniki, tort nadal chował się w lodówce, pies miał pełną miskę, ale mimo tego ganiał pod stołem - pozostało wyprasowanie sukienki.
    Był zaledwie w połowie drogi gdy usłyszał dzwonek do drzwi, a chwilę potem matkę wstającą ze swojego krzesła, na co oczywiście nie mógł pozwolić. Odstawił żelazko na bok i szybkim krokiem wyprzedził kobietę, jednym wzrokiem dając jej do zrozumienia, że miała wrócić do swojej przyjemnej rozmowy o wszystkim i o niczym. Sam otworzył drzwi za którymi stała osoba, z którą nie widział się od przynajmniej dziesięciu lat, jeśli nie więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaproszenie na pięćdziesiąte urodziny Caroline było dla bruneta miłym zaskoczeniem. Od kilku dobrych lat ich kontakt ograniczał się wyłącznie do sporadycznych telefonów i bezpiecznych, trywialnych rozmów bez wnikania w szczegóły. Żałował, że tak wszystko się potoczyło, zwłaszcza, że wiele zawdzięczał kobiecie. Była dla niego matką, której nigdy nie miał i nawet wówczas, gdy jej związek z jego ojcem się rozpadł, nie zapomniała o nim. Tak naprawdę to on zawinił i to przez niego zaprzestali spotkań, jednak to właśnie były uroki młodości i nastoletniego buntu. Następnie było zbyt późno by to wszystko naprawiać, a przynajmniej tak zdawało się samemu Blaise’owi, który najzwyczajniej w świecie nie miał do tego typu rzeczy głowy. Cudem było, gdy przypominał sobie by opłacić rachunki na czas, a co tu dopiero mówić o odbudowywaniu relacji syn-przybrana matka.
    Było to ważne wydarzenie i Blaise dopilnował, by o nim nie zapomnieć. Wszędzie w swoim niewielkim mieszkanku ponaklejał samoprzylepne karteczki z datą oraz miejscem, w którym miał się zjawić, włączył budzik na telefonie by wstać przynajmniej przed dwunastą i dodatkowo pochował wszystkie zeszyciki, notesy i stosy walających się kartek by nic nie odwracało jego uwagi.
    Z trudem zwlekł się z łóżka. Jak zwykle zarwał całą noc, starając się cokolwiek nastukać na klawiaturze laptopa, gdyż terminy go goniły a wydawca dzwonił coraz częściej. Bez skutku. Na ekranie komputera widniała pusta strona z jednym wyrazem. Kurwa. Blaise zdecydował się na zimny prysznic, mając nadzieję że to choć trochę go rozbudzi. Wypił dwie kawy, wypalił kilka papierosów i stwierdził w duchu, że tego dnia nie może myśleć o pracy. Musiał się rozluźnić. Musiał zrobić dobre wrażenie. Musiał się postarać.
    O umówionej godzinie zjawił się pod odpowiednim domem. Szczytem elegancji w jego wykonaniu były czarne jeansy, wypuszczona koszula i luźno zawiązany krawat. Stresował się. Nie widział Caroline od co najmniej dwóch lat, nie mówiąc już o Anthonym. Z chłopakiem widział się ostatnim razem jak mieli piętnaście, może szesnaście lat. Od tamtej pory nie miał o nim żadnej wiadomości – nie wiedział jak wygląda, czym się zajmuje, jaki jest. Bał się tego spotkania. Wziął jednak głębszy wdech, zacisnął dłoń na małym pakunku, po czym odważył się zapukać. Usłyszał kroki, jakieś głosy i parę sekund później drzwi otworzył mu wysoki, przystojny mężczyzna. Blaise ledwo rozpoznał w nim Anothony’ego. Uśmiechnął się nieznacznie, lekko skinął głową.
    - Dzień dobry – przywitał się. Bezwiednie przesunął wzrokiem po twarzy blondyna. Anthony zmienił się, lecz zdecydowanie na lepsze. Bosso nie spodziewał się, że z nastolatka którego pamiętał wyrośnie tak elegancki i przystojny młody mężczyzna. Jak za dawnych lat automatycznie poczuł się przy nim mniejszy, pomimo iż górował nad nim wzrostem. On był zawsze tym roztrzepanym, szalonym; Anthony natomiast tym spokojniejszym, lepiej wychowanym. Najwyraźniej w tej kwestii nic się nie zmieniło pomimo upływu lat.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Dzień dobry - odparł, unosząc wzrok na twarz swojego przybranego brata. Ten nawet te jakieś dziesięć lat temu mógł pochwalić się kilkoma centymetrami wzrostu dominacji nad Anthonym, lecz teraz ta liczba zdawała się jedynie powiększyć.
    Szczerze powiedziawszy, blondyn się tego spodziewał: może nie konkretnie dużej różnicy wzrostu, ale ogółem zmian które sprawiłyby, że ciężko byłoby mu odnaleźć w tej twarzy coś rodzinnego. Wprawdzie rysy były te same, teraz jedynie nieco doroślejsze, ale Anthony odnosił wrażenie że wcale nie znał tego człowieka. Zbyt wiele czasu minęło aby mógł pochwalić się taką wiedzą; patrząc na tę twarz nie potrafił stwierdzić nic więcej niż to, co było ewidentne. Nie potrafił zajrzeć głębiej i odnaleźć tam coś, co udowodniłoby mu że z tą samą osobą kiedyś dzielił dach.
    Odsunął się na bok i zaprosił chłopaka do środka, zamykając za nim drzwi i odbierając kurtkę, aby powiesić ją na wieszaku tuż przy wejściu do kuchni. Gotowy był już na ilość uwagi która byłaby poświęcana Blaise'owi i wcale mu to nie przeszkadzało, bo przecież nie musiał być zawsze epicentrum wszystkiego, to także męczyło.
    - Mamo, patrz kto przyszedł - odezwał się wesołym tonem w stronę Caroline, która ponownie siedziała przy stoliku naprzeciw drugiej kobiety. Gdy tylko usłyszała te słowa z radością zerwała się ze swojego miejsca i hałasując swoimi (już nie tak wysokimi jak kiedyś) obcasami niemalże podbiegła do Bossa. Anthony uśmiechnął się kątem ust pod nosem i nawet nie postarał się wsłuchać w lawinę pytań, która zaczęła padać w stronę młodszego z rodzeństwa, tylko zniknął w pokoju obok aby powrócić do swojego prasowania. Ubiór brata jakby przypomniał mu, że on sam jeszcze nie miał na sobie czegoś bardziej eleganckiego, a czasu było coraz mniej.
    Cieszył się, że obecność brata załatałaby tą pustkę, którą do paru tygodni temu miał wypełnić ktoś inny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej przerażała go niezręczność. Tego typu spotkania zawsze łączyły się z pewnego rodzaju dyskomfortem, chociażby na samym początku. Blaise nie wiedział, czego tak naprawdę się spodziewać. Nie wiedział nawet kto był zaproszony – czy będą siedzieć w trójkę, czy zapowiada się może jednak większe towarzystwo. Anthony był dla niego obcym człowiekiem, dziesięć lat to kupa czasu i wiele mogło się zmienić od momentu ich ostatniego spotkania. Poza znajomymi rysami twarzy, niezmiennym uśmiechem i błyskiem w oku, blondyn był dla niego niczym nieznajomy. Kiedyś traktował go jak rodzonego brata, teraz miał mieszane uczucia. Nie był pewien, czy traktować to spotkanie bardziej oficjalnie, czy może jednak na luzie. Bosso jako artysta wszystko analizował, często przejmował się tym, czy nie powinien, a jednocześnie olewał to, co było ważne. Dlatego wszedł do domu z dość niepewnym uśmiechem, nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
    Ostatnimi czasy Blaise miał problemy z kontaktem z innymi ludźmi. Coraz częściej zamykał się w domu, uciekał do samotności. Jego znajomości urywały się, on sam nie odpowiadał na telefony i wiadomości. Dlatego urodziny Caroline były wyzwaniem. Musiał przynajmniej odgrywać pozory normalnego człowieka. Nie antyspołecznego dziwaka, który zamiast wyjść na kolację z dziewczyną, woli ślęczeć godzinami nad skrawkiem papieru.
    Na szczęście jego była-przybrana matka natychmiastowo zaraziła go entuzjazmem. Wygiął usta w szerszym uśmiechu i kulturalnie odpowiadał na pytania zadawane przez kobietę, od czasu do czasu samemu starając się od niej wyciągnąć jakieś informacje. Zajął miejsce w salonie na kanapie, tuż obok znajomej Caroline i pogrążył się w rozmowie z kobietami.
    - Och, zapomniałbym – wtrącił nagle, wyciągając pakunek. Podał go solenizantce z delikatnym uśmiechem i cichą nadzieją, iż prezent przypadnie jej do gustu. Przygotował dla niej tomik z wierszami, które wydały mu się najpiękniejsze i najodpowiedniejsze. Kupił ozdobny notatnik i ręcznie przepisał utwory różnych autorów, na samym początku jednak samemu się rozpisując we wstępie. To miało być jego podziękowanie za te wszystkie lata, podczas których Caroline opiekowała się nim jak własnym synem.
    Nie minęła długa chwila, gdy przeprosił obie kobiety i przeszedł do przedpokoju. Narzucił kurtkę, wsunął buty i wyszedł na ganek by zapalić. Nie potrafił długo wytrzymać bez papierosa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pokoik w którym się znajdował był mały, przez co nikt tak naprawdę nie przywiązywał do niego dużej uwagi - prócz Caroline. Kiedyś był to pokój jej jedynego syna biologicznego, a małe łóżeczko nadal stało w jednym kącie. Co prawda, teraz było zasypane pudłami: ze starymi zabawkami, książkami dla dzieci, zbyt małymi ciuszkami, zeszytami ze szkół. Kiedyś duża część tego co nie było już im potrzebne miała zostać wysłana jako prezent dla synów rodzeństwa, kuzynostwa, przyjaciół: prędko jednak kobieta zrozumiała, że nie mogła tak po prostu rozstać się ze wspomnieniami, bo w tym wieku tylko to jej zostało.
    W pokoju stała także szafa, duża, wysoka, zdecydowanie zbyt pojemna jak na samotnie żyjąca kobietę która właśnie dobiła do swojej pięćdziesiątki. Prócz jej ciuchów, w środku można było znaleźć także garnitury jej ojca, koszule kiedyś niesamowicie modne, buty; na górze natomiast, tuż przy suficie, widniały kolejne pudła, tym razem z albumami zdjęć. Ich ilość była zdecydowanie mniejsza w porównaniu do tej sprzed paru lat, bo niektóre wspomnienia były zbyt bolesne i Caroline po prostu nie potrafiła trzymać ich pod swoim dachem.
    Była tam jeszcze komoda z lustrem i jedno krzesło, a w szufladzie kryły się stare dokumenty, kartki, pocztówki i inne drobnostki, do których przywiązanie sentymentalne było zbyt wielkie aby ktokolwiek mógł je po prostu wyrzucić. W centrum tego bałaganu emocjonalnego stał Anthony przy starej desce do prasowania i ze starym żelazkiem, prasując już nie tak starą sukienkę swojej matki. Gdy skończył, powiesił ją na krześle i otworzył szafę, do której poprzednio schował swoją elegancką koszulę i krawat. Jego własne odbicie w lustrze które pokrywało wnętrzną powierzchnię drzwiczek dotrzymało mu towarzystwa podczas gdy przebierał się w sztucznym świetle starej lampki, która była włączona za każdym razem gdy ktoś przebywał w pokoju z wiecznie zasłoniętym oknem.
    Gdy zawiązał krawat - sztuka, której nauczyła go matka - wziął wyprasowane ubranie i przeszedł ponownie do kuchni, gdzie tym razem nie zauważył brata. Położył materiał na krześle obok Caroline podczas gdy ta wciąż żywie rozmawiała, po czym podniósł jeden herbatnik z talerzyka na wysokość ust. Matka wyprzedziła go zanim mógł wziąć kęs.
    - Blaise jest na ganku - odezwała się z delikatnym uśmiechem, który prawie zawsze w jakiś sposób potrafił zrobić sobie miejsce na jej ustach. Anthony wiedział doskonale, że to zdanie wypowiedziane niby bez powodu miało swój konkretny cel: oznaczało, że powinien jako pierwszy zbliżyć się ponownie do brata po tych wszystkich latach. Blondyn sam wiedział o tym doskonale, bez potrzeby podpowiedzi matki, ale starał sobie dać trochę czasu - musiał być przygotowany na to, że dwunastoletni chłopak z którym kiedyś uwielbiał spędzać popołudnia mógł nie być już tą samą osobą. To musiał być ten moment.
    Przeszedł do przedpokoju tylko po to, aby spojrzeć na te trzy powieszone kurtki i stwierdzić że nie musiał zakładać coś cięższego na tak krótki czas. Otworzył więc drzwi wejściowe i spojrzał w prawo, na swojego brata. Skulony w swojej kurtce, popalał papierosa i to okazało się być pierwszą ewidentną zmianą, którą blondyn zauważył. Zamknął za sobą drzwi i wyszedł na ganek, krzyżując szczelnie ramiona na piersi aby ochronić się przed zimną temperaturą. Przystanął po paru krokach, opierając się jednym ramieniem o ścianę domu.
    - Mama starała się w ogóle ukryć swoją ogromną radość? - zapytał z delikatnym uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dom był tak samo gustowny jak Blaise go zapamiętał. Caroline najwyraźniej nie przeprowadzała żadnego gruntownego remontu, różniły się jedynie drobne detale, przedmioty które służyły za dekorację bądź takie, które co jakiś czas człowiek zmuszony był wymienić. Poza tym miejsce było pełne wspomnień i Blaise przypomniał sobie te wszystko popołudnia, które spędził na zabawach z Anthony’m. Kuchnia przywodziła na myśl przepyszne obiady, jakie gotowała jego przybrana matka i brunet poczuł coś w rodzaju melancholii wypełniającej komórki jego ciała. Tęsknił za tamtymi czasami, gdy wszystko wydawało się łatwiejsze i kiedy mógł powiedzieć tak, mam rodzinę. Teraz wszystko się zmieniło, a Blaise nie był taki pewien czy na lepsze. Jego kontakty z ojcem stawały się coraz rzadsze – James uważał swojego syna za życiowego nieudacznika i nie potrafił zaakceptować drogi, jaką ten postanowił podążać. Nieustannie wypytywał się swojego pierworodnego o dziewczynę, o pracę, o znajomych, a gdy odpowiedzi nie pokrywały się z scenariuszem jaki wybrał dla syna, wybuchała kłótnia. Ojciec nie potrafił zrozumieć, że Blaise woli mieszkać w małym mieszkanku i tworzyć, aniżeli kisić się w dużej korporacji by móc jeździć drogim samochodem. James przelewał swoje ambicje na syna, lecz nie był tego do końca świadom. W rzeczywistości bał się, iż Blaise skończy tak jak on – samotny, z podrzędną pracą, nijakim życiem i zerowymi perspektywami na przyszłość. Zamiast wspierać go, odrzucał. Zamiast dostrzegać jego szczęście, zawsze je negował. Sprawa z ojcem zatem nieustannie męczyła bruneta i teraz, widząc szczęśliwą dwuosobową rodzinę Caroline i Anthony’ego, poczuł ukłucie zazdrości w boku. Jego przybrana-matka i jej syn zawsze wydawali mu się bardzo zgrani, ich wieź była silna, wręcz niezniszczalna. Bosso od małego im tego zazdrościł, lecz kiedyś nie był tego aż tak bardzo świadom. Obecna sytuacja tylko mu o tym przypomniała.
    Zaciągnął się papierosem. Nie mógł tracić humoru, nie mógł zniszczyć Caroline tego dnia. Przyjechał w końcu by wszystko naprawić, odbudować. A przynajmniej postarać się aby ponownie nawiązać nić porozumienia. Bądź co bądź to mogła być dla niego jedyna rodzina. Oni – albo nikt. Ojciec już dawno temu przestał się liczyć, co z resztą sam dał do zrozumienia chłopakowi. James nie pragnął uczestniczyć w życiu „artysty”, co zawsze powtarzał z takim samym zdegustowaniem i wręcz obrzydzeniem.
    Z zamyślenia wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi. Odwrócił głowę i widząc blondyna wygiął usta w lekkim uśmiechu. Podniósł się, przeczesał smukłymi palcami ciemne włosy i ponownie potraktował swoje płuca dymem. Zaśmiał się gdy usłyszał słowa brata.
    - Nie sądzę, dała ujście całym swoim emocjom. Aż przyjemnie się słuchało jej perlistego śmiechu. Już zdążyłem zapomnieć o tym, jak bardzo zaraźliwe jest jej pozytywne nastawienie – przyznał. Rzadko widywał Caroline smutną, od zawsze była pełna energii i wręcz tryskała radością. W przeciwieństwie do jego ojca, który po odejściu kolejnej kobiety stał się całkowitym gburem.
    Blaise przesunął wzrokiem po sylwetce brata. Anthony wymężniał, był schludny i elegancki, wymarzona partia na zięcia. Brunet uśmiechnął się pod nosem na tą myśl. Nie było wątpliwości co do tego, czy jego przybrany brat miał ochotniczki na żonę. Zapewne ustawiały się w kolejce.
    - Zmieniłeś się – powiedział bezwiednie. Zmrużył lekko oczy, przytknął papierosa do ust, wypuścił dym nozdrzami. Zastanawiał się, o co mógłby zapytać Anthony’ego, lecz w tej sytuacji do głowy przychodziły mu wyłącznie banalne pytania, których szczerze nienawidził zadawać. Jak w pracy? Znalazłeś już wybrankę serca? Co u ciebie?. To wszystko było takie proste, takie… prymitywne. A jednak nic ponadto nie przychodziło mu w tym momencie do głowy. Dlatego milczał, pozwalając by te dwa słowa między nimi zawisły.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście, od czasu do czasu figura jego przybranego brata wracała do jego umysłu - z Caroline trudno było o kimkolwiek zapomnieć. Jego matka była niesamowicie rozmowną osobą, otwartą na wszystko, podejmującą każdy temat i nie bojącą się niczego - dodatkowo uśmiechała się zawsze przed wszystkimi, a łzy była w stanie pokazać tylko własnemu synu. W ten sposób w umyśle Anthony'ego nadal był żywy zarówno jego przybrany ojciec, jak i biologiczny, zmarły dziadek, kuzyn który popełnił samobójstwo... Wszyscy, w tym także Blaise. Sam z siebie, Anthony raczej starał się nie zagłębiać za bardzo w teren swoich własnych, najskrytszych myśli. Zdarzało się czasami że spadały na niego niespodziewanie lawiną i przyduszały do podłoża, bo podczas gdy pod wzrokiem mamy był największym darem, który Bóg mógł jej dać, on sam musiał pozwolić sobie na parę momentów odskoczni od obowiązków, a zdarzało się to tylko i wyłącznie pomiędzy jego czterema ścianami. Caroline wiedziała że coś tam sobie bazgrał na jakichś latających papierkach, ale nigdy czegoś spod jego dłoni na oczy nie widziała i skoro on sam jeszcze nie zapytał się o jej opinię, wolała nie ingerować w sytuację.
    Mimo wszystkiego, chłopak nie potrafił sobie wyobrazić jakie życie jego brat mógł mieć - jaką pracę, jakie zainteresowania, jakie mieszkanie, jakiego pupila, jaką drugą połówkę. Miał jednak wrażenie, że cokolwiek by próbował zgadnąć byłoby jednym wielkim błędem, bo pusta przestrzeń pomiędzy nimi była po prostu zbyt wielka. Był jednak ciekawy, bardzo - dlatego też w tym momencie przyglądał się i próbował zrozumieć coś, cokolwiek o człowieku który stał przed nim. Słowa brata utwierdziły go w przekonaniu, że oboje myśleli właśnie o tym samym.
    - Ja? - odezwał się, nie do końca przekonany. Czy naprawdę wiele było różnic pomiędzy szesnastolatkiem a mężczyzną, którym był teraz? Cóż, prócz braku obecności nastoletniego buntu nie potrafił znaleźć ich wiele. Nawet to niezadowolenie, które cicho i skrycie w nim rosło zdawało się należeć do niego od zawsze... Ale może nie od niego zależała ocena, może ludzie z zewnątrz, ci których nie było codziennie, mogli stwierdzić coś na jego temat z większą pewnością.
    - Nie wiem - stwierdził wreszcie, po czym jego wzrok jakby automatycznie podążył za dymem papierosowym. Po raz pierwszy widział brata z tytoniem między ustami. - Dawno zacząłeś palić?

    OdpowiedzUsuń
  8. Blaise natomiast zupełnie nie poruszał tego tematu z ojcem. James był wybitnie uczulony na każdą chociażby wzmiankę dotyczącą kobiet, z którymi niegdyś był. Prędzej czy później wszystkie jego związki rozpadały się. Początkowo były idealne, następnie pojawiało się drobne zarysowanie, które kolejno przekształcało się w całą sieć zadrapań i pęknięć. Wreszcie rozpadało się na miliony kawałków, a James zostawał sam z malcem, który nie do końca wówczas rozumiał dlaczego kolejna mamusia odchodzi. To samo tyczyło się tematu matki Blaise’a. Każda próba nawiązania konwersacji w tym kierunku, kończyła się kłótnią i dniami milczenia. James powtarzał, że jedyne co brunet ma wiedzieć na temat swojej rodzicielki to fakt, iż porzuciła ich obu gdy Blaise miał dwa latka. Zniknęła. Rozpłynęła się bez śladu. Zostawiła wyłącznie liścik, którego chłopak jednak nigdy nie widział. Nie był nawet w stu procentach pewien, czy wersja jego ojca jest prawdziwa. Po latach prób kończących się fiaskiem przestał jej szukać. Była mu już obojętna. Skoro odrzuciła go tak wcześnie, z jakiej racji miałby ją odszukiwać.
    Kiedy miał gorsze dni często wspominał okres, kiedy James był jeszcze z Caroline i gdy mogli pochwalić się normalną rodziną. Z pozoru starał się nie pokazywać jak bardzo go to boli, wewnątrz jednak w kółko wałkował ten motyw. Brakowało mu kogoś do rozmowy. Kogoś, kto byłby z niego dumny, kto doceniłby jego starania. Wiedział, że to przez te wszystkie przejścia stał się tak bardzo aspołeczny. Wizja kolejnego odrzucenia była zbyt bolesna, by mógł pozwolić jej się spełnić. Dlatego też uzależnił się od samotności. Czasem nawet stwierdzał ze śmiechem, że negatywne emocje mu służą, bowiem dzięki nim ma jeszcze o czym pisać. Gdyby jego życie było kolorowe, to o czym by miał tworzyć? O wspaniałych kolacjach w gronie najbliższych? O matczynej miłości? Nie. Dobro i szczęście się nie sprzedawało, natomiast tragedia i owszem. Dlatego mógł tworzyć. Powinien być wdzięczny za całe nieszczęście, jakie go spotykało. Może ta ciemna chmura nad jego osobą była darem, nie przekleństwem?
    Skinął lekko głową.
    - Chociaż mam wrażenie, że niektóre rzeczy pozostały niezmienne. Twój kontakt z mamą. Grzeczność. Ułożenie – powiedział powoli, zagryzając wargę. – Brakuje jednak tego błysku szaleństwa w oku. Jak mniemam wyrosłeś z tego i pozostawiłeś młodzieńczy bunt za sobą – dodał po chwili, uśmiechając się nieco szerzej.
    - Och, jakieś siedem… Może osiem lat temu – przyznał powoli, choć nie był tego do końca pewien. Zaczęło się niewinnie – jeden papieros na imprezie. Potem samo poleciało i skończyło się na paczce dziennie. W trakcie dobrych humorów paczce na dwa dni.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z początku nastoletni Anthony był zły na cały świat dlatego, że wszystko musiało potoczyć się w ten, a nie w inny sposób - miał dość ciągłych zmian, braku jakiejś figury ojcowskiej, niestabilności ludzi w jego życiu. Szesnastolatek z rochwianymi emocjami potrzebował czegoś konkretnego, stałego punktu i wtedy jeszcze nie uważał matkę za możliwą opcję, ale to szybko się zmieniło. Wdzięczność w stronę Caroline i zrozumienie co do całego wysiłku, który włożyła w to, aby blondyn wyszedł na ludzi szybko zostay przyjęte, a sam Anthony stał się nieco mniej zły. Negatywne uczucia wprawdzie ciągle się w nim burzyły, ale wolał ich nie rozdrapywać, w przeciwnym razie mogło się to nieciekawie skończyć. Te, którym udawało się wyjść na zewnątrz były pod niewinną formą słów na papierze które nie mogły nikomu nic złego zrobić, jeśli nie jemu samemu. Nie przepadał bowiem za czytaniem tego, co w momentach nagłej złości czy smutku rzucił na papier: przypominało mu to o przeszłości, która przecież powinna pozostać przeszłością. On wolał żyć tu i teraz, jasno wiedzieć co miał do wykonania, a latające kartki nie były uważane za hobby czy zabijacz czasu, czy nawet jako możliwość pracy, ale po prostu jako sposób aby się nie udusić.
    Uśmiechnął się kątem ust szerzej niż poprzednio, może nawet trochę zadziornie. Wiedział dokładnie, co jego brat miał na myśli - jego własny sposób bycia był przecież ewidentny dla wszystkich dookoła, nawet dla niego samego i nigdy nie próbował się przed tym bronić.
    - Życie jest teraz spokojne, a przynajmniej moje - odparł, wciąż opierając się o ścianę z głową pochyloną na jeden bok. - Czasami może nawet za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Blaise nie był zły. Nie miał pretensji do ojca, że jego związki rozpadają się i każda kobieta prędzej czy później pakuje swoje rzeczy I się wyprowadza. Z resztą patrząc na Jamesa z boku, obserwując jego charakter, wcale nie dziwił się jego chwilowym macochom. On sam tylko czekał na ukończenie liceum i rozpoczęcie własnego życia z dala od ojca. Niemniej jednak nie chodziło tu o gniew. Bardziej o żal, uczucie odrzucenia. Żal o to, że James nie potrafił mu niczego wyjaśnić, że ignorował syna od samego początku. Zamiast rozmowy, wybierał machnięcie dłonią i zajęcie się własnymi sprawami. Z tego typu rodzin pochodziły głównie dwie grupy ludzi: recydywiści, których rodzice mieli daleko w poważaniu działania swoich potomków oraz zamknięci w sobie wrażliwcy, mający problem z własnym „ja” i uczuciami. Blaise oczywiście należał do tej drugiej grupy. Na przestrzeni lat i tak zrobił postępy, przestał przejmować się wieloma rzeczami i nauczył się mówić co myśli na dany temat. Choć to, czy się wypowie, zależało w głównej mierze od jego humoru. Był w końcu w stanie w ogóle się nie odzywać, co często jeszcze bardziej rozdrażniało innych.
    Brunet zgasił papierosa o kostkę, a następnie wyrzucił gdzieś za ogrodzenie. Wyprostował się i przeniósł ponownie wzrok na swojego brata.
    - Lepszy spokój niż problemy – stwierdził swobodnie, lekko wzruszając ramionami.
    - Wracamy? – spytał, wzrokiem wskazując na drzwi do domu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anthony natomiast nie do końca rozumiał powodów rozpadów jedynych dwóch małżeństw w których w trakcie swojego życia znalazła się jego matka. Caroline była wspaniałą osobą i jedyne, co można było jej zarzucić to zbyt wielka gadatliwość lub determinacja, która czasami mogła przekształcić się w naprawdę uparty charakter. Dla blondyna ewidentne było, że złamane serce było tylko i wyłącznie winą źle dobranych mężczyzn na których on sam, szczerze powiedziawszy, nawet nie zawiesiłby oka gdyby był w ich wieku. Może były to tylko jego własne przeczucia, ale zarówno James, jak i Samuel - którego zdarzało mu się jeszcze widzieć od czasu do czasu, najczęściej czystym przypadkiem - błyszczeli aurą, która nie do końca była czysta. Ale co zrobić? Serce przecież nie sługa. Anthony obawiał się, że nieszczęście jego matki do mężczyzn mogło być kolejną cechą którą po niej odziedziczył i po ostatnim incydencie coraz bardziej przeczuwał, że mogło to być prawdą.
    Blaise może miał rację, a może nie. Blondyn sam nie potrafił tego stwierdzić, bo mimo swojego ułożenia uważał monotonię za swojego największego wroga i starał się od czasu do czasu zrobić coś innego, niż swoją malutką pracę dziennikarską czy spotkania z przyjaciółmi w kawiarni należącej do przyjaciółki jego rodziny, ale nie zawsze się to udawało. Czasami nie czuł się na siłach, czasami nie był w humorze, czasami miał jakieś obowiązki, czasami wolał po prostu przestać istnieć dla wszystkich innych dookoła na jeden weekend. Spokój był lepszy od problemów, ale monotonia była zabójcza i Anthony czasami przyłapywał się na myśleniu, że mógłby zrobić wiele aby tylko ją przerwać.
    Przytaknął bratu ruchem głowy i odsunął się od ściany, podchodząc ponownie do drzwi. Cieszył się, że wracał na moment do ciepłego wnętrza mimo tego, że niedługo ponownie by wyszli. Nacisnął na klamkę i wszedł do przedpokoju, jednak tam na moment odwrócił się ponownie w stronę brata.
    - Pamiętasz może jak wyobrażałeś sobie swoje życie jako dziecko i później jako nastolatek? - zapytał. - Ja tak. Żadna z wizji nie jest bliska temu, co przeżywam teraz. Może tak lepiej, chociaż...
    Nie zdążył skończyć, bo chwilę później w przejściu od przedpokoju do salonu pojawiła się Caroline, ubrana już w kremową sukienkę przygotowaną specjalnie na tą okazję. Otworzyła ramiona i obróciła się na własnej osi dwa razy z entuzjazmem, nadal nieźle radząc sobie z obcasami. Jej syn uśmiechnął się szeroko na ten widok, automatycznie robiąc krok do przodu aby przytulić ją i pocałować w policzek.
    - Cudnie wyglądasz - odezwał się cicho, jakby ten sekret był skierowany tylko do niej. Gdy ponownie się oddalił, Caroline pogładziła go po policzku.
    - Anne stwierdziła, że też chciałaby wybrać się z nami do restauracji - odezwała się kobieta, patrząc raz na jednego, raz na drugiego z synów. - Jest z tym dla was jakiś problem? Tony, zmieścimy się wszyscy w aucie? - zapytała.
    - Dla mnie żaden problem - odparł blondyn wzruszając delikatnie ramionami, po czym spojrzał w stronę Blaise'a, oczekując od niego potwierdzenia. - Ale - wznowił chwilę później, jakby dopiero teraz przypominając sobie o tym małym szczególe. - Zanim pojedziemy, coś jeszcze, mamo, na ciebie czeka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bosso nie musiałby się długo zastanawiać, gdyby ktoś zapytał go o powód rozpadu wszystkich związków jego ojca. Z automatu odpowiedziałby, że to wina ciężkiego charakteru Jamesa i jego specyficznego podejścia do życia. Na początku być może wydawał się nieszkodliwy, jednak po pewnym czasie urok przestawał działać i na dłuższą metę nie dało się z nim wytrzymać. Blaise miał pewne podejrzenia co do podłoża zachowania ojca, lecz nie był skory do dzielenia się nimi. W duchu jednak przeczuwał, iż to wszystko ma związek z jego matką, której zdjęcie James wciąż przechowywał w szafce nocnej i tą samą wersję w mniejszym formacie w portfelu. Mimo, że starał się ten fakt zataić, Blaise dostrzegł to już jako dziecka i zdołał z czasem połączyć fakty. Nigdy jednak się do tego nie przyznawał, bo gdyby ojciec dowiedział się, że jego pierworodny robi mu całą analizę psychologiczną, najprawdopodobniej wpadłby w dziką furię. Co do Caroline – brunet był pewien, iż była zbyt temperamentna dla jego ojca. Ona – wulkan pozytywnej energii, on – gbur, u którego niemal nikt nie potrafił wywołać uśmiechu. Prędzej czy później musiało się to zakończyć. Rozgadana Caroline stała się uciążliwa dla mężczyzny, który cenił sobie święty spokój, natomiast ją przeraził fakt, iż jej partner nie potrafi się choć na moment wyluzować. Cóż… ten związek był skazany na porażkę. Szkoda, że wszyscy się przekonali o tym wówczas, gdy było już za późno.
    Brunet nie narzekał na monotonię, wręcz przeciwnie. Nigdy nie wiedział kiedy natchnie go wena, kiedy zadzwoni telefon od wydawcy. Nie wiedział, czy w przyszłym miesiącu zdoła zapłacić za czynsz i czy starczy mu na jedzenie. Nie wiedział, czy pięć tabletek na raz w końcu go zabije czy to wciąż będzie za mało. Często nie wiedział w czyim mieszkaniu się budzi albo kto leży obok niego, nie wiedział co się działo poprzedniej nocy, ani co będzie się działo podczas kolejnej. Jego życie było niestałe. Blaise był uosobieniem chaosu. I sprzeczności.
    Zaskoczyły go słowa blondyna. Z jednej strony nawiązywały do wcześniejszej rozmowy, a drugiej były jakby odległe. Pogłębiały temat w bardziej prywatny sposób. Nie brzmiały jak banalne wprowadzenie do zwykłej konwersacji. Zapowiadały coś wręcz intymnego. Blaise już rozchylił usta by odpowiedzieć, kiedy Caroline wkroczyła do przedpokoju. Zawsze wyglądała niesamowicie (co z resztą Anthony po niej przejął), lecz tym razem przeszła samą siebie. Na twarz bruneta mimowolnie wkroczył szeroki uśmiech.
    - Przepięknie – powiedział, całkowicie oczarowany.
    - Dla mnie również żaden problem – dodał szybko, słysząc pytanie.
    Był już gotowy do wyjścia, kiedy Tony wspomniał o niespodziance. Blaise odsunął się zatem od drzwi wejściowych i podążył wzrokiem za bratem, który zniknął w kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ujmując nadgarstek matki w dłoni, zaprowadził ją do salonu. Tam odsunął jedno z krzeseł od dużego drewnianego stołu - to, które było mniej więcej na środku - i posadził ją na nim mówiąc, aby cierpliwie poczekała. Tymczasem zarówno Anne, jak i Blaise podążyli za nim do pokoju; on ponownie zniknął w korytarzu i odwiedził pierw własny dziecięcy pokoik, gdzie z części szafy należącej do jego dziadka wyciągnął pudełko zgrabnie owinięte w ozdobny papier, a następnie wrócił do salonu. Z tajemniczym uśmiechem postawił prezent na stole, jednym spojrzeniem dając Caroline do zrozumienia, że nie miała pozwolenia go dotykać zanim wróciłby do nich; dopiero wtedy skierował się do kuchni. Pospiesznie otworzył lodówkę i wyciągnął z niej jeszcze zapakowany ładnie sernik - ulubiony placek jego mamy i na szczęście specjalność Elisabeth. Podczas tego wszystkiego zastanawiał się, czy Caroline przypadkiem nie dowiedziała się o tym drobnym symbole uroczystości już wcześniej ale nie powiedziała słowo na ten temat tylko po to, aby nie zrobić mu przykrości. Zupełnie tak samo jak, gdy był mały, dawała mu wygrywać w Monopoly płacąc więcej niż powinna lub w Scrabble podpowiadając mu słowa o których istnieniu jeszcze nie wiedział.
    Odpakował tort, na którym co prawda nie było żadnych świeczek czy innego licznika lat jego rodzicielki zważywszy na to, że Anthony uznał to za niepotrzebną nieprzyjemność; był on już na dość ładnej, złotej tacy, więc zdecydował że nadszedł czas na punkt kulminacyjny. Poprawił jeszcze sobie krawat zanim wszedł ponownie do salonu z ogromnym uśmiechem na ustach, a Caroline aż wstała ze swojego miejsca i klasnęła w dłonie. Poczekała aż syn postawił tort przed nią na stole zanim mocno go do siebie przytuliła i niemalże pozbawiła tchu.
    - Wcale nie musiałeś! - wykrzyknęła, chociaż po tonie jej głosu ewidentne było, że bardzo ją to ucieszyło. Odsunęła się od niego i spojrzała raz na sernik, a następnie na resztę obecnych wzrokiem który mówił "patrzcie na najlepszego syna na świecie, ja go wychowałam" w całkiem niepretensjonalny, lecz radosny sposób.
    - Skubanie niesmacznego tortu ze spożywczaka wieczorem w samotności to jednak nie to samo, co sernik domowej roboty z dwójką synów i najlepszą przyjaciółką - odezwał się Anthony, znikając ponownie w kuchni. Pospiesznie wziął w jedną dłoń cztery talerzyki i cztery łyżeczki, a do drugiej nóż do ciast; gdy powrócił do gości rozłożył talerzyki i sztućce i zanim Caroline mogła wziąć się za krojenie sernika, jednym spojrzeniem przypomniał jej kto tego dnia komu usługiwał. Rzucił okiem na prezent, który na moment zdawał się być zapomniany i wyobraził sobie jak jego matka ucieszyłaby się w momencie rozpakowania wymarzonych butów na obcasie i jak dobrze wyglądałaby w nich zamiast tych już starych, które miała na sobie.
    - Ja się tym zajmę, ty bierz prezent.

    OdpowiedzUsuń
  14. Brunet bez słowa przeszedł do salonu, ciekaw co Tony przygotował dla mamy. Teraz całe spotkanie nabrało jeszcze bardziej uroczystego tonu, a dodatkowo atmosfera wypełniła się przyjemnym oczekiwaniem na niespodziankę. Gdy tylko blondyn wyszedł z salonu, potok słów wylał się spomiędzy ust Caroline, która dopytywała się zarówno jego, jak i Anne czy przypadkiem wiedzą, co też jej ukochany syn wykombinował. Oboje ze śmiechem wzruszali ramionami i kręcili głowami, nie mając pojęcia co ich czeka. Blaise’owi aż miło obserwowało się radosną Caroline, choć taki natłok pozytywnych uczuć nieco go przytłaczał. Za dużo radości jak na jeden moment i jedno miejsce, w końcu był przyzwyczajony do nieco innego stanu rzeczy. Mimo to próbował wyłączyć myślenie i skupić się na szczęściu solenizantki, która z emocji wierciła się na krześle jak mała dziewczynka wyczekująca wymarzonego prezentu. Caroline stanowiła w tym momencie idealną wizję nadającą się do uwiecznienia na płótnie lub kartce papieru i Bosso musiał się powstrzymywać, by nie sięgnąć po jakąś serwetkę i długopis. Zamiast tego starał się zapamiętać ten obraz w głowie, aby następnie móc go odtworzyć w zaciszu swojego mieszkania. Może najwyższy czas by do stosu jego ponurych szkiców i przygnębiających wierszy dodać coś z nutką zadowolenia i uśmiechu?
    Starannie zapakowany prezent skupił na sobie całą uwagę trzech osób w pomieszczeniu. Skoro jednak Caroline nie mogła go jeszcze odpakować, wznowiła rozmowę o tym, co jeszcze Tony mógł wymyślić. W tym momencie blondyn wkroczył do salonu z przepięknie zdobionym ciastem, na którego sam widok człowiek robił się głodny. Nic dziwnego, że jego rodzicielka aż podskoczyła z radości. Nawet Anne miała łzy wzruszenia w oczach, gdy Caroline ściskała syna w podziękowaniu za niespodziankę.
    Być może gdyby Blaise był normalnym facetem tysiąc myśli nie atakowałoby go w tejże chwili, kłując i masakrując każde wrażliwsze miejsce w jego umyśle. Nie potrafił się w pełni cieszyć, bez delikatnego uczucia zazdrości, które pojawiło się w momencie przekroczenia progu tego domu. Teraz jedynie sięgało apogeum. To było właśnie najgorsze i tego najbardziej sam w sobie nienawidził – sprzeczne uczucia bombardującego go w jednym momencie. Z jednej strony żałował, że to nie on jest na miejscu Tony’ego, że to nie on ma kochającą matkę i zgraną rodzinę. Z drugiej wiedział, że zarówno Tony, jak i Caroline na to zasługują. Co więcej, był wdzięczny za to, że może być współuczestnikiem tego zdarzenia i że został wzięty pod uwagę. Korzystając z tego, iż wszyscy byli zaabsorbowani prezentem, sięgnął do kieszeni spodni i wyjął tabletkę, którą niepostrzeżenie połknął. Już czuł jak ból głowy narasta i wolał zdusić go w zarodku. Migrena była nieodłącznym elementem jego życia i wiedział, że jest ona spowodowana natłokiem myśli, analizowaniem wszystkiego zawsze i wszędzie.
    Otrząsnął się. Wrócił do rzeczywistości. Ponownie wygiął usta w uśmiechu i podszedł bliżej, by móc obserwować jak Caroline otwiera prezent. W momencie gdy pudełko opadło i jej oczom ukazała się para przepięknych butów, łzy zalśniły w jej oczach i powoli spłynęły po rumianych policzkach. Kobieta rzuciła się w ramiona syna, mocno go ściskając.

    OdpowiedzUsuń
  15. Anthony nie zwracał w tym momencie dużo uwagi na cokolwiek, co nie było jego matką i tym, jak bardzo się z tego wszystkiego cieszyła. To był jej dzień i chłopak był bardzo szczęśliwy, że mógł w nim uczestniczyć w ten sposób - czuł bowiem że Caroline naprawdę się to należało. Mimo tego że wiele osób w jego wieku by się do tego nie przyznało, on otwarcie pokazywał że mama była najważniejszą osobą w jego życiu nie tylko dlatego, że dała mu życie ale przede wszystkim dlatego, że nauczyła go jak żyć - i to raczej nie zanosiło się na jakiekolwiek zmiany w najbliższym czasie. Nie ważne jak blisko mógł być z przyjaciółmi, wdzięczność którą czuł do tej kobiety była większa niż cokolwiek, co do tej pory poczuł, a na drugim miejscu widniały jego wewnętrzne burze.
    Caroline ścisnęła go po raz kolejny i Anthony nie mógł powstrzymać niesamowicie szerokiego uśmiechu, który sam cisnął mu się na ustach podczas gdy kobieta kołysała się z nim na prawą i na lewą stronę. Trochę jej zeszło zanim się od niego odsunęła i wierzchem dłoni wytarła ostrożnie skórę pod oczami, tym razem podchodząc do Anne z pudełkiem z butami w ramionach. W międzyczasie blondyn zaczął kroić sernik na dużo równych części, po czym położył je na cztery talerzyki: dwa z nich położył na stole przy dwójce kobiet, które razem zachwycały się parą butów i eksponowały swoją typowo kobiecą stronę zainteresowań, jeden wziął dla siebie i ostatni wręczył Blaise'owi, który wciąż stał o parę kroków oddalony od stołu. Uśmiechnął się do niego delikatnie stając obok niego i nie było w tym nic dziwnego, bo tego dnia po prostu nie potrafił inaczej.
    - Jakoś nie wpadłem na pomysł z wierszami, a mogłem - odezwał się do brata. Nawet w młodości, to właśnie on zawsze wymyślał najprzeróżniejsze zabawy i plany działania, które może i w realnym świecie nie sprawdzały się tak dobrze, jak w wyobrażeniach dwóch dzieciaków, ale wciąż były lepsze od tego co wymyślał Anthony. On potrafił jedynie opisywać rzeczywistość, nierzadko w jakieś niecodzienne sposoby, ale nie był w stanie pójść dalej. - Od zawsze kradniesz mi pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  16. Blaise wcale się temu nie dziwił, na miejscu Tony’ego zapewne każdy zachowałby się tak samo. To był dzień Caroline i należało jej się wszystko co najlepsze, nie dziwota więc że jej syn pragnął właśnie to jej ofiarować. To ona i jej szczęście miały być tego dnia na pierwszym miejsce, miały skupiać całą uwagę obecnych. W końcu po to się przecież spotkali – by celebrować okrągłą pięćdziesiątkę, która i tak jakoś nie pasowała do ich matki. W wypadku Caroline liczba ta figurowała wyłącznie na papierze, nie mając żadnego odniesienia do rzeczywistości. Kobieta ani nie wyglądała na swoje lata, ani tak się nie zachowywała. Ważny był duch młodości, który mieszkał w Caroline i nie dawał o sobie zapomnieć. Brunet właśnie to w niej podziwiał i admirował. Choć był niemal przekonany, że sam w tym wieku albo już nie będzie żył, albo będzie jeszcze większym outsiderem niż dotychczas, albo (ostatnia wersja) zamieni się w kopię Bukowskiego, to i tak zachowanie kobiety stanowiło dla niego ideał starzenia się. Był pewien, że on sam go nie osiągnie, miło jednak było obserwować jak dotyka on jego najbliższych.
    Przyjemnie się patrzyło na scenę rodem z filmowej sielanki. Na moment udało mu się odepchnąć wszystkie nieprzyjemne myśli, w czym z pewnością pomogła magiczna tabletka. Stał, obserwował i szczerze się uśmiechał na widok scenki dziejącej się przed jego oczyma. Łzy w oczach Caroline, iskierki radości igrające w tęczówkach i uśmiech od ucha do ucha sprawił, że Blaise naprawdę był wdzięczny, iż jest tego świadkiem. Nie było nic piękniejszego niż sprawianie drugiej osobie tyle szczęścia.
    Odebrał od Tony’ego talerzyk z sernikiem i skinął lekko głową w geście podziękowania. Ukroił kawałek ciasta łyżeczką i spróbował, w myślach przyznając że już od dawna nie jadł tak dobrego łakocia. Odkąd mieszkał sam rzadko pozwalał sobie na tego typu przysmaki.
    Zaśmiał się na wzmiankę o kradzieży i wywrócił teatralnie oczyma.
    - Jeżeli jest tylko jedna rzecz w życiu, jaka wychodzi ci mniej beznadziejnie niż pozostałe, to od razu o niej myślisz – stwierdził żartobliwie, uśmiechając się pod nosem.
    - Ty natomiast kradłeś serca wszystkich koleżanek mamy i przez to dostawałeś więcej cukierków – dodał, udając oburzenie. Zaraz jednak jego twarz ponownie się rozpogodziła.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ukroił kawałek sernika ze swojej porcji i uniósł łyżeczkę na wysokość ust, jednak wtedy spojrzał na brata tak, jakby był z siebie niesamowicie dumny.
    - Ale zawsze się z tobą dzieliłem! Jestem niemalże pewien, że teraz nadeszła twoja kolej - odparł, po czym skosztował wypieku przy którym pomógł Elisabeth, po raz pierwszy z zadowoleniem stwierdzając że dziewczyna miała talent. Na szczęście nie musiał jej prosić także o pomoc w wyborze prezentu, który widniał już jasno w jego głowie odkąd Caroline tylko wskazała mu tą parę butów w sklepie, w którym byli razem w Nowy Rok.
    Anthony lubił wspominać swoje dzieciństwo spędzone z Blaisem, bo był to zdecydowanie dość wesoły okres jego życia. Wtedy jego mama jeszcze czuła się szczęśliwa przy swoim partnerze, a obecność Jamesa automatycznie odstraszała Samuela, który w przeciwnym wypadku lubił składać im niezapowiedziane wizyty, niekoniecznie miłe. Blondyn nie przepadał za swoim biologicznym ojcem, wręcz go nie znosił: mężczyźnie po pięćdziesiątce wydawało się że nadal po tych wszystkich latach miał do niego jakiekolwiek prawa rodzicielskie, że mógł tak po prostu domagać się jakiegoś kontaktu. Trauma, którą mały Tony przeżył w przeszłości była jednak zbyt duża, aby nawet teraz mógł na niego spojrzeć i nie poczuć wielkiego niesmaku; strach zniknął wraz z buntem nastoletnim, bo teraz był pewien własnych możliwości.
    Po paru kęsach ponownie spojrzał na brata i zdał sobie sprawę z tego, że wcześniej może niezbyt dokładnie mu się przyjrzał, bo teraz do oka doskoczył mu nowy szczegół: tatuaż na prawej stronie szyi. Był umieszczony w takim miejscu, którego nie dało się przykryć żadnym kołnierzem, więc ewidentnie odstawał od eleganckiej koszuli. Anthony wyciągnął łyżeczkę z buzi i zwrócił uwagę na ten rysunek.
    - Widzę, że mój mały braciszek lubi się dziarać - odezwał się na tle kobiet wciąż rozmawiających o prezencie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dwudziestopięciolatek prychnął pod nosem, jak gdyby zupełnie oburzony słowami brata. Oboje jednak wiedzieli, że Tony ma rację. Pomimo, iż nie byli biologicznym rodzeństwem, w dzieciństwie bardzo łatwo się zgrali. Zatem kiedy jeden z nich dostawał większą porcję bądź jakiś prezent w postaci słodyczy, zawsze dzielił się z tym drugim. Faktem było, że to blondyn był od zawsze ulubieńcem wszystkich koleżanek Caroline, małym aniołkiem, o którym marzyła każda matka. Nie było w tym nic dziwnego zważając na to, iż przyjaciółki ich mamy znały Tony’ego o wiele dłużej niż bruneta i zdążyły się już w nim po uszy zakochać. Ponadto Blaise był dość nieśmiałym dzieckiem, więc kiedy salon był tłumnie wypełniony, on znikał w swoim pokoju i niejednokrotnie omijały go słodycze przemycane przez ciotki. Bosso nie odczuwał jednak jakiejś niesprawiedliwości, bowiem starszy brat zawsze przynosił mu ciastka czy cukierki, które pojawiały się na zastawionym dla gości stole.
    On także wspominał tamte lata z uśmiechem na ustach. Mimo, iż szczęście nie trwało specjalnie długo, był wdzięczny za tę namiastkę prawdziwej rodziny. Dzięki Caroline i jej synowi przynajmniej część jego dzieciństwa była radosna i spełniona. W tamtym okresie nawet James zmienił nieco swoje zachowanie, toteż Blaise naprawdę wiele zawdzięczał kobiecie. Często zastanawiał się jak jego życie wyglądałoby gdyby nie pojawienie się Caroline i dochodził do szczerze przygnębiających scenariuszy, w które lepiej było się nie wgłębiać.
    Na wzmiankę o tatuażu bezwiednie przesunął dłonią po prawym boku swojej szyi, na której wytatuowany miał jeden z symboli pochodzących z mitologii nordyckiej. Uśmiechnął się niepewnie pod nosem. Zdołał zapomnieć, że Caroline i Anthony jeszcze nie widzieli jego dzieł sztuki na skórze, i tak właściwie zupełnie nie mieli pojęcia o jego zainteresowaniach dziarami czy kolczykami. Dla niego była to tak oczywista sprawa, że nie pomyślał nawet, iż może zostać o to zapytany.
    - Płótno jest drogie, na papier idzie zbyt wiele drzew, trzeba więc samemu stać się materiałem – powiedział żartobliwie, spoglądając na brata. W tym momencie dotarło do niego, jak bardzo różnili się pod samym względem fizycznym. Blondyn wyglądał jak na dorosłego mężczyznę przystało, schludnie, elegancko w ciemnym garniturze. On natomiast wciąż jak trochę zbuntowany nastolatek, tyle że z ostrzejszymi rysami twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mały Tony tak naprawdę nigdy nie robił różnicy między tym, czy Blaise był jego prawdziwym bratem czy nie. Nie obchodziło go to, czy osoba z którą spędzał większość swoich popołudni, z którą dzielił się nie tylko słodyczami, ale i miejscem pod dachem oraz uwagą Caroline, miała w żyłach tą samą krew co on. Od zawsze był bardziej przywiązany do emocjonalnego wymiaru pojęcia rodziny, do której dla niego przybrany brat jak najbardziej należał, a biologiczny ojciec w ogóle. Nie odczuwał przy tym żadnych braków czy dyskomfortu, bo tak miało być.
    Odwrócił na moment ponownie wzrok na matkę i Anne, które zamiast próbować "jego" wypieku nadal rozmawiały o butach. Mężczyzna potrząsnął parę razy głową, chociaż tego dnia nie było mowy o tym, aby z jego twarzy zniknął uśmiech. Ach, kobiety. Ciekawy był, czy gdyby nie jego seksualność w ogóle był w stanie wytrzymać z jakąkolwiek w związku.
    - Ja się dla ciebie fatyguję, a ty nawet tego nie chcesz docenić - mruknął udawanie rozdrażnionym tonem w stronę swojej mamy. W zasadzie w normalnych sytuacjach udawanie kogoś innego wychodziło mu dość dobrze, ale tego dnia nie miał czasu na zamartwianie się takimi drobnostkami. Caroline, wciąż rozmawiając, podniosła na niego swój roześmiany wzrok i dopiero po chwili dwie przyjaciółki wzięły do rąk swoje talerzyki.
    Anthony natomiast kończył już swoją porcję. Uwielbiał wszelkie słodkości, chociaż nie pozwalał sobie na nie zbyt często: starał się dbać o swój wygląd i gdy już udało mu się spiąć pośladki i wziąć się za trochę siłowni mimo tego, że nawet jako dziecko nie przepadał za żadną aktywnością fizyczną, podczas której nie używał piłki, gdy zaczął widzieć pierwsze efekty najzwyczajniej w świecie szkoda mu było je zaprzepaścić łakomstwem. Z czasem przyzwyczaił się do tego, że musiał swój limit oszczędzać na wizyty rodzinne, podczas których z grzeczności musiał wpychać w siebie najprzeróżniejsze rodzaje łakoci.
    - Nie znam się bardzo na tym - przyznał, powracając spojrzeniem na brata. Przeanalizował nim jeszcze rysunek który miał na jednym boku szyi dochodząc do wniosku, że estetycznie mu się podobał, ale tak naprawdę nie miał pojęcia czym był. - Ma to jakieś znaczenie symboliczne, emocjonalne czy coś takiego?

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedy ich rodzice się zeszli, oboje byli jeszcze dość mali. Dla dzieci w takim wieku więzy krwi nie mają znaczenia. Ważniejsze jest czy są się w stanie dogadać. W ich wypadku tak właśnie było. Nie kłócili się o zabawki, jeden na drugiego nie donosił i nie mieli problemów z koegzystowaniem. Nie wiadomo było jak ta sama sytuacja wyglądałaby, gdyby oboje byli już w wieku nastoletnim. Jest to w końcu okres buntu i osobie z buzującymi hormonami często ciężko jest zaakceptować obcych ludzi w dotychczas pustym mieszkaniu. Na szczęście w ich wypadku połączenie rodzin nastąpiło na takim etapie ich życia, że bez problemu się dogadali, tworząc tym samym zgrane rodzeństwo. Niejednokrotnie sąsiadki i koleżanki Caroline mówiły, iż Blaise i Tony lepiej się dogadują niż ich dzieci, które są rodzeństwem z biologicznego punktu widzenia.
    Brunet nawet nie podejrzewał, iż Anthony nie jest zainteresowany kobietami. Ciekawiło go czy ten ma wybrankę, czy z kimś się spotyka, lecz nie pytał o to, gdyż sam wiedział że tego typu pytania mogą być uciążliwe. Czekał, aż samo coś wyjdzie lub być może sam blondyn się czymś pochwali. Jak dotąd nie poruszali tego tematu i Bosso szczerze się z tego powodu cieszył, ponieważ nie miał ochoty po raz tysięczny powtarzać, iż nie nadaje się do związków i że źle się w nich czuje. Mówić zaś po tak długoletniej rozłące, że jego kontakty w tej kwestii ograniczają się do jednej nocy spędzonej z obcą osobą, również nie było dobrym pomysłem. Postanowił więc przybrać stanowisko neutralne i nie zdradzać szczegółów. Ot, nikogo nie ma. Cała filozofia.
    Uśmiechnął się niepewnie słysząc pytanie odnośnie tatuażu. Nigdy nie był dobry w tłumaczeniu znaczenia swoich dzieł na ciele, zazwyczaj były to bardzo intymne kwestie. Dlatego też niejednokrotnie zbywał takie pytania. Tym razem głupio jednak by było machnąć ręką czy wzruszyć ramionami, toteż postanowił powiedzieć choć kilka słów.
    - To drzewo Yggrasil z mitologii nordyckiej. Drzewo życia. To na nim znajdowały się różne światy, można by je nazwać zobrazowaniem wszechświata. Trzeba by się wgłębić bardziej w mity, żeby zrozumieć znaczenie jakie miało ono dla ówczesnych ludzi. Ale nie będę cię tym zanudzał – dodał szybko, przewracając teatralnie oczyma. Nabił na widelczyk ostatni kawałek ciasta, kosztując go ze smakiem. Wypiek był faktycznie udany.
    - Zazwyczaj jak o tym zaczynam opowiadać to nie mogę przestać. Plus po pięciu minutach wszyscy gubią się w tych skomplikowanych nazwach i imionach – wyjaśnił, spoglądając na brata.

    OdpowiedzUsuń
  21. Anthony podejrzewał, że gdyby jego matka i ojciec Blaise'a spotkali się nieco później, ta ich historia nie skończyłaby się tak kolorowo. Blondyn, jak każdy nastolatek, był nieznośny w relacjach ze światem zewnętrznym mimo tego, że od zawsze był bardziej poukładany od swoich rówieśników; niestety, w pierwszej części tego etapu jego życia dorastanie nie oszczędziło go. Gdyby wtedy miał się z kimś "dzielić" matką prędzej uciekłby z domu w akcie swojego wielkiego oburzenia, niż zacząłby się dzielić z Blaisem cukierkami. W ten sam sposób, zapewne złamałby serce Caroline, może nawet doprowadził do wczesnego upadku jej związku z Jamesem i zniszczył jeszcze parę ważnych rzeczy w swoim życiu. Los jednak rozegrał to wystarczająco dobrze, aby nic nie skończyło się ogromną katastrofą.
    Z początku mężczyzna nawet nie pomyślał o tym, że podobne pytanie mogło dotknąć jakichś osobistych, bolących klawiszy. Zauważył coś interesującego w osobie, którą pragnął poznać na nowo, więc po prostu zadał pytanie aby zbliżyć się do swojego celu. Dopiero później zdał sobie sprawę z tego, że może nie powinien, ale cóż, było już za późno, a chłopak już otworzył usta aby odpowiedzieć. Posłuchał jego słów z widocznym zainteresowaniem, bo wszelkie legendy, mity i religie nie należące do kultury rzymskiej mogły znaleźć miejsce w jego zainteresowaniach.
    - Nie nudzi mnie to, a nawet gdyby, starsi bracia chyba od tego są - odpowiedział z delikatnym uśmiechem, odstawiając pusty talerzyk na stół. Zdecydował jednak, że może lepiej nie naciskać na młodszego, więc klasnął radośnie w dłonie patrząc na kobiety.
    - Wszyscy gotowi? - zadał pytanie retoryczne, które zazwyczaj przypominało Caroline o tym, że miała jeszcze tysiąc rzeczy do poprawienia czy do zabrania ze sobą. Tak było i tym razem, bo kobieta z tym swoim typowym uśmiechem uniosła do góry palec wskazujący prawej dłoni i zniknęła z Anne gdzieś w swojej sypialni; Anthony tymczasem automatycznie skierował się w stronę przedpokoju, gdzie założył garnitur przeniesiony przez mamę oraz uniósł z wieszaka płaszcz.

    OdpowiedzUsuń
  22. Blaise z uśmiechem obserwował podekscytowaną Caroline, która bez przerwy dyskutowała na jakiś temat ze swoją przyjaciółką. Od czasu do czasu posyłał bratu znaczące spojrzenie, gdy kobiety zamiast szykować się, wciąż rozmawiały. Wreszcie jednak cała czwórka zebrała się i wybyła z domu, wsiadając w zamówioną wcześniej taksówkę. W przyjemnej atmosferze dojechali do restauracji, w której Tony zarezerwował stolik. Miejsce było przyjemne, klimatyczne i eleganckie. Blaise czuł się trochę jak z innego świata, lecz nie było to negatywne uczucie. Wręcz przeciwnie. Nie pamiętał kiedy ostatnimi czasy jadł cokolwiek w tego typu lokalu, toteż miłą odmianą było zamówić dwudaniowy obiad zamiast czekoladowego muffina i dużej kawy w Starbucks. Mimo, że początkowo był skrępowany i wejście do ogromnego domu Caroline trochę go przytłoczyło, teraz czuł się zupełnie swobodnie. Tak, jakby te wszystkie lata rozłąki zniknęły i jak gdyby na nowo byli szczęśliwą rodziną. Dobrze czuł się w ich towarzystwie, rozkręcił się nawet i żywo brał w udział w rozmowach. Cisza nawet na moment nie zapanowała nad ich stolikiem – zawsze znalazł się ktoś, kto podtrzymał konwersację. Nie raz, nie dwa śmiali się tak głośno, iż kilku innych gości popatrzyło na nich z dezaprobatą. Ani Tony, ani Caroline, ani Anne, ani tym bardziej Blaise się tym nie przejęli. Wszyscy doskonale się bawili i Bosso nawet przez chwilę nie pożałował, iż zdecydował się na przyjęcie tego zaproszenia.
    Wyjątkowo nie przeszkadzały mu żadne osobiste pytania. Miał na tyle dobry humor, iż swobodnie odpowiadał na każde z nich. Zażartował, że czuje się jak na spowiedzi, ale jednocześnie rozumiał tę ciekawość. Nie widzieli się w końcu szmat czasu i naturalne było, że każdy z nich pragnął wiedzieć co słychać u tego drugiego. Dlatego opowiedział o swojej luźnej pracy, o pisaniu, malowaniu, szkicowaniu. Wspomniał o kiepskich kontaktach z ojcem, który nie akceptuje jego planów na życie. Nie zaczynał jednak tematu związanego z jego zachwianiami nastroju, stwierdził bowiem, że nie jest to odpowiednie na tego typu spotkanie. Akurat nikt nie musiał wiedzieć, że przez jeden tydzień siedzi w pustym mieszkaniu i praktycznie mówi sam do siebie podczas nagłego przypływu weny, a parę dni później szaleje na największych imprezach, lądując w łóżku z przypadkowymi osobami. To raczej nie były wyznania na miłe, rodzinne popołudnie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Musiał sprawić, aby ten dzień był idealny. Może i na co dzień wydawało mu się, że do ideału było daleko, ale to teraz nie miało znaczenia - nawet Blaise specjalnie przyjechał dla Caroline, Anthony nie mógł sobie pozwolić na żaden błąd. Plusem dla niego było to, że w gruncie rzeczy trudno było paroma ruchami zepsuć humor jego tryskającej energii mamy, ale wciąż uważał na szczegóły bo wiedział, że to one na koniec dnia były najważniejsze.
    Gdy całą czwórką wyszli z taksówki, chłopak puścił kobiety przodem i sam zatrzymał się aby zapłacić mężczyźnie. Przyniósł ze sobą nieco więcej pieniędzy, niż zamówione już wcześniej menu miało od nich wyciągnąć bo nie chciał, aby tego dnia jakakolwiek zachcianka jego matki została zignorowana. Wchodząc do restauracji przypomniał sobie wszystkie okazje, w których postawił tutaj swoją stopę - komunia, bierzmowanie, chrzest jakiegoś kuzyna, spotkania rodzinne... A wtedy przypomniał sobie także o tej jednej osobie która wystarczyła, aby zburzyć jego wewnętrzną równowagę, ale tylko na moment. Nie potrzebował tego wszystkiego i wiedział, że jedynym sposobem było tego unikanie. Zamykając więc za sobą drzwi wejściowe, odsunął to wszystko na bok i rozglądnął się po dużej, elegancko przygotowanej sali. Z czasem ta restauracja stała się przyjazna dla rodziny Roleywart, jakby stała się każdą okazją na jakiekolwiek świętowanie i Tony cieszył się, że akurat tutaj znajdowali się także dziś.
    Kelner pokazał im zamówiony wcześniej stolik, przy którym zasiedli podczas oczywistego zachwytu kobiet, które wciąż cały czas ze sobą rozmawiały. Nawet zanim jeszcze jedzenie przyszło na stół, rozmowa dość żywo zaczęła między nimi rosnąć. Caroline oczywiście była niesamowicie ciekawa wszystkiego co dotyczyło tego syna, którego długo nie widziała. Blondyn słuchał z zainteresowaniem, chociaż rzadko kiedy wtrącał swoje dwa grosze: dokładnie tak, jak Anne siedząca po drugiej stronie stołu, oddzielona od niego przez bruneta, wysłuchiwał i od czasu do czasu uśmiechał się szerzej lub mniej, mówił coś, żartował. Atmosfera była bardzo przyjemna i rodzinna mimo tego, że chłopak już wiedział że później musiałby przeprosić młodszego brata za rozgadaną matkę. Mimo tego, że ten siedział przed nim, starszy nie potrafił z pewnością stwierdzić czy czuł się przez to wszystko nieco niezręcznie.
    - Tak szybko rośniecie - odezwała się w pewnym momencie Caroline, świecącymi oczami patrząc na dwójkę synów. Anthony uśmiechnął się do niej słodko przewidując już to, co stało się chwilę później: kobiety zaczęły zagłębiać się w temacie dorastającego potomstwa.
    - Pamiętam jeszcze, jak dwa brzdące goniły się nawzajem w domu Caroline - wtrąciła Anne. - I zanim się obejrzałam, przyszła do mnie z wiadomością, że jej starszy syn jest w swoim pierwszym w życiu stałym związku... No właśnie, Tony, jak tam z Danielem?
    Nie spodziewał się tego, wcale. Nawet na moment nie pomyślał, że tego dnia w jego stronę mogło paść tak poważne pytanie - był przekonany że większość uwagi byłaby skupiona na Blaise'u i wcale by mu to nie przeszkadzało. Mogli się go zapytać o wszystko, ale nie o to; czuł się beznadziejnie i naiwnie nawet o tym wspominając, a co dopiero starając się to wytłumaczyć osobie trzeciej. Co miał powiedzieć? Że uwierzył w słodkie bajki na dobranoc nie tylko dając się naiwnie wykorzystać, ale także się bezpamiętnie zakochując? Z drugiej strony, nie mógł też udawać że wszystko było tak jak przez te dwa lata, wtedy byłby jeszcze bardziej samym sobą obrzydzony. Zamknął usta, które podczas tych paru ułamków sekundy uciekły mu spod kontroli i bezwładnie się otworzyły, nie wiedząc co z siebie wydusić, po czym przesunął wzrokiem zarówno po Anne, jak i po matce. Caroline już wiedziała, jak inaczej? Czytała z niego.
    - Daniela już nie ma.
    Ton jego głosu musiał być naprawdę nieodpowiedni do tego wesołego dnia, bo obie kobiety po prostu się przez chwilę nie odzywały.
    - Och, przykro mi.

    OdpowiedzUsuń
  24. Rozmowa sprawiała mu przyjemność. Wyjątkowo nie czuł się skrępowany podczas mówienia o sobie i swoich zajęciach. Przemknęło mu nawet przez myśl, iż miło było wreszcie się przed kimś otworzyć i widzieć, że drugą osobę szczerze to interesuje. Uśmiechy Anne i Caroline podbudowywały go i chętniej opowiadał o swojej twórczości czy codziennym życiu. Oczywiście pewne fakty starannie omijał, lecz w końcu każdy człowiek miał prawo do własnych sekretów. Blaise decydował się na ujawnianie tego, co było bezpieczne i odpowiednie do tego typu okazji.
    Odchrząknął i na moment przeprosił wszystkich, udając się do toalety. Kiedy wrócił, trafił na temat ich dorastania. Miło było powspominać czasy, kiedy razem z Tonym byli jeszcze maleńkimi chłopcami, spędzającymi całe dnie na zabawie. Rozmowa jednak zmierzała w dość niebezpiecznym kierunku i Bosso w duchu zaczął modlić się, by kobiety nie wypytywały go o związki. Takie pytania zawsze go peszyły, bo nie miał pojęcia jak na nie odpowiedzieć. Przyznać się, że jest niestabilny emocjonalnie? Że za szybko nudzi się ludźmi? Że nie potrafi znieść monotonii, a każdy związek z takową mu się kojarzy? Brunet nie miał zbytniego doświadczenia w kwestiach miłostkowych, bo jego kontakty z drugą osobą albo ograniczały się do przyjaźni, albo do jednonocnych wybryków. Nie były to jednak wyznania na miłe świętowanie urodzin przyszywanej matki. Zwykle zbywał takie pytania bądź odpowiadał na tyle lakonicznie, iż drugi rozmówca sam decydował się zrezygnować z ciągnięcia tego tematu. Na jego szczęście uwaga nie skupiła się jednak na nim.
    Jak tam z Danielem? To pytanie odbiło się echem w głowie Bosso i zatrzymało się w centrum umysłu, jak gdyby stworzone z tysięcy neonów, których nie da się zignorować. Zastygł na moment w miejscu, trzymając widelec z nabitą na niego fasolką w połowie drogi do ust. Jak gdyby niepewny całej sytuacji odstawił sztuciec z powrotem na talerz i powoli się wyprostował. Powiódł wzrokiem po twarzy Caroline, Anne, a na końcu samego Anthony’ego. Był w szoku. Jego brat gejem? To wydało mu się irracjonalne. Blondyn był ideałem, wspaniałym kandydatem na męża. Blaise bardziej spodziewałby się przedstawienia narzeczonej aniżeli takiej informacji. Kobiety uwielbiały Tony’ego i brunet był pewien, iż ten ma ich na pęczki. Z resztą homoseksualizm wciąż był często negatywnie kojarzony, a sam Anthony był przecież uosobieniem chodzącej doskonałości. Dopiero to uświadomiło go w jakim błędzie się znajdował. Jego starszy brat, wbrew wszystkiemu co wcześniej o nim sądził, nie był tak perfekcyjny jak mu się dotychczas zdawało. A przynajmniej jeśliby patrzeć przez pryzmat społeczeństwa, bo dla samego Blaise’a gejostwo nie stanowiło problemu. Sam z resztą częściej skłaniał się ku tej samej płci, toteż nie było to dla niego nic specjalnie nadzwyczajnego. Jednak homoseksualizm pasowałby do każdego, tylko nie do jego brata. To było wręcz niemożliwe.
    Na moment grobowa cisza zaległa nad ich stołem. Blaise wbił wzrok w talerz, nie bardzo wiedząc jak mógłby rozładować to napięcie.
    - Ekhm, swoją drogą świetny wybór restauracji. Pyszne jedzenie, będę musiał tu częściej zaglądać – powiedział wreszcie, uśmiechając się niepewnie. Na szczęście Caroline szybko zreflektowała się i podjęła ten temat, tym samym odsyłając w przeszłość niefortunne pytanie zadane Tony’emu.
    Parę godzin później Blaise grzecznie podziękował za zaproszenie i wspaniały obiad.
    - Niestety, praca goni, musiałbym się zbierać – powiedział z potulnym uśmiechem, wstając. Narzucił na siebie kurtkę i nachylił się by pocałować Caroline w policzek na pożegnanie. Jeszcze raz złożył jej najserdeczniejsze życzenia.
    - Mam nadzieję, że do zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  25. Niestety, od tego epizodu Anthony musiał borykać się z nadopiekuńczością matki, która jakby kompletnie zapomniała że jej syn był już dorosłym człowiekiem i potrafił sobie radzić sam - a przynajmniej był do tego zmuszony, w związku z czym już zdążył się do tego przyzwyczaić. Chłopak nie uniknął codziennych telefonów poprzez które Caroline chciała się upewnić, że wszystko było z nim w porządku, że świat mu się nie walił i że nie miał ochoty wskoczyć pod pierwszy lepszy pociąg. Nie był już nastolatkiem i nie przeżywał rozpadu jakiegoś śmiesznego związku, który przecież i tak nie żyłby wiecznie; do dnia urodzin swojej matki radził sobie doskonale, po nim już trochę mniej. Nie musieli tego wypowiadać na głos, nie musieli mu przypominać że to faktycznie miał być stały związek który przetrwał dwa lata i wszyscy byli przekonani, że przetrwałby jeszcze tysiąc.
    Żył dalej, całkiem spokojnie. Powrócił powoli do normalnego toku życia z tą różnicą, że teraz myślał trochę więcej i nie do końca mu się to opłacało. Zapisanych ubogo kartek się namnożyło, ale ładnie zorganizowana szuflada na nie przeznaczona jeszcze się nie wypełniła; zdecydował, że musiał żyć intensywniej aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji. Telefony do brata stały się nieco częstsze i obie strony zdawały się z tego cieszyć - blondyn zaskoczony był, że od momentu niefortunnej interwencji Anne przy stole Blaise nie podjął ani razu tego tematu, ale tak było dla niego lepiej. Jego orientacja nie była czymś, o którym mówił głośno codziennie mimo tego, że nie wstydził się jej aż do punktu ukrywania wszystkiego; problemem było raczej to, że pociąg to jego własnej płci sprawiał że czuł się mniej idealny niż tyle, ile powinien być. Wstydził się bardziej bólu który musiał zadać matce wraz z informacją, że nigdy nie miałaby wnuków ani zobaczyłaby go w jedynej formie rodziny akceptowaną przez społeczeństwo.
    Podróżowanie i odkrywanie nowych miejsc należało do definicji bardziej intensywnego życia, którego się teraz podjął. Wprawdzie wybrał się jedynie na drugi koniec miasta, ale nadal był z siebie zadowolony: niedzielnym porankiem stacje metra były prawie puste, tak samo jak cukiernie, na których widok zrobił się głodny. Zamawiając kawę z croissantem z kremem orzechowym pomyślał o tym, że niedaleko mieszkał Blaise i postanowił obudzić go, ale przynajmniej z jeszcze ciepłym śniadaniem na tacy. Nie wiedząc co młodszy brat lubi, kupił croissanta z neutralnym dla wszystkich kremem czekoladowym i cappuccino, zebrał się i zaczął swój spacer. Gdy stanął przed odpowiednimi drzwiami i zapukał, wszystko było jeszcze przyjemnie ciepłe.

    OdpowiedzUsuń
  26. Od urodzin Caroline minęło parę tygodni, a miłym zaskoczeniem stał się fakt, iż wciąż utrzymywał kontakt z Tony’m i ich więź na nowo odbudowywała się. Rozmawiali ze sobą niemal codziennie i mimo, że brakowało czasu na wspólne spotkania, jak na razie telefony im wystarczały. Blaise unikał tematu, który Anne poruszyła na urodzinach mamy i zdawało mu się, że blondyn jest mu za to wdzięczny. Nikt w końcu nie lubi rozgrzebywania starych śmieci i otwierania niezagojonych wciąż ran. Bosso stwierdził, że jeśli starszy brat będzie potrzebował kiedykolwiek rozmowy na ten temat, to sam ją zainicjuje. Jak dotąd starannie omijali kwestie związków i brunetowi jak najbardziej to odpowiadało.
    W ten weekend Blaise dostał potężnego kopa energii. Ostatnie dni spędził zamknięty w mieszkaniu, odżywiając się praktycznie wyłącznie samą kawą i ślęcząc nad kartkami do późnych godzin nocnych. Dopiero w piątek, kiedy zakończył jedno z dłuższych opowiadań, naszła go ochota na imprezę z dużym rozmachem. Albo i cały szereg imprez. Nie zastanawiając się, wskoczył w świeże ciuchy i wybył z domu.
    Obudził go dzwonek do drzwi, który zawibrował w jego głowie z taką siłą, iż brunet był pewien że jego czaszka zaraz się przepołowi. Mętne światło przebijało się przez źle zasłonięte rolety, a powietrze było ciężkie i gęste. Blaise jęknął pod nosem, czując jak ból rozsadza jego głowę od środka. Przekręcił się z trudem na drugi bok, mając cichą nadzieję, iż dzwonek do drzwi był jedynie nieprzyjemnym snem. Zaraz jednak dźwięk ponowił się, a do chłopaka dotarło, że jest to rzeczywistość. Ocknął się, zamrugał kilkakrotnie oczyma. Po długich sekundach dotarło do niego, że znajduje się we własnym mieszkaniu. Nie miał jednak pojęcia jaki jest dzień, która jest godzina, ani co się stało. Jego pamięć odsłoniła się jako ziająca pustką czarna dziura i przypomniał sobie moment, kiedy wychodził z domu. Kiedy? Gdzie? Nie miał pojęcia.
    Dopiero po minucie dotarł do niego dźwięk miarowego oddechu. Przekręcił głowę najwolniej jak się dało, by przekonać się, że obok leży nieznajomy mu mężczyzna. Blaise przeklął cicho pod nosem.
    Po trzecim dzwonku zwlekł się z łóżka. Porwał z podłogi bokserki, naciągnął je na tyłek i chwiejnym krokiem ruszył do przedpokoju. Przez myśl przeszło mu, iż być może jest to kurier z książkami, które ostatnio zamówił. Nie wpadł oczywiście na to, iż jest niedziela i niemożliwe by paczka przyszła akurat dziś.
    Oparł się o ścianę, by przypadkiem nie przewrócić się na podłogę. Wszystko wokół niego wirowało. Przekręcił klucz i otworzył drzwi, mętnym wzrokiem spoglądając na swojego gościa. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, lecz w tym momencie dotarło do niego, że to nie kto inny, a Tony. Przeklął siarczyście w myślach. Że też musiał przyjść akurat wtedy, gdy Blaise znajdował się w takim a nie innym stanie.
    - Eee cześć – wychrypiał. Przeczesał włosy smukłymi palcami, sprawiając, że były jeszcze bardziej zmierzwione niż przedtem.
    Zanim zdołał cokolwiek dodać, drzwi jego sypialni skrzypnęły i z pomieszczenia wyszedł zaspany mężczyzna. Nie zwracając na nich uwagi skierował się do łazienki, a Blaise z przerażeniem zerkał to na niego, to na swojego brata. Przesunął ze zrezygnowaniem dłonią po twarzy, przymykając na moment oczy.
    - To był… eee… To znaczy… On… - próbował wyjaśnić, lecz kiedy żadne imię nie pojawiło się w jego głowie, ani żadne racjonalne tłumaczenie, westchnął tylko i zrezygnował z mówienia czegokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  27. Czekał dość długo, ale nie dziwiło go to. Sam nie był typem osoby ostro imprezującej w każdą sobotnią noc ale był świadomy tego, że może Blaise właśnie ten styl życia preferował: stał więc cierpliwie przed drzwiami mając nadzieję, że jednak nie pomylił mieszkania i że właśnie nie budził jakiegoś niewinnego mieszkańca o wpół do dziewiątej niedzielnego poranka, i od czasu do czasu naciskał ponownie dzwonek, jakby chcąc o sobie przypomnieć. Gdyby jednak burzliwie otworzył mu ktoś z kapciem w dłoni służącym do pogonienia go, przynajmniej dałby mu śniadanie jako symbol przeprosin.
    Drzwi wreszcie się otworzyły i Anthony mógł śmiało przyznać, że to co zobaczył nie szokowało go aż tak bardzo. Podczas gdy jego wygląd był obrazem człowieka może i poukładanego, ale w dużej mierze także nudnego, jego brat zamykał w sobie wszystko to, co sprawiało że na myśl przychodziły słowa rozrywka i życie studenta. Rodzeństwo podczas tych paru tygodni rozmawiało niemalże codziennie i Roleywart był pewien nie tylko tego, że egzystencja młodszego była przynajmniej sto razy bardziej przyjemna i interesująca od jego, ale także tego, że to właśnie Blaise miał to intensywne życie, którego on tak bardzo pragnął.
    - Przyniosłem ci... - zaczął, jednak jego wypowiedź została brutalnie przetrącona przez obcą figurę, która nie zważając na nic otworzyła drzwi, za którymi blondyn zobaczył łóżko w kompletnym chaosie, przeszła za plecami bruneta i leniwie zniknęła w następnym pomieszczeniu. Chłopak przez ten cały proces śledził ją wzrokiem z półotwartymi ustami, które porzuciły jakikolwiek zamiar wypowiedzenia słowa "śniadanie", jakby całkowicie straciły umiejętność tworzenia z chaotycznych dźwięków te bardziej zrozumiałe dla ludzkiego ucha. Gdy kolejne drzwi się zamknęły, blondyn ponownie spojrzał na brata i jego umysł był w zbyt wielkim zakłopotaniu teraz, aby upewnić się o czymkolwiek innym prócz tego, że chyba nie powinien teraz się tu znaleźć. Spodziewał się wszystkiego - mieszkania w kompletnym bałaganie, pustej lodówki, puszkach po piwie na stoliku w salonie, jeszcze pijanego Blaise'a, a nawet jakichś mocniejszych używek pochowanych w szufladach - ale z pewnością nie zaspanego, półnagiego faceta wychodzącego z sypialni jego młodszego brata. Chyba dużo rzeczy się zmieniło przez te lata.
    - Chyba przeszkadzam, ja... - odezwał się ponownie, niemalże zachrypniętym głosem który odmawiał mu posłuszeństwa. Wepchnął w dłonie Blaise'a papierową torbę ze śniadaniem, sam już kompletnie tracąc apetyt. - Kupiłem ci śniadanie. W środku jest też moje, możesz podzielić się z twoim... Facetem - dokończył próbując dodać do tego delikatny uśmiech, który nie pokazywałby jak bardzo ta sytuacja go zmieszała w środku. Następnie zrobił krok do tyłu, przekraczając próg, po raz kolejny czując się całkowicie nie na miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Bogactwo uczuć jakiego Blaise właśnie doznawał nadawałoby się do scenariusza jakiejś komedii. Poza głębokim zażenowaniem, odczuwał zdegustowanie własną osobą, obrzydzenie do faceta wychodzącego z jego sypialni, współczucie dla brata który musiał być świadkiem takiej sceny i przede wszystkim zakłopotanie pomieszane z dezorientacją. Bosso nigdy wcześniej nie brał udziału w podobnej scenie i nie miał najmniejszego pojęcia jak się zachować. Zaprosić brata do środka? Wygonić tego-tamtego biegającego z tyłu w samych bokserkach? Zacząć koślawo się tłumaczyć? Zaproponować spotkanie nieco później? Brunet miał mętlik w głowie, a dodatkowo odzywał się kac morderca, który nie pozwalał mu racjonalnie myśleć. Żaden pomysł nie wydawał się spójny, ani sensowny, wszystko było pogrążone w chaosie. Jedynym uśmiechem od losu był fakt, iż wreszcie ściany wokół niego przestały wirować i Blaise był w stanie utrzymać się na nogach.
    - To nie mój… - zaczął, chcąc choć po części się wytłumaczyć i być może usprawiedliwić. Przerwał jednak wpół zdania, kiedy jego były kochanek (a przynajmniej tak domniemywał, że był to kochanek, a nie tylko towarzysz rozmowy o czwartej nad ranem) wyszedł z łazienki już kompletnie ubrany i przeszedł do przedpokoju. Bosso spojrzał na niego z konsternacją w oczach, nie bardzo pewien czy zacząć się śmiać, czy pogrążyć w jeszcze większym zażenowaniu.
    - Och, nie przeszkadzajcie sobie. Ja i tak miałem już wychodzić – mruknął tamten jak gdyby nigdy nic. Blaise stał zszokowany, raz zerkając na brata, raz na ubierającego się mężczyznę. Otworzył usta, lecz nie wydobyły się z nich żadne słowa. Ciemnowłosy wsunął na stopy buty, zgarnął swoją kurtkę z wieszaka i skinął głową na pożegnanie. Wyminął najpierw bruneta, a następnie Tony’ego i parę sekund później mogli usłyszeć jego kroki na schodach.
    Bosso zerknął niepewnie na brata.
    - Tsaaa… Także tego… - wymamrotał pod nosem, czując jak krępująca cisza zapada między nimi. Niespodziewanie cicho zachichotał, zasłonił usta dłonią i odwrócił wzrok. Dopiero teraz dotarł do niego komizm całego tego spotkani i tego, jak to wszystko musiało wyglądać z boku. Istna opera mydlana.
    - Przepraszam – zreflektował się jednak. – Wejdziesz do środka? –zapytał, zagryzając wargi mocniej ściskając papierową torbę z ciepłym jeszcze śniadaniem.

    OdpowiedzUsuń
  29. Anthony czuł się niekomfortowo nie na miejscu i gdyby tylko mógł, odwróciłby się na pięcie i zapewne nawet nie wrócił do cukierni po kolejne śniadanie, tylko od razu wsiadł do metra i wrócił do własnego mieszkania. Zamiast tego, stał jak wryty i przyglądał się dwóm osobom, które przed nim widniały, obie tak nagle okropnie, identycznie obce. Dobre wychowanie oraz zachowanie, które towarzyszyło mu przez całe życie podpowiadało mu, że powinien grzecznie się pożegnać i zostawić brata ze swoimi sprawami, do których nie miał prawa wciskać swój nos, ale był zbyt zagubiony przez to wszystko. To, co właśnie zobaczył mogło być usprawiedliwieniem ciszy Blaise'a co do spraw sercowych: jeśli w oczach Tony'ego młodszy brat w każdym przypadku miał pewne prawo do zachowania swojego życia osobistego dla siebie, teraz rozumiał go jeszcze bardziej. Przecież poczucie bycia ciężarem emocjonalnym dla Caroline, które pojawiło się nie tylko przy stole dnia jej urodzin, ale tkwiło przy nim od samego momentu jego małego odkrycia, czasami zmuszało go do myślenia, że może lepiej byłoby wszystko ukryć i udawać przez całe życie.
    Wtedy wydarzyło się coś jeszcze, co kompletnie zmieniło punkt widzenia blondyna. Nieznajomy mu mężczyzna tak po prostu zebrał wszystkie swoje rzeczy i wyszedł mówiąc, że nie chciał im przeszkadzać; wymijając go w progu, zaczepił przypadkowo blondyna swoim ramieniem. Chłopak podążył za nim wzrokiem nawet wtedy, gdy jedynym śladem pozostał odgłos oddalających się po schodach kroków, podczas gdy w jego umyśle rodziła się jedna wyraźna myśl, w tym samym czasie otaczając mgłą wszystkie inne. Nie było już pewności.
    Do swojego brata przywołał go jego śmiech, który wydał się Anthony'emu zupełnie nie na miejscu. Podczas gdy on czuł się niekomfortowo w tej sytuacji, winny za to, że musiał przyjść akurat w tym momencie, Blaise chyba nieźle się bawił. Zmierzył go wzrokiem i jak najprędzej chciał zakończyć całą tą scenę: nie interesowała go już prawda, nie obchodziła go żadna informacja. To nie były jego sprawy i właśnie dlatego nie powinien nawet być przez nic zszokowany. Obraz swojego młodszego brata, który wykreował mu się w umyśle po tych wszystkich rozmowach, był bardzo daleki od prawdy, ale to nie mogło mieć znaczenie dla niego.
    - Nie przeszkadzaj sobie - odezwał się, starając się zamienić swoje aktorstwo w autentyczną niedbałość o wszystko to, co się właśnie przed nim wydarzyło. - Chciałem tylko przynieść ci śniadanie, na dobry początek niedzieli. Kawa pomoże ci na kaca?

    OdpowiedzUsuń
  30. Widząc minę brata, Blaise westchnął cicho pod nosem. Domyślił się jak to wszystko musiało dla wyglądać, cała sytuacjia była w końcu bardzo niecodzienna i specyficzna. Żałował, że blondyn to zobaczył, bo był niemal pewien, iż to całkowicie zmieniło zdanie Tony’ego na jego temat. Przesunął dłonią po bladej twarzy, na moment przymykając oczy. Gdyby brat postanowił wpaść tydzień wcześniej, otworzyłby mu drzwi w zupełnie normalnym stanie i zaprosił do środka na śniadanie. Tymczasem wyszedł na imprezowicza-geja z facetami na jedną noc. Cóż, po części była to prawda, lecz nie chciał by ktokolwiek o tym wiedział. A jeśli już, to wolałby sam o tym powiedzieć w bardziej przystępny sposób, niż odstawiać takie przedstawienie. Bądź co bądź spodziewał się tego, że prędzej czy później będzie musiał się przynajmniej choć trochę wytłumaczyć. Musiał sobie zdecydowanie to przemyśleć, by nie palnąć żadnego głupstwa. Już i tak wystarczająco się skompromitował, nie potrzebował żadnego bonusu.
    Machnął lekko ręką, jakby chciał odsunąc swoją wcześniejszą propozycję w kąt. Co prawda jego mieszkanie było czyściutkie i spokojnie mógłby zaprosić brata do środka, po chwili namysłu jednak nie wydało mu się to dobrym pomysłem. Raczej obydowoje musieli trochę ochłonąć po tej dziewacznej sytuacji. Zarówno on, jak i Tony byli w szoku, bo żaden z nich nie przewidywał takiego rozpoczęcia dnia. Blaise miał tylko nadzieję, że to nie wpłynie negatywnie na ich kontakt – dopiero co zaczęli go odbudowywać i brunet nie chciałby tego stracić.
    - Hm? Kawa…? Aaa, tak, kawa to najlepsze lekarstwo – powiedział, otrząsnąwszy się z chwili zamyślenia. Wykrzywił usta w uśmiechu, który bardziej wyrażał zakłopotanie aniżeli jakąkolwiek pozytywną emocję. Ścisnął mocniej papier, czując przyjemny zapach świeżego pieczywa i parującej wciąż kawy.
    - Przepraszam, głupio wyszło – wymamrotał, spoglądając niepewnie na blondyna. – Słuchaj, jeśli masz ochotę i wolne popołudnie możemy się wtedy spotkać i pogadać na spokojnie. Jeśli nie – zrozumiem. – zaproponował wreszcie, lustrując twarz Anthony’ego uważnym wzrokiem. Nie chciał przeoczyć żadnej zmiany, żadnej emocji.

    OdpowiedzUsuń
  31. Z dłońmi w kieszeniach, kompletnie nie wiedział co ze sobą zrobić. Nie miał pojęcia które z wielu emocji które teraz burzyły nu się w środku były widoczne na zewnątrz ale miał nadzieję, że Blaise nie pomyślał że stracił do niego cały szacunek, zawiódł się na nim czy zaczął się go brzydzić. Nic z tych rzeczy. Na razie był jeszcze zbyt zagubiony, aby coś konkretnego poczuć: dopiero gdy wreszcie wziąłby głęboki wdech świeżego powietrza i spróbował się zrelaksować pijąc swoją poranną kawę, dopiero wtedy udałoby mu się poukładać logicznie myśli. Mimo wszystko uważał, że nic by nie wymyślił, do niczego by nie doszedł. Nie był typem osoby, która ingerowała w życia innych, a już na pewno nie kogoś, kogo przez tyle lat nie widział. W gruncie rzeczy, przecież go nie znał. Nie miał żadnego prawa dotykać jakiegokolwiek obrazu jego osobistej ekspozycji.
    Obserwując się nawzajem, Anthony wyłapał ze sposobu, w którym brat na niego patrzył coś dość ważnego: zależało mu na ich relacji. Gdyby blondyn teraz wyszedł, prawdopodobnie nie odezwałby się już nigdy jako pierwszy, czując się zbyt daleki od Blaise'a po tym incydencie, zbyt obcy. Musiał mu dać szansę, chciał, gdyż z jego strony także płynął brak chęci do utraty tego kontaktu. Jakby tak samo jak Caroline chciał dać bratu chociaż namiastkę tej rodziny, którą on mimo braku figury ojcowskiej zawsze miał przy sobie.
    - Jasne, skoro chcesz - odpowiedział wreszcie, po paru nieco zbyt długich sekundach milczenia. - Zadzwoń jak poczujesz się lepiej.
    Anthony poczuł jakaś formę ulgi, gdy wysłał bratu ostatni delikatny uśmiech i, gdy już się pożegnali, za zamkniętymi drzwiami mógł opuścić kąciki ust i skoncentrować się na tym, co mogłoby oderwać go od własnych myśli na parę godzin przed ponowną wizytą. Jako pierwszą metę wybrał ponownie cukiernię, ale nie miał pojęcia gdzie jeszcze poniosłyby go jego nogi.

    OdpowiedzUsuń
  32. Miał cichą nadzieję, że brat nie oceni go zbyt pochopnie po tym incydencie. On sam raczej starał się unikać ingerowania w cudze życie, bo był zdania, że każdy sam powinien decydować o tym w jaki sposób egzystuje. Czasami jednak nie dało się ugryźć w język czy też zatrzymać myśli napływajacych do głowy. Pozostało mu więc jedynie cierpliwie czekać na rozwój wypadków i obserwacja zachowania blondyna – czy coś się zmieni, czy brat przemilczy temat. Jedynym plusem w mniemaniu Blaise’a był fakt, iż Tony również był homoseksualistą, więc to nie mogło stanowić dla niego inności. Zaskoczenie z pewnością, ale nie dziwactwo, którego nie można zaakceptować.
    Odetchnął z ulgą, kiedy mężczyzna zgodził się na popołudniowe spotkanie. Bądź co bądź nie dało się zaprzeczyć, iż nie był w najlepszym stanie, a poranna sytuacja wcale mu nie pomogła w poprawie humoru. Pożegnał się zatem i odprowadził brata wzrokiem, następnie samemu znikając w mieszkaniu. Zamknął drzwi z powrotem na klucz i przeszedł do salonu, gdzie od razu rzucił się na kanapę i wyjął kawę z papierowego opakowania. Jeden łyk wystarczył, by przyjemne ciepło rozlało się po jego ciele. Przymknął na moment oczy. Zapowiadał się ciężki dzień.


    Po paru godzinach Blaise był już na chodzie. Zimny prysznic orzeźwił go, a trzy kawy i pół paczki papierosów pozwoliły na normalne funkcjonowanie. Po wcześniejszym zatelefonowaniu, umówił się z Tony’m na godzinę szesnastą w jednym z przyjemniejszych pubów w centrum miasta. W niedzielne popołudnia zazwyczaj było tam pusto, toteż Bosso stwierdził, iż będzie to odpowiednie miejsce na spotkanie. Nie był jednak jeszcze pewien, jak ma ono wyglądać. Czy powinien się wytłumaczyć, czy zostawić temat, czy może czekać aż to Tony go poruszy? Nie był pewien, czy był gotów na otwarcie się. Mówienie o sobie często uważał za żałosne, jego egzystencja wydawała mu się zbyt śmieszna by mogła kogoś zainteresować. Ot pseudo-artysta z zapędami romantyka i dekadenty jednocześnie, z destrukcyjnymi zachowaniami i dziwnymi pomysłami o czwartej nad ranem, uzależniony od kofeiny i nikotyny, zakochany nieszczęśliwie w swojej samotności.
    Przyszedł do lokalu chwilę przed czwartą, lecz Tony’ego jeszcze nie było. Zajął miejsce w tyle sali, czekając z zamówieniem na brata.

    OdpowiedzUsuń
  33. Spędził w cukierni więcej czasu, niż planował. Zajmując miejsce przy szklanej ścianie wyglądającej na ulicę przez dłuższą chwilę nie dotknął nawet swojej bułki z kremem, popijając co chwilę kawę, która miała działać jako urządzenie jego wybawienia. Nie miał ochoty dłużej wałkować temat tego poranka w swojej własnej głowie gdyż podejrzewał, że wyskoczyłby na powierzchnię podczas późniejszego spotkania z Blaisem. Do tego czasu chciał być spokojny, aby następnie móc podejść do tego całkowicie zrelaksowany i pogodzony ze światem; nie musiał przecież robić z tego tak wielkiej afery - ani on, ani jego brat, ani ktokolwiek inny. To wszystko należało do jego spraw osobistych i mimo tego, że Tony ani nie podejrzewał bruneta o taki styl życia, ani nie do końca go popierał, nie miał w tej sprawie prawa głosu i wcale nie chciał się o takowe starać.
    SMS który dostał po umówieniu się telefonicznie z bratem nieco skomplikował sytuację, ale blondynowi udało się wrócić do mieszkania, załatwić wszystko ze swoją znajomą ze studiów i wrócić na stronę miasta w której się umówił na czas. Małe zamieszanie było mu bardzo na rękę bo, starając się zawsze utrzymać zimną krew w każdej sytuacji, przynajmniej nieco go to rozproszyło i powstrzymało od budowania sobie kolejnych błędnych koncepcji, które następnie mogłyby go zawieść.
    Wszystko było tu dla niego nowe, ale lokal który wybrał Blaise wyglądał całkiem przyzwoicie. Anthony musiał przyznać, że w takich miejscach bywał tylko w weekendy, a nawet nie wszystkie, chociaż zabawa nie była mu straszna - podejrzewał jednak że tego dnia nie dokładnie w ten sposób zakończyłoby się to spotkanie. Gdy wszedł rozglądnął się dookoła, dzięki czemu zauważył brata wykonującego gest w jego stronę; automatycznie skierował się do niego i zajął miejsce obok. Nie chciał aby zapadła pomiędzy nimi niezręczna cisza, na szczęście tylko przysłowiowa, gdyż przestrzeń była wypełniona przyciszoną muzyką oraz głosami innych tu przebywających. W tym celu wystawił na ławę pierwszy temat, który tylko przyszedł mu do głowy mając nadzieję, że dalej jakoś samo by poszło.
    - Lepiej się czujesz? - zapytał z autentyczną troską w głosie, tak bardzo różniącą się od uśmiechu, którym ostatnio go obdarował.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie czekał długo na brata. Gdy ten pojawił się w lokalu, wyciągnął w górę rękę i pomachał mu, by dać znać o swojej obecności. Przywitał się z nim lekkim uśmiechem i zwyczajowym „Cześć”, mając w duchu nadzieję, iż spotkanie przebiegnie w przyjemnej atmosferze. Jak dotąd dogadywali się świetnie, nie był jednak pewien, czy sytuacja z poranka nie zostawi skazy na ich relacji. Z drugiej strony Tony wydawał mu się osobą bardzo tolerancyjną i nie wściubiającą nosa w nie swoje sprawy, dlatego nie sądził, by brat miał jakiś problem do niego. Owszem, z pewnością zaskoczył go tego typu widok w niedzielny poranek i bardzo możliwe, iż miał tysiąc pytań, lecz brunet nie sądził by miał je zadać. Niemniej jednak po głębszym namyśle stwierdził, że wypada go przeprosić, mimo że szczerze nie uśnmiechało mu się powracanie do tego tematu. Kultura jednak tego wymagała, w końcu Anthony przyszedł do niego w dobrej wierze, z pysznym śniadaniem jako niespodzianką i był to przemiły gest, którego Blaise nie docenił będąc w nieciekawym stanie po sobotniej imprezie. Rozmowa o tej sytuacji była więc nieunikniona.
    Blaise przesunął dłonią po karku, po czym zmierzwił swoje ciemne włosy. Uśmiechnął się pod nosem, słysząc pytanie.
    -Tak, dziękuję. Kawa mnie uratowała – przyznał lekko ochrypłym, lecz pogodnym tonem. Kiedy podeszła do nich kelnerka bez zaglądania w kartę zamówił Caffe Americano, która była jego ulubioną w tym miejscu. Następnie poczekał aż Tony złoży zamówienie, a kobieta odejdzie za bar. Niepewnie zerknął na brata, zagryzł wargi, jakby wciąż analizując swój pomysł powrócenia do sytuacji z rana. Westchnął wreszcie i zaczął mówić.
    - Słuchaj, przepraszam cię za rano. Strasznie kiepsko wyszło. To, co zrobiłeś było bardzo miłe, dlatego dziękuję, że o mnie pomyślałeś i postanowiłeś wpaść – uniósł wzrok i spojrzał na blondyna, posyłając w jego stronę nieznaczny uśmniech.
    - Raz na jakiś czas muszę się odstresować i wybywam wtedy zwykle na cały weekend. Pech chciał, że akurat trafiłeś na ten moment – dodał jeszcze, wzruszając lekko ramionami.
    - Nie chciałbym, żebyś pomyślał, że tak wygląda moje życia w każdym tygodniu – zaśmiał się, wyobrażając sobie, że miałby tak spędzać każdy piątek i sobotę. Nie, to byłozupełnie niemożliwe nie tylko pod względem finansowym, ale i psychicznym oraz fizycznym.

    OdpowiedzUsuń
  35. Naprawdę nie chciał wracać do tego tematu. Już na samą myśl o tym, czego tego samego poranka stał się niefortunnym świadkiem czuł się niezręcznie i nie na miejscu, jakby sam tego nie chcąc nawiedził pewną sferę prywatną własnego brata. To wydarzenie odwoływało go do dalekiego już dnia urodzin Caroline - wtedy, gdy przy stole obiadowym Anne zadała to niewłaściwe pytanie, od którego wszystko powoli zaczęło się pogarszać i ściągać go jeszcze bardziej w dół. Ciekawiło go to, jak wtedy Blaise mógł się poczuć: czy było to na tym samym poziomie tego, czego on doświadczył w niedzielę z samego poranka? Wprawdzie podczas samego wydarzenia w restauracji nie udało mu się nawet zerknąć na bruneta - lub targały nim zbyt wielkie emocje, aby teraz cokolwiek mógł sobie przypomnieć - żeby sprawdzić, w jakim stopniu go to zszokowało jednak podejrzewał, że chłopak niczego takiego się nie spodziewał. Czy Anthony nie był przypadkiem ideałem na męża? Cóż, może prócz tego jednego uszczerbku na kompletnie homoseksualnej orientacji, o której nie wszyscy wiedzieli i o którą raczej nikt go nie podejrzewał.
    Mimo tego, pozwolił aby brunet zaczął o tym rozmowę. Miał nadzieję że gdyby wreszcie wyrzucił z siebie wszystko to, co miał do powiedzenia na ten temat już by do niego nie powrócił, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Może jeszcze kiedyś by się śmiali z tego małego wypadku?
    Gdy Blaise skończył swoje wytłumaczenia, Anthony uśmiechnął się do niego życzliwie tak, jakby chciał go upewnić że wszystko było już w porządku. Nie miał zamiaru robić z tego żadnej katastrofy, gdy to faktycznie nią nie było.
    - Nie martw się o to. To ja powinienem cię uprzedzić zanim cię odwiedziłem, wybacz - wysłał mu delikatny uśmiech naprawdę chcąc, aby nie czuł się winny za całą tą sytuację. Następnym razem nauczy się dzwonić do ludzi, jak normalny człowiek, lub przynajmniej wysyłać wiadomości.
    - Wiesz, możemy o tym zapomnieć i więcej nie wspominać o tym w następnych rozmowach... Jak o tym, co stało się w urodziny mamy - podniósł ostrożnie na niego wzrok ze stołu jakby bał się, że brat zapragnie pogłębić ten temat. Chciał mu po prostu przypomnieć, że nie tylko on czuł się zakłopotany przez pewne sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  36. Odetchnął z ulgą, kiedy wszystko sobie wyjaśnili. Co prawda sytuacja mająca miejsce parę godzin wcześniej nie należała do szczególnie tragicznych, niemniej jednak była krępująca. Blaise zaś nie chciał by cokolwiek wpłynęło teraz negatywnie na ich relację, którą dopiero starali się odbudować. Po tylu latach funkcjonowania w rozpadniętej rodzinie, z dysfunkcyjnym ojcem i brakiem osoby, do której mógłby się zwrócić w wypadku jakiegoś problemu, więź z przyrodnim bratem stanowiła dla niego teraz priorytet. W końcu miał możliwość pozyskania kogoś, o kim marzył przez całe swoje dotychczasowe życie. W końcu mógł zawalczyć o choć namiastkę względnie normalnej rodziny. Nie zamierzał z tego rezygnować, dlatego na wstępie postanowił, iż najlepiej będzie jeśli nawet najmniejszą drobnostkę będą sobie wyjaśniać. Dzięki temu nie będzie dochodziło między nimi do zgrzytów i niedomówień.
    Machnął ręką w odpowiedzi na jego słowa.
    - Chciałeś zrobić niespodziankę, to normalne że nie zadzwoniłeś. Ale nie ma co się nad tym roztrząsać – podsumował tylko, wzruszając lekko ramionami. Cieszył się, że mają za sobą te wyjaśnienia. Nie chciał by Tony miał o nim mylne wrażenie imprezowicza. Co prawda zdarzały mu się takie weekendy, w których wpadał do domu tylko by się przebrać albo nie wracał wcale, jednak były to wyjątki. Zazwyczaj siedział grzecznie w swoich czterech ścianach i bazgrał coś w zeszycie, czytał książkę bądź oglądał telewizję. Miał na to wpływ jego zmienny charakter, lecz nie miał zamiaru robić jego analizy przed bratem. Sam nie do końca rozumiał wszystkie swoje zachowania i działania, nie miało by więc sensu tłumaczenie ich komuś innemu. Ot, raz na jakiś czas potrzebował chwili szaleństwa.
    Urodziny mamy… Na początku Bosso nie załapał do czego pije blondyn. Dopiero po paru sekundach przypomniał sobie to niefortunne pytanie dotyczące partnera Tony’ego. Domyślił się, iż brat go sprawdza, obserwuje jego reakcję na tę wiadomość. Uśmiechnął się tylko i skierował na niego wzrok.
    - Jasne, nie ma co wracać do takich rzeczy – stwierdził swobodnie. Nie zamierzał się dopytywać – na ostatnim spotkaniu dość jasno zostało pokazane, iż Anthony nie przepadał za pogłębianiem tego tematu. Było to jego życie prywatne i Bosso nie chciał wciskać się w nie ze swoimi buciorami.
    - Powiedz mi lepiej, jakim cudem mój zapracowany braciszek znalazł chwilę wolnego w to niedzielne popołudnie? Jestem mile zaskoczony – powiedział, inicjując tym samym nowy temat. Wydało mu się, że wszystko co mieli sobie powiedzieć, zostało już wyjaśnione.

    OdpowiedzUsuń
  37. Ulżyło mu zdecydowanie, gdy Blaise jednak zepchnął temat rozmowy na coś mniej kłopotliwego dla nich obu. Czuł jak coś podpowiadało mu, że nie mógł tak po prostu zaprzepaścić tej znajomości, której przez jakiś czas po prostu nie było w jego życiu. Dopiero teraz, gdy jego brat znów się pojawił, Tony zdał sobie sprawę z tego, że naprawdę tęskno mu było za starymi czasami. Cóż, nie tylko za mniejszą ilością ciążących odpowiedzialności, ale także o takim wsparciu, jakim był brat: bo może w ich szeroko pojętej rodzinie nie zawsze było idealnie, jednak koniec końców Roleywart cieszył się że skończyło się tak, jak się skończyło. Mogło przecież być o wiele gorzej.
    Mężczyzna w odpowiedzi wzruszył ramionami i zarzucił na usta nieśmiały uśmiech, jakby chciał przez to powiedzieć, że tak jakoś wyszło.
    - Dla rodziny zawsze znajdę czas - odpowiedział szczerze, bo przecież właśnie tak go nauczono. Prócz wszelkich form grzeczności i dobrego zachowania, wpojone zostały mu przede wszystkim najważniejsze walory życia: szkoda tylko, że ostatnio coraz bardziej chciał się od nich oddalić i wreszcie zrobić coś... innego. Coś, co z pewnością nie spodobałoby się jego matce; ale nie mógł, przez własne sumienie. Nie byłby kolejnym mężczyzną, który złamałby tej kobiecie serce.
    - Wiesz, nie jest aż tak źle... Przynajmniej lubię tą pracę - zatrzymał się na chwilę, jakby musiał powtórzyć sobie w głowie własne słowa. - Dziennikarstwo - sprecyzował wreszcie. - A ty, co robisz?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.